poniedziałek, 26 września 2016

5b w Muzeum Sportu i Turystyki

     Dnia 23 września klasa 5b wraz z wychowawcą panem Krzysztofem Protazym wybrała się na wycieczkę do Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
Na początku zwiedziliśmy wystawę dotyczącą Igrzysk Olimpijskich w starożytności. Dowiedzieliśmy się, że kiedyś kobietom nie wolno było brać udziału na olimpiadzie, a nawet oglądać jej z trybun. Potem nastała długa przerwa w Igrzyskach na 1500 lat i wróciły dopiero w nowożytności. Następnie
dowiadywaliśmy się o okresie wojennym. Czy wiecie, że pierwszy złoty medal dla Polski zdobyła kobieta! Była to Halina Konopacka, a zwyciężyła w rzucie dyskiem. Po wystawie o okresie wojennym przenieśliśmy się do lat 70 ubiegłego wieku. Pani przewodnik opowiadała nam o naszej reprezentacji piłkarskiej zwanej Orłami Górskiego. Była tam również ostatnia koszulka nieżyjącej już legendy polskiej piłki Kazimierza Deyny. Potem przenieśliśmy się do czasów współczesnych. Widzieliśmy bluzę bramkarską Jerzego Dudka z autografem oraz koszulkę i buty Marcina Gortata również podpisane. Na koniec zobaczyliśmy pamiątkowe krążki upamiętniające medale polskich olimpijczyków, niektóre medale Igrzysk i pochodnie, którymi przenoszono święty ogień z Aten do miejsca, w którym odbywały się zawody.
Cała klasa była zadowolona z ciekawej wycieczki. Bardzo mi się podobało i polecam przyjechać tam całą rodziną.

                                                                                               Franciszek Pisarski

piątek, 23 września 2016

Czarny makaron z krewetkami.

SKŁADNIKI  2 PORCJE
  • 125 g krewetek Black Tiger (obranych, obgotowanych, mogą być mrożone)
  • 125 g czarnego makaronu
  • 1 łyżka masła
  • 2 łyżki oliwy 
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek (około 1/3) papryczki chili
  • 2 łyżki posiekanej natki
  • cząstki cytryny 

    PRZYGOTOWANIE

    • Krewetki rozmrozić, dokładnie osuszyć. Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie.
    • Na patelni roztopić masło z 1 łyżką oliwy oraz z pokrojonym na cienkie plasterki czosnkiem. Smażyć na umiarkowanym ogniu przez około 1 - 2 minuty aż czosnek zmięknie.
    • Dodać drugą łyżkę oliwy, włożyć krewetki, doprawić solą i pieprzem. Dodać posiekaną papryczkę chili (bez pestek) i smażyć przez około pół minuty.
    • Przewrócić krewetki na drugą stronę i smażyć przez kolejne pół minuty. Dodać natkę pietruszki i wymieszać.
    • Dodać odcedzony makaron i wymieszać, polać dodatkową oliwą. Podawać z cząstkami cytryny.       
  •                                                                                                                       Blue Moon                                                                                             

Granita Arbuzowa


1.Arbuza kroimy w kostkę, dokładnie wypestkowując, miksujemy z cukrem pudrem i sokiem z limetki.
2.Przekładamy do zamykanego pojemnika i wstawiamy do zamrażarki na kilka godzin do kompletnego zamarznięcia. Przynajmniej raz dokładnie mieszamy widelcem zamarzającą masę.

3.Przed podaniem wyskrobujemy widelcem pożądaną ilość, przekładamy do miseczek, podajemy



Może być inny owoc, taki jak banan , truskawka i pomarańcza.
Borówka

wtorek, 20 września 2016

OPOWIEŚĆ O SZCZĘŚLIWYM GUZIKU


            Będąc kiedyś u babci pod Warszawą strasznie mi się nudziło. Babcia pozwoliła
mi więc wejść na strych.
Wśród wielu starych, zakurzonych rzeczy znalazłam wielką skrzynię. Kiedy
ją otworzyłam zobaczyłam wiele zdjęć, biżuterii i dużo sukienek. Zaczęłam je wszystkie wyjmować i oglądać. Wyglądały jak nie z tej epoki. Po wyjęciu wszystkiego ze skrzyni,
na samym dnie leżał piękny guzik. Był on duży, okrągły i mienił się wszystkimi barwami tęczy. Na środku guzika znajdowały się cztery dziurki. Był bardzo przyjemny w dotyku. Postanowiłam się koniecznie dowiedzieć, do kogo należał. Babcia bardzo się ucieszyła,
że go znalazłam i opowiedziała mi o nim niezwykłą historię. Guzik ten został zrobiony
przez mojego prapradziadka dla mojej praprababci. Okazuje się, że miał on moc przynoszenia szczęścia wszystkim kobietom w mojej rodzinie. Służył im jako talizman i zawsze nosiły
go przy sobie. Praprababcia przekazała go mojej prababci. Ona dała go swojej córce,
czyli mojej babci. Babcia chciała go dać mojej mamie, ale zaginął. Okazało się, że ja byłam
tą szczęściarą, która go znalazła. Babcia dała mi go i powiedziała, żebym uwierzyła
w jego moc.
Od tamtej pory noszę go zawsze przy sobie. Myślę, że wiele razy przyniósł
mi szczęście. W przyszłości, ja przekażę go mojej córce.

