piątek, 16 lutego 2018

Skarb Troi

Lilly, zauważyła, że za siedem sekund skończy się ich podróż w tunelu. Razem z Magnusem zaczęli odliczać. Coraz bardziej denerwowała się, że nie da rady wyłączyć stopera i przyłożyć kryształu. Gdy na cyferblacie została tylko jedna sekunda, malutka ćma (która nie wiadomo skąd się wzięła) powiedziała:
- Uda Ci się.
I miała rację, dała radę.
         Dziewczynka zaczęła skakać ze szczęścia.
- Super – powiedział Magnus, który również skakał ze szczęścia.
- O nie! - krzyknęła Lilly.
- Co się stało? - zapytał chłopiec.
- To – wskazała dziewczynka.
Magnus spojrzał w kierunku, który wskazała Lilly.
- To mamy kłopot – wyjąkał Magnus.
Wyjście z tunelu zagradzał ogromny głaz.
- Co teraz robimy? - zapytała Lilly.
- Musimy go przepchnąć – odpowiedział.
- To pchamy – powiedzieli razem i rzucili się na głaz.
Lilly popatrzyła na Magnusa i powiedziała:
- Udało się!
- Myślałem, że będzie trudniej – powiedział chłopiec.
- To co, idziemy? - zapytała Lilly.
- Idziemy – odpowiedział Magnus.
- Tylko trzymajmy się blisko siebie – dodała dziewczynka.
         Wyszli z tunelu i znaleźli się w gaju oliwnym.
- W którą stronę idziemy? - zapytał Magnus.
- Nie wiem – odpowiedziała Lilly.
- Chodźmy  wzdłuż rzeki – zaproponował chłopiec.
- Okej – zgodziła się   Lilly.
Szli i szli aż znaleźli się na małej polance. Pasły się tam owce, kozy i jeden osioł.
- To którędy teraz? - spytał Magnus.
- Jeszcze nie wiem, ale możemy zapytać się tego rolnika, który idzie zbierać oliwki. On nam powie, gdzie mamy iść, żeby dotrzeć do Troi – zaproponowała Lilly.
- Spróbujmy, jak się na nas zezłości, to będziemy uciekać, a jeśli nie, to może nam pomoże – dopowiedział Magnus.
- Ruszamy – powiedziała dziewczynka.
- Najpierw wyślijmy Albertowi wiadomość przez Merlina, żeby wiedział, co robimy, gdzie jesteśmy i, że już dotarliśmy – zaproponował chłopiec.
- Dobry pomysł – powiedziała Lilly.
Dzieci zaczęły szukać Merlina, który w tym czasie siedział na jednej z owiec. Gdy go dopadli Lilly i Magnus, powiedzieli mu wszystko, co ma przekazać Albertowi. Ledwo skończyli mówić, a Merlina już przy nich nie było, więc poszli do rolnika. Na szczęście mężczyzna nie zezłościł się na nich, wręcz przeciwnie wskazał im drogę i sprawiał wrażenie bardzo miłego. Dzieci podziękowały za pomoc i ruszyły ścieżką, którą pokazał im rolnik.
W tym samym czasie Albert dostał informację od Merlina. Chłopiec dał tej dziwnej istocie wskazówki, które miał przekazać Lilly i Magnusowi, jak dotrą do Troi.
         Dzieci szły wolno ścieżką, żeby nie ominąć żadnego zakrętu.
W końcu dotarli do Troi, gdzie toczyła się bitwa. Magnus myślał, że chodzi o piękna Helenę. Miała wybrać ona  jednego z mężczyzn, który zostanie jej mężem.  Myśli chłopca przerwał Merlin,  pojawił się on bardzo nagle.
- Aaaa…! - krzyknął chłopiec.
- Co się stało? - spytała Lilly.
- Nic tylko wystraszyłem się Merlina – odpowiedział.
- Mam dla was wskazówki od Alberta – powiedział Merlin.
- Mów szybko – zawołali jednocześnie.
Dzieci słuchają co przekazuje im Merlin i próbowały to wszystko zapamiętać.
- Okej, czyli  musimy przejść tak Troję, żeby nie wejść na pole bitwy oraz nie zostać zauważonym przez nikogo  - upewniał się Magnus.
- Tak – odpowiedział Merlin.
         Obydwoje ruszają w drogę. Gdy udało się im obejść wszystkie przeszkody, zauważyli część wolną od strażników i daleką od pola bitwy. Jednak po chwili żałowali swojej decyzji by iść tamtędy , bo ta strona również była objęta ochroną.                     W ich kierunku biegło już trzech żołnierzy. Nie mieli dokąd uciec.
- Ooo – wyjąkał Magnus.
Parę sekund później dopadli ich, nie chcieli słuchać wyjaśnień, tylko związali Magnusa z Lilly i zaprowadzili do lochów.
 Zanim doszli do tego strasznego miejsca, zobaczyli jak żyją tu ludzie. Spośród nich wszystkich, dzieci zapamiętały najbardziej: kowala, który wykuwał tarczę                                i garncarzy, przy których stały ogromne dzbany na oliwę i wodę.                                      W drodze do lochów zauważyli dziwny pokój z napisem  na drzwiach „OTTPIYKITTAS TNS TPOIAS”, co oznaczało książę Troi.
Bardzo ich to zaciekawiło, ale nie dali po sobie tego poznać, żeby żołnierze niczego nie podejrzewali. Kiedy znaleźli się w ciemnym lochu, zastanawiali się, jak stąd uciec. Magnus usłyszał cichutki głos ćmy, żeby rozciął sznury                                                              (którymi byli związani) scyzorykiem schowanym w jego bucie. Po około 10 minutach męczenia się  dali radę. Jak najszybciej chcieli stamtąd uciec. Gdy wyszli                             z lochu biegli tak szybko, jak mogli. Nawet drzwi księcia Troi ich nie zatrzymały.
         Przebiegli przez polankę i znów znaleźli się w gaju oliwnym.  
- Wracamy do domu Magnus – powiedziała Lilly.
- Uff… myślałem, że tego nie powiesz – odpowiedział chłopiec.
- Nie zrealizowaliśmy naszych planów, które mieliśmy, ale nie wytrzymam tu ani minuty dłużej – oznajmiła Lilly.
- Ja też. Znajdźmy wejście do tunelu i uciekajmy stąd – dodał Magnus.

