niedziela, 12 marca 2017

Moje ferie zimowe

           W poniedziałek 13.02.2017 rozpoczęłam ferie na "Zimie w mieście" w naszej szkole. Pojechaliśmy wtedy do Centrum Edukacji Przyrodniczo - Leśnej. Obserwowaliśmy tam jak Pan obrączkował ptaki. Były to takie ptaki jak: kowalik , sikorka bogatka , sikorka modraszka czy grubodziób. Ten kto chciał, mógł wypuścić ptaka na wolność.
We wtorek pojechaliśmy do sali zabaw ,,Eldorado’’. Fajnie się bawiliśmy . W połowie zabawy każdy dostał po kawałku pizzy i kubek soku. Bardzo mi się tam podobało, chociaż wróciliśmy zmęczeni.
W środę poszliśmy do kina na film ,,Kubo i dwie struny’’, który niezbyt mi się podobał. Był smutny i było w nim dużo walk.
Czwartek to ostatni dzień mojego pobytu na "Zimie w mieście", ale za to bardzo udany, ponieważ pojechaliśmy na basen ,,Polonez’’. Zjeżdżałam na zjeżdżalni wodnej oraz bawiłam się z moimi koleżankami.
W piątek pojechałam z moim bratem do naszej cioci, która mieszka w małej miejscowości Barkowice Mokre,  razem z wujkiem i bratem ciotecznym. Mieszkają w pięknym, dużym drewnianym domu nad Zalewem Sulejowskim.
W sobotę zjedliśmy śniadanie i poszliśmy na spacer, wzięliśmy też sanki i psy . Moja ciocia ma dwa owczarki niemieckie Froda i Frankę. Psy ciągnęły mnie na sankach. Po spacerze zjedliśmy obiad. Później leniliśmy się do wieczora.
W niedzielę rano poszliśmy na spacer, po którym pojechaliśmy do babci na obiad. Kiedy wróciliśmy było już późno.
W poniedziałek pojechaliśmy na basen. Pływaliśmy, zjeżdżaliśmy na dużej zjeżdżalni wodnej. Bardzo fajne się bawiliśmy.
We wtorek pojechaliśmy do sali zabaw, gdzie miło spędzaliśmy  czas. Gdy wracaliśmy było już ciemno , ponieważ byliśmy tam 2 godziny.
W środę pojechaliśmy do babci i zostaliśmy na noc.
W czwartek zjedliśmy śniadanie i parę godzin później pojechaliśmy do Warszawy. Byliśmy głodni, więc pojechaliśmy na obiad do restauracji gdzie pracuje mój tata. Później ciocia zawiozła nas do domu, gdzie czekała na nas nasza mama. Ciocia odjechała do swojego domu.
W piątek pojechaliśmy do laryngologa, gdzie miałam umówioną wizytę od paru miesięcy, i tak zakończyły się moje ferie zimowe.                                                                                 

Zosia Przeździecka 4b

Moje ferie zimowe


         Ferie w tym roku rozpoczęły się w Warszawie w dniu 13 lutego.
Był to dla mnie czas odpoczynku, ale również okazja do przeżycia wielu przygód.
         Pierwszy tydzień ferii spędziłam w Warszawie. Każdego dnia pomagałam mamie w porządkowaniu domu, w którym obecnie mieszkamy do czasu przeprowadzki do nowego bloku. Moja praca polegała na segregowaniu rzeczy poprzez oddzielenie tych, których już nie będę używała. Część z nich oddałam potrzebującej rodzinie, zaś przeczytane czasopisma zaniosłyśmy razem z mamą na makulaturę.
Codziennie powtarzałam materiał do konkursu Galileo z języka polskiego, który odbędzie się 3 marca.
         W pierwszym tygodniu ferii, każdy dzień kończył się 2, 3- godzinnym treningiem w moim klubie sportowym „Acro Dance”, do którego należę cztery lata. Miałam zajęcia z akrobatyki, jazzu, tańca nowoczesnego, disco dance, gimnastyki ogólnorozwojowej.
          W drugim tygodniu ferii pojechałam na narty do Białki Tatrzańskiej.
Od poniedziałku do czwartku, zaraz po zjedzonym śniadaniu, wyruszałam na stok narciarski. Przez kilka godzin pokonywałam najwyższe szczyty Białki Tatrzańskiej. Moja najdłuższa trasa wyniosła 1 kilometr. Jazda na nartach była niezapomnianą przygodą i pomimo że wiatr wiał mi prosto w oczy, nie poddawałam się.
         Codziennie, po obiedzie, przez godzinę powtarzałam materiał z przyrody do konkursu Galileo.
         Wieczorami razem z przyjaciółmi spotykaliśmy się na grze w „piłkarzyki”, a jednego wieczoru poszliśmy na łyżwy.
         W piątek, dzień przed wyjazdem do domu, pojechałam na wycieczkę do Zakopanego. Wjechałam kolejką na Gubałówkę oraz kupiłam pamiątki.
         Na zakończenie pobytu w Białce Tatrzańskiej odwiedziałam baseny termalne, aby przed długą podróżą zrelaksować się w ciepłej wodzie.