Olafek




środa, 14 września 2016

Legenda o powstaniu nazwy „Lasek Bródnowski”

Dawno, dawno temu królowa Anna Jagiellonka wydała pozwolenie na wyrąb drzew
z pięknej, zielonej puszczy, w której żyło bardzo dużo zwierząt. Władczyni nie dostrzegała piękna przyrody i uważała, że jest to jedynie źródło wszelkich zarazków, chorób i miejsce życia odrażających, dzikich zwierząt. Następnego dnia po wydaniu dekretu królowa postanowiła, że wybierze się do puszczy sprawdzić jak postępują przygotowania do wycinki drzew. Kiedy dotarła na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma i jest całkiem sama w tym jakże przerażającym dla niej miejscu. Nagle usłyszała piękny śpiew ptaków, a po chwil zaczęły do niej docierać inne dźwięki: szum drzew i rzeczki Brodni, cykanie świerszczy, kumkanie żab, klekot bocianów. Królowa słyszała nawet brzęczenie malutkich owadów. Władczyni przez dłuższą chwilę stała nieruchomo i nie mogła się nadziwić temu, co widzi i słyszy. W pewnej chwili, gdy dokładnie wsłuchała się w dobiegające dźwięki, uświadomiła sobie, że dochodzące do niej odgłosy to nic innego jak wołanie o litość. Królowa, coraz wyraźniej słyszała słowa: - „O litościwa Pani, nie niszcz naszego domu, okaż łaskę i ocal to miejsce”.  Po krótkim namyśle, królowa odpowiedziała: - „Wysłucham waszej prośby, pokochałam to miejsce. Dopiero teraz wiem jakie jest urokliwe i pełne życia” Władczyni zdecydowała, że zostanie w puszczy i będzie wiodła tam swoje życie. Poddani szukali jej dni i noce a po 20 dniach stracili nadzieję na odlezienie swej pani żywej i zrezygnowali z poszukiwań. Długo opłakiwali swoją panią. W tym czasie królowa mieszkała w lesie w towarzystwie zwierząt a ponieważ nie mówiła nikomu kim tak naprawdę jest uważano ją za bezdomną, dziką i  obłąkaną kobietę z lasu. W żaden sposób nie przypominała królowej – jej szaty były bardzo zniszczone, twarz i ręce miała brudne a włosy w strasznym nieładzie.
Pewnego wiosennego poranka nadeszła godzina wyrębu drzew z puszczy i na miejscu pojawili się drwale, którzy podchodząc z siekierami do drzew zauważyli kobietę  stojącą na brzegu rzeki Brodni.  Królowa Anna odwróciła się w ich kierunku i powiedziała:
-    Stójcie! Zabraniam Wam wyrębu tych drzew!
Mężczyźni wybuchnęli gromkim śmiechem.
-    Czego niby taka zaniedbana i brudna kobieta z lasu może nam zabronić?! - wykrzyknął jeden z nich.
-    Tylko królowa, która wydała pozwolenie może nas powstrzymać. A ty na królową raczej nie wyglądasz. Uciekaj tam skąd przyszłaś. - dodał inny drwal.
W tym momencie królowa rzekła do nich:
-    To ja Anna Jagiellonka! Wasza królowa!
Wypowiedziawszy te słowa władczyni założyła na głowę koronę, jedyne insygnia władzy, które jej pozostało a które skrzętnie ukrywała pod łachmanami.
Drwale stanęli w osłupieniu nie mogąc wydusić słowa. Przyglądali się stojącej na brzegu rzeki Brodni kobiecie nie mogąc uwierzyć, że to ich Pani. Po chwili podeszli do kobiety, wzięli ją na ręce i pospiesznie ruszyli w stronę zamku, obwieszczając po drodze każdemu napotkanemu, że odnaleźli królową Annę. Po powrocie do zamku władczyni niezwłocznie wydała wieczny zakaz wyrębu drzew z puszczy i nakaz ochrony żyjących w niej zwierząt. Królowa codziennie spacerowała leśnymi ścieżkami i słuchała odgłosów przyrody, którą tak bardzo pokochała.  Czasami, kiedy nikt nie widział zdejmowała obuwie i przechadzała się brzegiem Brodni. Drwale postanowili nadać puszczy nazwę „Lasek Brodniowski” od nazwy rzeki Brodni w której, po tak długim czasie, odnaleźli swoją królową. Z czasem  mieszkańcy okrzyknęli to miejsce „Laskiem Bródnowskim”. Pod tą nazwą ocalała puszcza funkcjonuje po dzień dzisiejszy a mieszkańcy Targówka mogą tam odpoczywać podziwiając piękno przyrody. 