         Gdy byli już w domu, Albert zaczął ich wypytywać „jak było”, ale oni nie mieli siły odpowiadać na jego pytania.
Agata Kowalik 5b
x

Dialog...

-         -   Już - powiedziała Lily.
     -   No to chodźmy - zdecydował Mangus.
Koniec tunelu znajdował się w jaskini. Dzieci spodziewały się zobaczyć bitwę o Troję, ale nic takiego się nie stało. Przed wyjściem było mnóstwo zieleni i pastwiska pełne owiec i kóz. W oddali Lily spostrzegła starożytny targ.
-       Słuchaj, może nacisnęłaś stoper o sekundę za wcześnie?
-       Możliwe. Chodźmy na targowisko.
Na miejscu dzieci oglądały stragany i sprzedawane na nich towary. Kiedy Lily zatrzymała się na dłużej przy straganie z biżuterią, Mangus powoli zaczynał się nudzić. Najpierw przyglądał się, jak kowal wykuwa tarczę, a potem kopał kamyki. W końcu nie wytrzymał:
-       Stoisz tyle przy tym stoisku. Może nogi wrosły ci w ziemię?
-       Przestań!
-       Nie! Ruszmy się wreszcie! - powiedział Mangus.
-       Niech ci będzie. Pooglądajmy dzbany!
Przyjaciele podziwiali ogromne dzbany na oliwę lub wodę. Stary garncarz siedział z tyłu straganu i robił nowe naczynia. Po chwili młody kupiec podszedł do nich i powiedział, że może im podarować czarę magicznej wody. Dzieci wzięły ją, nie podejrzewając niczego złego.
-       Wiesz co? Wejdźmy na to wzgórze - powiedziała Lily.
Kiedy Lily i Mangus byli w połowie drogi, chłopiec zażądał przerwy, żeby napić się wody. Po chwili dziwnie się poczuł.
-       Lily, chce mi się spać…
-       O co ci chodzi? Przecież jest środek dnia - dziwiła się dziewczynka.
Za moment chłopiec już spał. Przyjaciółka próbowała go obudzić, ale on po prostu chrapał. Lily uznała, że najlepiej będzie jeśli zaciągnie śpiącego kolegę na szczyt wzgórza.
            Kiedy dotarła na miejsce, ujrzała studnię, a przy niej kobietę. Postanowiła poprosić ją o pomoc.
-       Przepraszam, czy mogłaby mi pani pomóc obudzić mojego kolegę? - zapytała Lily.
-       Oczywiscie, a co jest w tym trudnego?
-       Napił się wody z dzbana, który dostaliśmy od kupca na targu i nagle zasnął - stwierdziła dziewczynka.
-       Skoro tak, to musimy go zanieść do mojego domu.
Ruszyły w drogę. Podczas wędrówki Lily dowiedziała się, że jej towarzyszka nazywa się Arisa. Okazało się, że mieszka ona na skraju morza Jońskiego, a jej dom stoi na jego piaszczystym brzegu.
            Kiedy dotarły do celu, Arisa położyła Mangusa na sianie i zaczęła przynosić różne zioła, które potem podpalała. Przedziwne zapachy unosiły się w pomieszczeniu. Po kilku minutach Mangus przebudził się.
-       Gdzie ja jestem? - zapytał.
-       Jesteśmy w domu pani Arisy - odpowiedziała Lily i opowiedziała mu, co się wydarzyło.
Potem Arisa zaprosiła ich do ogrodu. Opowiedziała im o ogrodach księcia Troi - Parysa, po których przechadza się ze swoją ukochaną, piękną Heleną. O pałacu, do którego wchodzi się przez wielkie wrota, a na jego ścianach można oglądać misterne mozaiki.
            Nagle, zza krzaków wyskoczył ów młody kupiec, który dał dzieciom dzban z wodą. Obsypał Lily i Mangusa tajemniczym proszkiem i dzieci …zniknęły.
            A gdzie się pojawiły? W piwnicy obok Alberta i nieźle go wystraszyły!