                                                                                                           Blue Moon


środa, 22 czerwca 2016

Akrobacje


Na ulicy Remiszewskiej
Stoi sobie 114 – sta
I gdy tylko się obudzi,
Pytaniami dręczy ludzi.
Odpowiadaj szybko Jula!
Jak jest duża ziemska kula?
Maja mówi: „Ślicznie tańczę”,
Zamiast liczyć pomarańcze.
Pani Basia i Marysia
Już nie mogą z nami dzisiaj!
Tu ktoś skacze, tam ktoś fika,
Cała klasa gdzieś pomyka.
Igor z Kubą ściągi piszą,
Ola i Maks na trzepaku wiszą.
Bartek krzyczy: „Podaj piłkę!”,
Robert robi niezłą zmyłkę.
Pełno krzyków, wrzasków, wrzawy,
Wszyscy skorzy do zabawy.
Monia z Alą coś śpiewają.
Chłopcy na grzebieniach grają.
Lecą gumki i ołówki,
Iza czyta do klasówki.
A ja jestem Karolinka,
Miły uśmiech, słodka minka.
Czasem godzę różne waśnie
Albo piszę sobie baśnie.
Teraz właśnie wierszyk tworzę
I nauczę się go.
Może…
Ot i całe akrobacje,

Bo już zaraz są wakacje!

Koralik

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jestem ogniem

Jestem ogniem, wybuchowa, niebezpieczna. Jestem  wodą, porywcza, rwąca. Jestem kamieniem, twarda, niedostępna. Czym są słowa? Czym są myśli? Gdzie ja jestem? Cisza. Czas owinął jej się wokół nadgarstków, wrósł w jej żyły. Płynie razem z jej krwią. jej świat to szum morza, śpiew strumieni. Jej świat to białe szczyty gór. Jej świat to złoty zachód słońca, gdy dzień idzie spać. Jej świat to szepty bliskich. Czemu odeszła? Chciała niezależności, wolności, odpowiedzi na pytania. I co teraz? Co dzień chłód otoczenia otula ją z każdej strony. Nie ma swojego miejsca na ziemi. Czy się opłacało? Nie. Samotność napiera na nią codziennie. Budzi się, wkłada swoje niezawodne, skórzane buty i rusza w kolejny etap swojej wiecznej wędrówki. Bez skutku przemierza doliny, szczyty i pola Skandynawii. Pylistymi ścieżkami, w żarze południa idzie cały czas prosto.  Dlaczego? Żeby odnaleźć siebie. Podobno mamy przed sobą całe życie, czyli kilometry nieznanych dróg. Gdy się przysłuchasz usłyszysz słowa wiatru, potoków i drzew, mówiący, że w miejscu, do którego nie dochodzi blask księżyca, na krawędzi jawy mieszka Vindpust. Jedynie ona zna odpowiedzi na dręczące ją pytania. Jej celem jest odnalezienie kobiety. Zdaje jej się, że każdego dnia jest coraz bliżej tego czego pragnie. Żyjemy wyłącznie raz, dlatego musimy zdążyć ze wszystkim. Tylko jak odnaleźć coś co znajduje się poza światem, który zna? Jest jedynie człowiekiem. Samotną jednostką na tle całego wszechświata. Kolejny świt, kolejna podróż. Kiedy to się skończy? Kiedy odnajdzie Vindpust, a wraz z nią swoje przeznaczenie? Usiadła na krańcu urwiska i spojrzała w dół gdzie rwący potok nacierał na skalne ściany. Ściemnia się. Wstała z zimnego kamienia i pokierowała swoje kroki ku zejściu ze wzniesienia. Na dole było już całkowicie ciemno. Idąc przed siebie poczuła, że jej stopy są mokre. Skierowała na nie wzrok i spostrzegła, iż brodzą po kostki w jeziorze. Cofnęła się na ląd. Usiadła na niewielkim skrawku trawy podejmując próbę osuszenia butów. Woda była chłodna. Czuła zimno. Znów cisza. Ona stała się nie do zniesienia. Znów spojrzała na jezioro. Odbijało się w nim niebo. Piękne, granatowe niebo usiane gwiazdami. Kiedy pojmiesz potęgę gwiazd, zrozumiesz jak nasz świat jest mało warty. Długo obserwowała jak w jeziorze gwiazdy rozpadają się w złoty pył. Te z ludzkiej perspektywy niewielkie punkty na firmamencie widziały największe błędy i sukcesy ludzkości. Zanurzyła rękę w wodzie i cały nieziemski obraz się rozmył jakby nigdy go nie było. Słyszę kroki. Słyszę śmiech. Słyszę głosy. Czy ktoś tam jest? Wyciągnęła dłoń i wszystko ustało. Włożyła ją z powrotem. Nic. Nagle poczuła ciepło. Dotyk. Jakby ktoś złapał ją za rękę. Nachyliła się nad taflą wody. Wdzięcznie opadło na nią śnieżnobiałe gęsie pióro. W momencie gdy dotknęło tafli jeziora, palce oplatające pod wodą jej rękę zacisnęły się mocniej i pociągnęły dziewczynę w dół. Poczuła jak tysiące małych ostrzy wbijają się w jej skórę. Woda była lodowata. Coś ciągnęło Athalie coraz bardziej w dół. Gdy dotarła do piaszczystego dna zamiast się zatrzymać, gładko przez nie przeleciała. Spadała. Spadała z ciemnego, nocnego nieba. Zamknęła oczy. Otworzyła je dopiero gdy przestała czuć podmuchy wiatru. Klęczała na suchej ziemi. Podniosła wzrok i ujrzała przed sobą czyjąś wyciągniętą rękę. Chwyciła ją i podciągnęła się do góry. Ujrzała niską kobietę w podeszłym wieku, odzianą w długą suknię z liści i korzeni. To Vindpust. Ciepło spojrzała na dziewczynę i rzekła łagodnym szeptem:
- Atchalie Lindberg. Jest jeden sposób żebyś ukończyła swą wędrówkę i doznała ostatecznego dopełnienia.
-Vindupist. Zdradź mi go. – odpowiedziała równie cicho.
- Vindupist? Czyli znasz moje imię. Potrafisz słuchać przyrody, dziecko.
- Mogę poznać ten sposób?
- Jesteś niecierpliwa.
-Całe życie poświęciłam, żeby go znaleźć. Teraz, gdy mam szansę poznać odpowiedź, chcę ją dostać jak najszybciej.
- Twoją odpowiedzią są gwiazdy
- Gwiazdy?
- Gwiazdy. Staniesz się częścią wszechświata.
- Nie rozumiem.
- Każda gwiazda to jedna strapiona dusza, która znalazła ukojenie. Jeśli tylko chcesz możesz do nich dołączyć.
- Chcę tego.
- A więc daj mi rękę. – powiedziała kobieta.
Athalie podała jej swoją drobną dłoń. Zdążyła jeszcze ostatni raz spojrzeć na gęsty, zielony las, a chwilę później na niebie zalśniła nowa gwiazda.

 American Pharoah

wtorek, 31 maja 2016

Martwy Ogród

W średniowieczu wśród mieszkańców angielskiej wsi Castle Combe krążyła legenda. Zrodziła się wśród tamtejszych łowców, polujących w dzikiej puszczy zwanej Stone Forest. W gęstwinie lasu znajdował się niechciany przez nikogo ogród, otoczony kamiennym murem. Nikt nie wie skąd się tam wziął. Uważano go za twór nieczystych sił. Myśliwi, którzy odważyli zbliżyć się w tamto miejsce opowiadali, że słyszeli głosy i widzieli twarze ludzi zastygłe w bólu i cierpieniu. Z czasem pragnący wyjaśnienia tajemnicy ludzie postanowili wymyślić własne rozwiązanie. Głosili, iż ciekawych wnętrza ogrodu czeka kara za wścibskość. Po przekroczeniu bramy mieli zamieniać się w kamienne posągi. Jedynie czysta osoba bez żadnej wewnętrznej skazy mogła bezkarnie wejść do środka i odwrócić działanie magii uwalniając tym samym skamieniałych ludzi. Z czasem martwy ogród przestał fascynować okolicznych mieszkańców. Mur oplótł gęsty bluszcz. Biała jak wodne lilie farba pokrywająca furtkę zaczęła żółknąć i odchodzić, starły się ostre czubki sztachet, a całość owinął chmiel. Wokół skweru utworzyła się barykada z pokrzyw i jaśminu. Już nikt nie zwracał uwagi na dziki zieleniec. Z czasem przyjęto, że ów ogród jest miejscem wymyślonym. Jego historia dziesiątki lat przekazywana była z pokolenia na pokolenie, lecz jedynie jako bajka usypiająca najmłodszych mieszkańców Castle Combe. Audrey Griffiths jak każdy w niewielkiej wsi znała opowieść o ogrodzie. Należała do osób myślących nieszablonowo. Martwy skwer pochłonął jej myśli całkowicie odkąd usłyszała o nim od matki. Co noc zabierała z drewnianego ganku dużą świeczkę i wyruszała na poszukiwania. Ogród ukrywał się przed nią. Mimo niepowodzeń dziewczyna wierzyła, że uda jej się go znaleźć. Sądziła, iż magia skrywająca się w zieleńcu czeka jedynie na odpowiedni moment, by się ujawnić. Dobre siły naszego świata toczące odwieczną walkę ze złymi miały wobec Audrey własne plany. Długo przed jej urodzeniem wybrały ją sobie jako wybrańca mającego pokonać cząstkę zła osiadającą w Stone Forest. Jednej z chłodnych, grudniowych nocy dziewczynę wyrwał ze sny donośny trzask. Nie mogąc namierzyć jego źródła podniosła głowę i spojrzała gwiazdy. Jasno płonące kule odbijały się w jej błękitnych oczach, a długie, złote loki rozwiewał wiatr dostający się do środka szparami w ścianach.  W takich chwilach jak ta, patrząc w bezkresne, atramentowe niebo usiane błyszczącymi punktami zastanawiała się co jest dalej. Co jest poza Castle Combe? Co jest poza wyspami brytyjskimi? Co jest poza naszą planetą? Według dziewczyny niebo było możliwe najbardziej fascynującym obiektem we wszechświecie. Było nieskończonym oceanem snów, marzeń i niewypowiedzianych słów, który mogli przepłynąć tylko ludzie potrafiący żyć w zgodzie ze wszystkim i samym sobą. Wzrok Audrey z gwiazd przeniósł się na parapet. Na jego zewnętrznej stronie siedział kruk. Nie był zwyczajnym ptakiem. Jego pióra, nogi i dziób zakańczały się srebrnym akcentem, poza tym był znacznie większy od przeciętnego kruka. Dziewczyna spojrzała na zwierzę, poruszające się w taki sposób, jakby chciało, by za nim poszła. Wstała z posłania i wybiegła na dwór. Śnieg i chłodny wiatr otuliły ją z każdej strony. Ptak głośno i zakrakał poleciał przed siebie, a ona ruszyła za nim. Prowadził ją przez brukowane ulice, aż dotarli na skraj wsi. Kruk nie zatrzymał się, tylko leciał dalej. Musiała teraz wybrać czy wrócić do domu czy ryzykować nocną wędrówkę po lesie w taką pogodę. Po chwili wahania, znów popędziła prosto.  