Ania Pacholska 5b




PRZYGODA ŁYŻEW

Były sobie pewne łyżwy, figurówki - jeśli chcecie wiedzieć.
Były stare, jak na łyżwy, a należały do mamy Alicji. Teraz leżały w ciemnym kącie piwnicy. Brudne i samotne, ale przynajmniej miały siebie. Nieopodal stał karton pełen książek, a za nim znajdowała się norka, w której mieszkała rodzina myszek. Po północy książki zaczynały opowiadać o tym, co miały zapisane w sobie, myszki zaś opowiadały historie swojej rodziny. A była ona bardzo liczna.
Pewnej nocy nasze bohaterki: prawa i lewa łyżwa, zapadły w głęboki sen. Nagle się obudziły i spostrzegły, że ktoś trzyma je w rękach. Bardzo się przestraszyły, bo pamiętały opowieści jednej z myszek o porządkach na strychu i o tym, że stare, brudne rzeczy się wyrzuca. Łyżwy trzymała mała Alicja. Od razu zabrała je z piwnicy i dokładnie umyła. Nadal zostały trochę brudne, no ale nie wszystko przecież da się zmyć. Ala postawiła je na półce pod plakatem, przedstawiającym dziewczynę na łyżwach. Nasze bohaterki szybko dowiedziały się, kim jest ich nowa właścicielka. Dziewczynka uwielbiała patrzeć jak jeżdżą inne osoby, ale sama nie potrafiła sunąć po lodowej tafli.
            Następnego dnia, a była to sobota, Alicja z rodzicami pojechała do sklepu sportowego. Mama i tata obiecali kupić jej wszystko, co potrzebne do jazdy. Dziewczynka przymierzała mnóstwo łyżew, ale bez zainteresowania. Pokochała bowiem owe stare łyżwy z piwnicy i nie chciała żadnych innych. Rodzice bardzo dziwili się jej decyzji, ale postanowili nie odciągać córki od tego pomysłu.
            Tymczasem z dnia na dzień robiło się coraz zimniej. Alicja co wieczór czytała książki o łyżwiarstwie, a łyżwy słuchały i przypominały sobie szczęśliwe chwile na lodzie, sprzed kilkunastu lat.
            Wreszcie nadszedł dzień, kiedy lodowisko na osiedlu zostało otwarte. Dziewczynka cała promieniała. Nasze bohaterki też były podniecone. Na lodowisku cała rodzina zakładała łyżwy: tata i mama piękne, nowe i błyszczące, a Alicja stare, trochę brudne, ale bardzo szczęśliwe. Dziewczynka wiedziała, że minie sporo czasu, zanim zacznie dobrze jeździć. Jednak kiedy Alicja weszła na lód, prawa i lewa łyżwa same zaczęły ją prowadzić. Lewa na początku trochę się bała, lecz prawa cały czas ją poganiała i dodawała otuchy. Po chwili obie gładko sunęły po lodzie.