Ostre gałęzie drzew rozdzierały jej skórę, a gruba warstwa śniegu przeszkadzała biec. Kiedy chciała się już tylko zatrzymać, przerwać to wszystko, kruk zniżył lot i usiadł na jej ramieniu i wskazał zakrzywionym dziobem na miejsce po prawej stronie Audrey. Zobaczyła potężny, wysoki mur. Wiele kamieni już dawno z niego wypadło. Drewniana furtka była lekko uchylona. Wszystko pokrywały dzikie pnącza. Zbliżyła się kawałek. Poznawała to miejsce. Martwy ogród. Nareszcie go odnalazła. Zmarznięta, powolnym krokiem ruszyła ku wejściu. Otworzyła skrzypiącą furtkę, która zatrzasnęła się zaraz po tym jak dziewczyna weszła do środka. W momencie zamknięcia furtki śnieg przestał padać. Ogród nie przypominał tego z bajek. Był znacznie piękniejszy, ale zarazem dużo straszniejszy. Całą jego powierzchnię pokrywały uschnięte drzewa i krzewy oraz mnóstwo kamiennych posągów. Widząc je Audrey przypomniała sobie słowa matki, gdy ta opowiadała jej legendę o martwym ogrodzie: „Zieleniec ukarze każdego grzesznika ośmielającego wtargnąć na jego teren, tylko osoba o całkiem czystym sercu będzie mogła bez konsekwencji wejść do środka i uratować wszystkich dotkniętych klątwą.” Czyli, że to właśnie ona uratuje ludzi od trwającego setki lat snu w kamieniu, tylko jak? Usiadła na wzniesieniu usypanym ze śniegu, zastanawiając  się w jaki sposób może pokonać mieszkające tu od wieków zło. Jak na życzenie z nieba sfrunął ten sam kruk, który ją tu sprowadził, w połowie lotu przeistaczając się w białego gołębia o złotych skrzydłach i przysiadł na kamiennej tablicy. Dziewczyna przyklęknęła obok i postrzępionym rękawem wytarła z niej grubą warstwę kurzu. Wyryta w skale inskrypcja głosiła „ Żeby wykupić życia intruzów, wybraniec czystych mocy, czyli osoba o nieskalanej duszy musi dobrowolnie oddać swój los w ręce ciemności i na zawsze stać się częścią puszczy.” Czyli jeśli chce uwolnić tych biednych ludzi i cały Stone Forest od magii ogrodu musi złożyć się w ofierze? Została wybrana do tej misji przez dobro i musi ją wypełnić bez względu na wszystko. Nie wycofa się teraz. Usiadła na chłodnej, twardej ziemi i wykrzyknęła: Oddaję siebie w zamian za tych ludzi! Niebo przecieły pioruny, rozpętała się burza śnieżna i zadął wiatr wyrywający drzewa z korzeniami. Wszystko trwało chwilę, a potem była już tylko cisza. Martwy ogród zniknął, a zamiast niego pojawiła się zalana porannym słońcem polana, usiana kwiatami. W miejscu, gdzie jeszcze niedawno siedziała Audrey wyrósł potężny, wysoki dąb, a uwolnieni ludzie próbowali przypomnieć sobie wszystko, co wydarzyło się przed zamienieniem ich w posągi. Drzewo, w które przeistoczyła się dziewczyna stało się symbolem pojednania, odwagi i uwolnienia się od martwego ogrodu dla mieszkańców Castle Combe. Na cześć bohaterskiej Audrey Griffiths dąb nazwano Heroic Liberationist. Pod drzewem kolejne pokolenia dzieci może usłyszeć historię o martwym ogrodzie. 
American Pharoah

wtorek, 17 maja 2016

WYCIECZKA ŚLADAMI ŚW. JANA PAWŁA II

Dzień 1

O godz. 16.00 przyszłam z moją siostrą Kasią na zbiórkę przed kościołem św. Marka. Po zapakowaniu bagaży i czułych pożegnaniach z bliskimi nasz autokar ruszył w drogę. Siedziałam z moją siostrą, a za nami były moje koleżanki: Weronika i Ala. Na początku podróży wszyscy rozmawiali z przyjaciółmi. Na pierwszym postoju kupiłam pyszną, gorącą czekoladę. Podczas dalszej podróży s. Monika włączyła nam film pt.: "Artur i Minimki", który nam się podobał. Potem trochę poczytałam, a kiedy to mnie zmęczyło, postanowiłam się zdrzemnąć. Obudziłam się, gdy byliśmy już w Wadowicach. Siostra Monika właśnie ustalała, kto z kim będzie w pokoju(ja byłam z Kasią, Alą, Weroniką, Anią, Agnieszką). W pewnym momencie poczułam, że mi niedobrze i powiedziałam o tym siostrze, jednak po chwili mi przeszło. Mieliśmy mieszkać w domu rekolekcyjnym księży Pallotynów. Na miejscu wzięliśmy swoje walizki i wjechaliśmy na 2 piętro. Gdy obejrzeliśmy swoje pokoje, poszliśmy na kolację. Następnie po wspólnej modlitwie opiekunowie kazali nam się myć i spać, ponieważ było już po 23.00. Przez jakiś cas jeszcze rozmawiałam z dziewczynami, lecz w końcu zmorzył mnie sen.

                                                                                            Kriss - Silver_lemon12
                                                                                      (postanowiłam zmienić swoją nazwę :))

sobota, 14 maja 2016

Droga ku tajemnicy XI

- Szybko docierają do pana informacje.
- Zalety pracy w policji. Wiesz nawet to, czego wiedzieć nie chcesz. Mówią ci wszystko.
- Rozumiem. W pana pracy nie ma miejsca na nudę. – rzekła dziewczyna i wymownie spojrzała na plik kart i pusty kieliszek przed komisarzem.
- W istocie. Brak zajęć mi nie doskwiera. Karty potrafią być świetną rozrywką, panno Bonnet. – odpowiedział mężczyzna widząc wzrok Ivette.
- Sądziłam, że za tak duże pieniądze robi pan nieco więcej.
- Ja już przegrałem swoje życie. Nie muszę robić niczego ponad stan.
- Nie obawia się pan utraty stanowiska? Mnóstwo młodych pomysłowych i chętnych do pracy mężczyzn marzy o tak wysokiej i świetnie płatnej pozycji.
- Fascynuje panią temat finansów. Dla mnie pieniądze stały się zbyt pospolite.
- Doprawdy? W takim razie czym płacą panu za przebywanie w pańskim towarzystwie? Zapewne wielu łaknie pana bliskości. W końcu pociąga pan za sznurki w całym Paryżu.
- Tajemnicami. Lubię mieć przewagę nad ludźmi, a znając ich sekrety jestem zawsze krok przed nimi. Mogę z nich czytać jak z otwartej księgi. A czy pani ma jakieś sekrety?
- Każdy je ma, ale nie każdy jest na tyle zdesperowany, by oddać je panu. Wróćmy może do przyczyny mojej wizyty.
- Jaka ona jest, panno Bonnet?
- Noel Vigier.
- To było do przewidzenia. Uroiła sobie pani, że znajdzie sposób Na ułaskawienie przestępcy. Więc słucham.
- Mam dowody. W biurze Noela znaleziono wycinki z gazet o Mona Lisie. Gdy przyszłam do niego w odwiedziny spytałam go o notatki. Powiedział wtedy, że to nie jego zapiski, więc skoro nie znał formy zbierania informacji nie mógł być winny.
- Przykro mi, ale nie ma pani świadka. Bez niego nikt nie uwierzy w te słowa.
- Mam świadka. To Adrien Boirgues. Dziś siedzi na recepcji, ale tamtego dnia pilnował celi Noela i na pewno słyszał naszą rozmowę.
- No proszę. Jeśli tylko Boirgues potwierdzi to co pani mówi sprawa pójdzie dalej panno Ivette.
- I co teraz? Za każdym razem gdy tu przychodziłam brano mnie za wariatkę wmawiającą sobie, że jest detektywem.
- Odruch. Kobiety nieczęsto mają rację.
- Czy gdybym była mężczyzną uwierzylibyście mi?
- Panno Bonnet, proszę nie robić przedstawienia. To komisariat.