            Wszystkie trzy nigdy nie były tak szczęśliwe jak w tej chwili. A najbardziej promienieli rodzice, widząc jak zadowolona jest ich córka.

Ania Pacholska 5b

Moje ferie

To ja Kacper. Opowiem wam o moim feriowym turnieju o nazwie „Big six”.
Nazwa ta bierze się od sześciu największych akademii piłkarskich, takich jak: Legia Warszawa, w której trenuje, Lech Poznań, Zagłębie Lubin, Lechia Gdańsk, Jagielonia Białystok i Pogoń Szczecin.
Ten turniej, nie polega na tym, kto wygra, tylko żebyśmy jako młodzi piłkarze rozwijali się piłkarsko. Te rozgrywki toczą się tak, że każda drużyna gra z każdą. […]
Trener dał wszystkie informacje na ten temat w piątek na treningu, powiedział, że zbiórka jest o 10:50 w sobotę. Turniej miał się kończyć o 19:00 i tak było.  Pierwszy mecz graliśmy z Zagłębiem. Niestety skończył się wynikiem 0:3 dla przeciwnika. Lecz całe szczęście drugi mecz skończył się wynikiem 2:1 dla nas, o i zapomniałem dodać, że graliśmy z Lechią Gdańsk.
Po tych dwóch meczach poszliśmy na obiad. Był dobry i każdy się najadł. Trener po wszystkim powiedział:
- Dobra panowie, najedliśmy się, zaraz czeka nas mecz z Pogonią.
W końcu nadszedł czas na mecz. Po ciężkich zmaganiach przegraliśmy. Staraliśmy się, ale było trudno. Skończyło się 1:2. Przed tym meczem graliśmy z drużyną z Białegostoku. Mecz skończył się 0:3 dla przeciwnika.
Po wszystkich meczach czekał nas najtrudniejszy. Trener wygłosił przemowę, która brzmiała:
- Panowie, trzy lata przegrywaliśmy z Lechem i to ma się zmienić. Większość meczy przegraliśmy, a ten ma być wygrany!
Ten mecz był trudny, ale się udało i trzyletnia passa została przełamana i pokonaliśmy Lecha 2:0.
Tak kończy się opowiadanie. Myślę, że turniej był udany, a cała drużyna szczęśliwa.

Kacper Włodarek 5b


poniedziałek, 12 lutego 2018

Dyskoteka karnawałowa

DYSKOTEKA KARNAWAŁOWA KLAS IV-VII

Dnia 10 stycznia 2018r. odbyła się dyskoteka szkolna dla klas IV-VII. Każda klasa spotkała się z wychowawcami w szatni, a następnie poszliśmy do swoich sal. Dokładnie o 17:15 ruszyliśmy na parkiet. Grał dla nas nowy DJ. Wszyscy uczestnicy doskonale się bawili tańcząc w rytm muzyki. Niektórzy byli poprzebierani w dość ciekawe i zabawne stroje. Dyskoteka zakończyła się o 19:15. Wszyscy rozeszli się do swoich domów.


piątek, 29 grudnia 2017

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia !



Gwiazdka, gwiazdce zamrugała
I choinka lśni już cała
Naszych marzeń jest spełnieniem
Bo jest piękna jak marzenie
A pomarzyć czasem trzeba
Każdy pragnie gwiazdki z nieba


Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku życzy Marta Jaczewska z 5c

piątek, 15 grudnia 2017

Andrzejki w klasie 5c

W dniu 29 listopada w klasie 5c odbyły się zabawy andrzejkowe. Zostały przeprowadzone wróżby takie jak :
-przekłute balonik
-zawody
-przekłute serduszko
-wróżba z datami
- owocowe losowanie

Cała klasa  bardzo dobrze się bawiła !