 American Pharoah

poniedziałek, 9 maja 2016

Bohater

          Bohaterstwo jest pojęciem względnym i może oznaczać co innego dla każdej osoby. Sądzę , że bohaterem można nazwać kogoś, kto staje w obronie czegoś, co kocha i co jest  słuszne. Moim zdanie właśnie na tym polega bohaterstwo.
          Gdy ktoś porusza ten temat, do głowy przychodzą mi na myśl różne postacie, ale najważniejszą wydaje mi się Piotr Konieczka. Był on kapralem Wojska Polskiego podczas II wojny światowej oraz został uznany za jej pierwszą ofiarę.  Sam fakt, że pełnił służbę dla Ojczyzny i walczył za nią, pozwala nam nazwać go bohaterem. O godzinie 1 w nocy 1 września 1939 roku placówka w Jeziorkach, gdzie kapral pełnił służbę, została zaatakowana przez Niemców. Po krótkiej wymianie ognia obrońcy wycofali się, ale na miejscu pozostał Konieczka. Około 1:40 żołnierz został zastrzelony i zatłuczony kolbami. Według mnie jego postawa była naprawdę niesamowita, gdyż kiedy wszyscy opuścili pole bitwy, on został i walczył do końca. Bronił on nie tylko swojej rodziny, ale i całego kraju, zupełnie nieznanych mu ludzi, za których oddał swoje życie. Był to naprawdę niezwykły czyn.
          Bohaterem jest zostać bardzo łatwo, znacznie trudniej jest nim być. Bohater musi dawać przykład swoją postawą w każdej sytuacji. Moim zdaniem najlepszym przykładem jest kapral Piotr Konieczka, którego bez wahania mogę nazwać nie tylko moim  bohaterem, ale i całej Polski.
Julia Adamowicz 6c

niedziela, 8 maja 2016

Historia tajemniczej krainy


Ola poczuła szarpnięcie w okolicy brzucha. O nie, znowu mnie tam przeniesie – pomyślała. Nie chciała znowu oglądać ich niewyraźnych twarzy, z których nic nie dało się wyczytać.


Zaczęło się kilka dni wcześniej, kiedy w nocy zaczęły pojawiać się jej jakieś straszne oblicza. Nie miała pojęcia, że została wybrana by uratować odległy świat, który mimo odległości był powiązane ze światem ludzi – Ziemią. Miała się o tym dowiedzieć znacznie później.
 

Pierwszej nocy pojawiły się tylko samotne części ciała i jakieś nie zrozumiałe słowa. Ola nie przejęła się tym zbytnio, kiedyś miała podobne sny. Jednak z dnia na dzień było coraz gorzej. Po czterech dniach po raz pierwszy została przeniesiona do tej dziwnej krainy. Wszystko zdawało się być
normalne, poza ludźmi, a właściwie nie ludźmi. Posiadali ciało – idealnie takie jak człowiek, lecz ich twarze były odmienne. Rozmyte, niewyraźne i przerażające. Ola podczas tej wyprawy marzyła tylko o jednym, by wrócić do domu.

niedziela, 1 maja 2016

Konstytucja 3 maja

Konstytucja 3 maja, a właściwie Ustawa Rządowa z dnia 3 maja, została uchwalona po I rozbiorze Polski w 1791r podczas obrad Sejmu Wielkiego. Podpisali ją:  księża Hugo Kołłątaj i Scypion Piattole, marszałek Stanisław Małachowski oraz król Stanisław August Poniatowski. Ustanowiono ją, by zapobiec kolejnym rozbiorom. Jest ona drugą na świecie i pierwszą w Europie ustawą zasadniczą. Powyższy, najważniejszy akt prawny, określający ustrój polityczny Polski, doprowadził m. in. do trójpodziału władzy (ustawodawcza – sejm; wykonawcza – król, straż praw; sądownicza – sądy). Od momentu jej ustanowienia zniesiono także wolną elekcję i liberum veto oraz wprowadzono tron dziedziczny.


W setną rocznicę uchwalenia konstytucji, Jan Matejko uwiecznił to wydarzenie na płótnie. Dzieło przedstawia uroczysty pochód mieszkańców Warszawy. Przybywają z Zamku Królewskiego – miejsca sejmowych obrad – do katedry św. Jana w celu ponownego zaprzysiężenia aktu. 