Marta Jaczewska

poniedziałek, 20 listopada 2017

Za niebieskimi drzwiami

Za Niebieskimi Drzwiami

   Melania z samego rana przybiegła pod nasz domek nad jeziorem. Leżeliśmy jeszcze w łóżkach, ale nie spaliśmy. Wpadła do naszego pokoju na piętrze mówiąc, że musi nam koniecznie coś pokazać. Z początku nie mogliśmy jej zrozumieć, tak szybko mówiła. W pośpiechu ogarnęłam się z bratem, oczywiście przed wyjściem rodzice kazali jeszcze zjeść nam śniadanie. Mela też zjadła. Kanapki z talerzy zniknęły w oka mgnieniu. Wybiegliśmy z domku krzycząc rodzicom, że wrócimy popołudniu.
Dziewczynka powiedziała, że miejsce, (które oczywiście jest magiczne) znajduje się w lesie Wielkiego Rona. Biegliśmy tak szybko, wydawało nam się, że chyba z prędkością światła. Mela w końcu pokazała nam tajemnicze miejsce. Zerknęliśmy na siebie z bratem ze skrzywionymi minami.
- To jest kupa gruzu - powiedziałam rozczarowana.
- Co tu jest magicznego? - zapytał Kacper.
Melania przeszła na drugą stronę gruzu. Naturalnie poszliśmy za nią.
- To właśnie – powiedziała z zadowoleniem.
Nasze zdziwienie było ogromne. Dziewczynka widząc to bardzo głośno się z nas śmiała.
Po drugiej stronie były małe niebieskie drzwi.
- Wejdźmy tam! – krzyknęłam
- Ja jestem za – dopowiedział mój brat.
- No nie wiem – skrzywiła się Mela.
Chciałam wejść tam jak najszybciej.
- Zapukajmy! – zaczęłam podskakiwać jak to mówiłam.
Zgodzili się, więc zapukałam raz, nic, zapukałam drugi raz, też nic. W końcu nie wytrzymałam, musiałam je otworzyć. Pchnęłam drzwi i nagle… oczy wyszły nam prawie z orbit. Ukazał nam się bardzo dziwny świat, ale jakże piękny.
- Wow – zdziwił się Kacper.
- Idziemy – powiedziałam z zadowoleniem.
Wskoczyłam do środka, a oni za mną. Ten świat był tak cudowny, że trudno go opisać. Wyglądał jak zaczarowany czy coś w tym rodzaju.
- To jest najcudowniejsze miejsce na świecie! – krzyknęliśmy
    W ogrodzie znajdowało się bardzo dużo różnych kwiatów i zwierząt. Rośliny rosły na klombach. Na jednym mieniły się kolorami chryzantemy na innym irysy. Króliki miały białe, niebieskie i różowe futerka. Wszystko wprawiało nas w radość. Spędziliśmy tam kilka ładnych godzin. W końcu postanowiliśmy już wracać do domu. Wychodząc z tajemniczego boru zauważyliśmy, że w prawdziwym świecie czas się zatrzymał w miejscu. To było wspaniałe, że mogliśmy być tam tyle czasu ile chcieliśmy, a w rzeczywistości nic się nie zmieniło. Postanowiliśmy, że będzie to nasza tajemnica. Codziennie będziemy tam przychodzić.-+-
   Wpadliśmy do domku tacy radośni aż rodzice się zdziwili, bo przecież wcale nam się nie podobał ten wyjazd nad jezioro. Jednak my zmieniliśmy zdanie po dzisiejszej tajemniczej wyprawie.


aga13

piątek, 17 listopada 2017

„Zaczarowany obraz”


Był pewien mały chłopiec, o imieniu Jasio. Jasio mieszkał w małym miasteczku, które nazywało się Cudomiejst. Miasteczko było rajem dla dzieci. Jasio miał tam dwoje ulubionych przyjaciół, Krysię i Adama.        
Pewnego dnia Jasio z przyjaciółmi bawił się w domku na drzewie. Rysowali wielki obraz, na którym znajdywała się polana, las i jezioro. Gdy Adam podawał Jasiowi niebieską kredkę, kredka wyślizgnęła się mu z ręki i wpadła do narysowanego jeziora. Dzieci odskoczyły i zdziwiły się. Adam ostrożnie zbliżył się i spróbował włożyć rękę do jeziora. Wtem poczuł wodę. Jak wyjął rękę, była cała mokra. Krysia i Jasio dotknęli jego ręki i poczuli wodę. Po tym dziwnym wydarzeniu, zeszli z domku na drzewie, nie mówiąc nikomu. Następnego dnia dzieci spotkały się pod drzewem. Wszystkie weszły na górę i ujrzały cały zarośnięty domek. Krysia nie wiedziała, co się dzieje, lecz Adam zauważył, że to wszystko wyrosło z obrazu. Jasio zdziwiony chciał biec po rodziców, ale Adam go zatrzymał. Obejrzeli cały obraz i stwierdzili, że dużo się na nim zmieniło. Jasio postanowił podjąć wyzwanie. Chciał wskoczyć do obrazu i zobaczyć, jak wszystko tam wygląda. Po małych sprzeczkach Krysia i Adam zgodzili się. Chłopiec powiedział, żeby nazajutrz dobrze się przygotować. Krysia ma zrobić kanapki i coś do picia, a Adam zabrać koce. Pytali Jasia, co on zrobi, Jasio odrzekł, że jutro wszystkiego się dowiedzą. Kiedy wszyscy wiedzieli, co mają robić i zaczęli się przygotowywać. Nazajutrz wszyscy spotkali się pod drzewem. Jasio miał ze sobą scyzoryk, mały sekator, trzy latarki, buty i skarpetki na zmianę. Adam i Krysia ze wszystkim się zgodzili, ale dziwili się, po co mu sekator. Po wejściu do domku na górę wszystko stało się jasne. Domek był strasznie zarośnięty i nie dało się przejść. Jasio przeciął gałązki, aż się dostał do obrazu. Adam odliczał czas do skoku. Na trzy wszyscy skoczyli w nieznane. Gdy spadli na ziemię, ujrzeli piękno natury, pełno drzew, ptaków, bezchmurne niebo i świecące słońce. Zero dróg, domów i placów zabaw. Swoją podróż zaczęli przy wielkim dębie, po którym można się wdrapać do domku. Zwierzęta umilały im podróż. Przybiegły trzy konie i czekały, aż dzieci na nie wskoczą. Krysia bała się przejażdżki koniem, ale Adam z Jasiem powiedzieli, że dopóki nie spróbuje to się nie nauczy. Krysia to zrozumiała i postanowiła spróbować. Rzeczywiście udało się jej. Jak nauka została zakończona, dzieci pojechały w nieznane. Jechali na koniach przez pola, lasy i rzeki. Zatrzymali się przy małym jeziorku. Konie napiły się wody, a dzieciaki odpoczęły po jeździe konnej. Krysia dała Jasiowi i Adamowi kanapki i wodę. Wszyscy zjedli ze smakiem i postanowili się troszkę przespać.                                                                                                          
Spali tak długo, że obudzili się następnego dnia rano. Wskoczyli na konie i pogalopowali dalej. Wystraszone konie zatrzymały się przy dużej jaskini, po czym dzieci zeskoczyły z koni i powoli zbliżały się do wejścia, z którego wyleciały nietoperze, w tej samej chwili Krysia krzyknęła ze strachu. Powoli zaczęli się zbliżać z latarkami do wnętrza jaskini i zauważyli tam zwisające sople. Nie wiedzieli co to mogło być, ale szybko się dowiedzieli, ponieważ na jednej ze skał było napisane wyjaśnienie i mapa, z której wynikało, że podobno w tej jaskini jest ukryty skarb. Obok leżały łopaty, więc dzieci je wzięły i podążały za wskazówkami. Czasami zdarzało im się zabłądzić, lecz szybko znajdywały właściwą drogę. Po prawie trzy godzinnej wędrówce znaleźli głęboką dziurę zakopaną piaskiem. Wzięli łopatę w ręce i zaczęli kopać. W wykopanej dziurze była skrzynka, a w niej był list, w którym było napisane, że warunkiem poznania drogi jest znalezienie znaku. Wszyscy rozglądali się dookoła, lecz znaku nie było widać. Jasio spojrzał na spód skrzynki i znalazł rysunek wieżyczki z kamieni. Chłopiec wiedział gdzie to jest, więc podbiegł i wziął pierwszy kamień z góry. Na nim była narysowana strzałka w prawo. Wszyscy tam pobiegli i znaleźli kolejne wskazówki. Za następne trzydzieści minut odnaleźli X. Teraz było już wiadome, że to tu. Wszyscy kopali jak szaleni, aż wykopali stary wózeczek, na którym była kolejna skrzynia. Po jej otwarciu ujrzeli tylko blask złotych monet. Dzieciaki skakały i cieszyły się z radości, wymyślały pioseneczki i świetnie się bawiły. Po zakończeniu zabawy wyjęły wózeczek ze skrzynią pełną złotych monet i próbowały znaleźć drogę powrotną, co było łatwym zadaniem. Jak wszyscy wydostali się z jaskini, to zmienili obuwie i skarpety, spletli z wysokich traw warkocze, które posłużyły do przywiązania do konia wózeczka. Adam, Krysia i Jasio wsiedli na konie i pojechali nad swoje stare jeziorko. Odpoczęli i zjedli resztki kanapek i się przespali.    
Rankiem obudził Jasia jego koń, a następnie chłopiec obudził wszystkich i wyruszyli w podróż do wysokiego dębu. Gdy dojechali, trudno im było się rozstać z tą niesamowitą krainą, szczególnie z końmi, dzięki którym znaleźli skrzynię ze złotymi monetami. Powoli wdrapywali się na dąb, aż w końcu wyszli z obrazu i wtedy zniknęły złote monety, ale obraz uzupełnił się za sprawą magicznej mocy. Na obrazie zostali umieszczeni Adam, Krysia i nasz bohater Jaś.