Koralik

niedziela, 24 kwietnia 2016

Bohaterstwo

      Słowo "bohaterstwo" jest trochę nadużywane. Moim zdaniem pasuje do niewielu sytuacji.
Sadzę, że oznacza coś wyjątkowego. Mówi nam o nadzwyczajnym czynie. Rzadko można spotkać kogoś, kto zasługuje na takie miano.
      Bohater to osoba, która robi czy zrobiła coś dla innych. Trzeba naprawdę się postarać, aby być kimś takim. Można nazwać w ten sposób ludzi, którzy uczynili dobro dla narodu, pomogli komuś, ich rola stała się szczególna. Przykładem jest Irena Sendlerowa.
      Dla mnie bohaterem jest mój pradziadek. Uważam, że była to niezwykła postać. Co prawda, nie zdążyłam go poznać, ale dokonał niecodziennych rzeczy. W czasie okupacji hitlerowskiej prowadził w swoim domu tajną drukarnię, narażając własne życie. Umożliwiało to rozpowszechnianie wiedzy o obecnej sytuacji w kraju. Działanie na rzecz dobra narodu było cenniejsze niż własne bezpieczeństwo. Podczas wojny trafił do obozu pracy wraz z młodszym bratem i szwagrem. Czuł się za nich odpowiedzialny, więc pomimo ryzyka opiekował się nimi i troszczył. Dzielił się nawet swoją porcją jedzenia. Dzięki temu całej trójce udało się przetrwać obóz.
      Według mnie jego postępowanie było wzorowe. Zdecydowanie zasługuje na miano bohatera.
Bardzo sie cieszę, ze mam takiego przodka, którego życie może być przykładem dla wielu ludzi.

Koralik

sobota, 23 kwietnia 2016

Droga ku tajemnicy X

. Wybiegła z kamienicy i popędziła ku ogromnemu gmachowi komendy policji. Przed mosiężnymi drzwiami tym razem stał inny mężczyzna. Był znacznie większy, bardziej umięśniony i groźniej wyglądający od poprzedniego stróża. Mimo tego Ivette nie zamierzała się wycofać. Za dużo trudu sobie zadała, by teraz uciekać.
- Chcę przejść. Byłby pan tak łaskawy i przesunął się nieco?- rzekła wynosłym, dumnym tonem. Jako dziecko nieraz widywała jak matka używa tego sposobu. Mawiała wówczas „Jeśli masz władzę inni są ci posłuszni, ale czasami wystarczy żeby ludzie po prostu uwierzyli ci, że ją masz.”
- Nie wpuszczam tu byle kogo.- odpowiedział dziewczynie nawet nie uraczając jej spojrzeniem. Najwidoczniej musi jeszcze dużo ćwiczyć, by przejść do takiej perfekcji jak mama.
- Ja nie jestem byle kim, ale ważnym świadkiem w sprawie Noela Vigiera.
- Ważnym świadkiem? W takim wypadku zapewne bym o tobie wiedział. Twoje imię?
- Ivette Bonnet. Byłam tu już kilka razy. Jeśli mnie pan wpuści policjanci na pewno mnie rozpoznają!
- Marnujesz mój czas kobieto. W swoim życiu widziałem mnóstwo oszustek twojego pokroju.
- Mojego pokroju. Czyli jakiego jeśli można wiedzieć?
- Pokroju wieśniaków. Biedni i nieokrzesani. Wszyscy jesteście z tej samej gliny.
- Wieśniaków? Biedni i nieokrzesani? Jest pan strasznym osłem! Burak zawładnięty wstrętną znieczulicą!
Rosły strażnik zrobił taki gest jakby miał zamiar uderzyć ją w twarz, ale dziewczyna w porę się odsunęła. Wykorzystując dezorientacje mężczyzny przepchnęła go w bok i wkroczyła do komisariatu.
- Panna Ivette? Niech zgadnę znów ma pani jakieś arcyważne dowody? – zaśmiał się policjant siedzący tego dnia na recepcji komisariatu.
- Tym razem są naprawdę istotne. Mogę porozmawiać z prowadzącym sprawę Noela?- odrzekła z determinacją dziewczyna.
- Czy nadejdzie kiedyś dzień, w którym odpuści pani sobie to śledztwo na własne kopyto?
- Kiedy tylko dowiodę swego i mój przyjaciel będzie wolny.
- W takim razie komisarz Jean Barboue jest w swoim biurze. Korytarzem prosto i piąte drzwi na lewo. Powodzenia.
Policyjny recepcjonista był jedyną osobą, która okazywała jej choć odrobinę ciepła. Pałała do niego naprawdę sporą sympatią i mimo, że go prawie nie znała ufała mu. Delikatnie uśmiechnęła się do mężczyzny i pokierowała się do biura pana Barboue. Otworzyła drzwi numer 13 i cicho weszła do środka. Pokój zalewał mrok. Wokół unosił się zapach alkoholu i tytoniu. Za wielkim drewnianym biurkiem zawalonym stertą papierów w skórzanym fotelu siedział komisarz. Zauważając dziewczynę zgasił w brudnej popielniczce cygaro i włożył na poplamioną koszulę pogniecioną marynarkę.
- Słyszałem, że ma pani dla mnie coś ciekawego.
American Pharoah