Konrad Ziarek

Za niebieskimi drzwiami ........

Pewnego pięknego ranka znalazłem drzwi, niby zwykłe, ale takie nie były. Kiedy je otworzyłem, oszołomił mnie widok gigantycznych lizaków. Ziemia to był lukier, a chmury wyglądały jak  wata cukrowa. Krzaki jak krzaki, nudne bo z dżemu, ale najciekawsze były budynki, ponieważ zostały wybudowane z czekolady o smaku truskawkowym, wiem bo sprawdzałem.
Kwiatki były cukierkami . Pewnego razu wszedłem dalej niż zawsze i tam było jeszcze piękniej.
Lizaki wszędzie rosły małe i duże, czerwone, zielone, pomarańczowe, tęczowe i śmiały się do mnie, a krzaki pachniały jabłkiem w karmelu. Wszystko było takie kolorowe i takie smakowite, że chciałoby się zjeść. Idąc i rozmyślając, który płotek ugryźć czy z białej czekolady czy bąbelkowej, doszedłem do placu,  gdzie zbudowano basen z kisielem jabłkowym i lodowisko z galaretki truskawkowej. Na środku stała fontanna z sokiem malinowym .Powiedziałem  sobie: „ muszę tego wszystkiego spróbować" i tak się najadłem, że ułożyłem się pod drzewem lizakowym, by odpocząć. Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl - zrobię zdjęcie, bo nikt mi nie uwierzy w takie cuda. Jak chciałem zrobić zdjęcie, to okazało się, że obiektyw widzi ten krajobraz normalnie.  I „trach” – mam  zdjęcie. Mogłem już spokojnie zamknąć oczy  i odpoczywać z przejedzenia.

Obudziłem się we własnym łóżku z telefonem w ręku a zdjęcia nie było, ale i tak to był fantastyczny sen. 
Piotrek Dąbrowski kl 5b

wtorek, 7 listopada 2017

"Za niebieskimi drzwiami..." - lekcja w kinie.


                23 października poszliśmy całą klasą do kina na film pt. "Za niebieskimi drzwiami". Na początku mieliśmy lekcję tłumaczącą, jakie efekty specjalne mogą zostać dodane do filmu.
Głównym bohaterem tego filmu  był chłopiec o imieniu Łukasz.
                Pierwsze zdarzenie zaczęło się od pobudki głównego bohatera i jego mamy. Mieli pojechać na wakacje, ale podczas jazdy zdarzył się wypadek. Łukaszowi nic się nie stało, ale jego mama zapadła w śpiączkę. Chłopiec musiał zamieszkać z nieznaną mu dotąd ciotką Agatą. Pojechał z ciocią do rodzinnego pasjonatu nad morzem. Tam odkrył tajemnicę niebieskich drzwi. Łukasz, gdy zobaczył swoje rzeczy z domu w rękach ciotki bardzo się zezłościł, wbiegł do swojego pokoju i stuknął bardzo mocno w niebieskie drzwi, które się otworzyły i chłopiec ujrzał inny świat.   
                Zwiedzając ten świat Łukasz trafił do opustoszałego miasteczka. Poznał tam Krwawca, który usunął ból z jego nogi dając mu szansę chodzenia bez kul. Krwawiec dał mu obrączkę, żeby o nim nie zapomniał. Podstępna rzecz wytwarza robaki, które przejęły ciotkę Agatę. Chłopiec ujrzawszy przemienioną ciotkę, uciekł z domu. Spotkał dzieci, które poznał nad morzem Pchełkę, Monikę i Zgryza i opowiedział im, co się dzieje z jego ciotką. Dzieci wyruszyły do srebrzystego świata. Zabrały              stamtąd ptaka - ważkę, który został stworzony do zabijania nitek. Ratują ciotkę Agatę i wyganiają z ciała Krwawca nitki, które go kontrolowały. Okazuje się, że Krwawcem był ojciec Łukasza.               
                Świat nagle znika, a cała czwórka budzi się w warszawskim szpitalu. Lekarze twierdzą, że to był "grupowy sen", ale dzieci są pewne, że to wszystko zdarzyło się naprawdę.          

                Uważam, że film był bardzo ciekawy i interesujący. Oglądając film przeżywałem razem z dziećmi ich przygody. Polecam ten film każdemu!

Maciek Krusiewicz 5b

" Za niebieskimi drzwiami....."- lekcja w kinie

Dnia 23 października 2017 byłem na wycieczce szkolnej w kinie ,,Praha''.
                Tego dnia mieliśmy lekcję o efektach specjalnych. Na tej lekcji dowiedziałem się,  co wspólnego z kinem mają matematyka, chemia i fizyka. Uzyskałem też informacje, co to są domalówki  i jak działają roboty występujące w filmach. Następnie mieliśmy quiz wiedzy  o kinie. Po tej fascynującej lekcji oglądaliśmy film w reżyserii Mariusza Paleja  pt. ,,Za niebieskimi drzwiami''.
                Film opowiada o chłopcu-Łukaszu, który wraz z mamą w wyniku wypadku samochodowego trafia do szpitala. Chłopiec ma złamaną nogę, a jego mama jest w śpiączce. Opiekę nad Łukaszem przejmuje ciotka Agata, która zabiera go do swojego pensjonatu. Łukasz odkrywa, że przez drzwi w swoim pokoju, a w dzieciństwie jego mamy, może przedostać się do niezwykłej krainy. Poznaje tam nowych przyjaciół, którzy pomagają mu w walce z przerażającym Krwawcem. Film kończy się zaskakująco, gdy okazało się,  że przygoda, którą przeżył Łukasz była snem, a on przez ten czas był w śpiączce.

                Bardzo podobał mi się ten film, dzięki  efektom specjalnym i ciekawej akcji.
Dawid Świderski 5b

sobota, 4 listopada 2017

LEKCJA HISTORII

Dnia 6 sierpnia 1944 utworzony został obóz przejściowy Durchgangslager (Dulag).Obóz ten zbudowany na terenie Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Pruszkowie był stworzony na potrzeby segregacji ludności cywilnej wygnanej ze zburzonej Warszawy podczas Powstania Warszawskiego . To tam rodziny zostawały rozdzielane, to tam matce został odebrany syn,córka. Dlatego te sytuacje zostały odtworzone już dwa razy w rekonstrukcji historycznej, żywej lekcji historii. Ja dwa razy tam byłem, to czułem i wierzcie mi czy nie, ale nie chcielibyście tego przeżyć. Wojna to same zło.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               Marcello


piątek, 27 października 2017

Magiczne urodzinki

W tamtą sobotę miałem urodziny. Pomyślicie sobie teraz ,,a kogo to obchodzi''. Zaraz to ty który czytasz ten post się zainteresujesz. Jak widzicie po tytule były to magiczne urodziny. Opowiadać Wam nie będę ponieważ za dużo pisania ale pod koniec imprezy zjawił się gość którego bym się nie spodziewał. Był to pan Jarosław Chojnacki (większość z was nie wie kto to ja wprowadzę Was w temat albo podam wam link do jego strony http://www.jaroslawchojnacki.com/pl) kopiuj wklej. To on przedstawił mi świat muzyki. Polecam fajny człowiek.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Marcello :D