         Ta przerwa zimowa pozwoliła mi odpocząć oraz nabrać nowych sił do nauki w drugim semestrze.  
Natalia Palkie 4b

Ferie Agi

Pierwsze dni ferii spędziłam na błogim lenistwie z moją mamą i siostrą.
W środę zaczęłam się pakować, gdyż kolejnego dnia miałam wymarzoną i długo wyczekiwaną podróż do Londynu.
W Londynie zwiedziłam z moim tatą: Muzeum Figur Woskowych, z którego mam dużo pamiątek (zdjęcia, filmy video), wielkie Londyńskie Oko – diabelski młyn, skąd mogłam podziwiać panoramę Londynu. 

Oko Londynu
Dzwoniłam ze słynnych czerwonych budek telefonicznych a miasto zwiedzałam jeżdżąc czerwonymi piętrowymi autobusami.
Metro w tym mieście to prawdziwy labirynt, bowiem jest tam kilkanaście linii podziemnej kolejki. Niektóre stacje mają po 100 lat.

         W drugim tygodniu ferii po powrocie do domu, spotkałam się z moimi przyjaciółkami Anią i Laurą, z którymi byłam w kinie. Z Laurą byłam też w Muzeum Pieniądza oraz na pączkach w tłusty czwartek. Ferie upłynęły mi w super atmosferze, ale niestety  bardzo szybko.
Tłusty Czwartek

Agata Kowalik 4b

czwartek, 2 lutego 2017

Dyskoteka karnawałowa

Dnia 25 stycznia o godzinie 17.15 odbyła się w naszej szkole dyskoteka karnawałowa. Na początku leciały starsze piosenki , a potem coraz nowsze i dlatego każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Podczas imprezy były niesamowite efekty specjalne, takie jak kolorowe światła i dym.
Dyskoteka bardzo nam się podobała i liczymy na jeszcze jedną w tym roku.

Milena z 6d

wtorek, 31 stycznia 2017

Bródnowski Uniwersytet Dzieci

sobotę  14.01.17r  w Domu Kultury „Świt’’ w ramach Bródnowskiego Uniwersytetu Dziecięcego odbył się kolejny wykład pod tytułem „Polskie prace wykopaliskowe na Sakkarze’’. Wykład prowadziła pani Agnieszka Kowalska.
Mogliśmy zobaczyć zdjęcia najstarszej i najwyższej piramidy egipskiej na świecie, która znajduje się w Sakkarze. 
Wykładowczyni powiedziała nam, że jest to grobowiec faraona Dżesera, który panował w drugiej połowie XXVII w. p.n.e., przedstawiła nam również jak wyglądały budowane przez Egipcjan groby dla władców.
Wewnątrz takiego grobowca są przedstawione na ścianach malunki, które opowiadają o historii zmarłego władcy. Znajduje się w nim również trumna z mumią. Czasami w takim grobowcu jest też złoto i pamiątki. Dowiedzieliśmy się, że odkrycie grobowca przez archeologów może trwać nawet kilka lat. Z grupą polskich archeologów w Sakkarze, w której pracuje pani Agnieszka jest jeszcze ponad 100 Egipcjan. W odkrytym grobowcu konserwatorzy przeprowadzają masę rozmaitych czynności. Robią między innymi zastrzyki ścianom po to, żeby malunki nie zniszczyły się przy następnych pracach. Oczyszczają też z soli, która osiadła rysunek podczas nieobecności archeologów. Sól może uszkadzać malunki, które mają kilka tysięcy lat. Polscy archeolodzy obok grobowca i piramidy w Sakkarze odkryli również mur, który ma ok. 4 tysięcy lat. Pani prowadząca wykład opowiedziała nam na koniec pewną ciekawostkę. Tam gdzie mieszkała podczas prowadzonych prac archeologicznych rosną palmy, a na nich na długich „sznurkach’’ zwisają daktyle.
Po zebraniu daktyli z tych właśnie sznurków robione są miotły.
Wykład był bardzo ciekawy i poszerzył moją wiedzę.

Agata Kowalik 4B

Wykład na Uniwersytecie Bródnowskim

"Świat z rybiej perspektywy"  - wykład Dariusza Kucharskiego


Charakterystyka ryb:
Ryby istnieją już 480 mln lat.
Opływowy kształt ciała.
Głowa nieruchomo połączona z tułowiem, nie występuje odcinek szyjny.
Szkielet chrzęstny, częściowo skostniały lub kostny.
Otwór gębowy zaopatrzony w ruchome szczęki (nie dotyczy krągłoustych.
Kończyny przednie przekształcone w płetwy piersiowe, tylne w płetwy brzuszne.
Skóra większości gatunków pokryta łuskami, u niektórych naga, z licznym gruczołami śluzowymi.
U wielu gatunków występuje pęcherz pławny.
Oddychają skrzelami, niektóre mogą oddychać powietrzem atmosferycznym (uchyłek jelita).
Zmiennocieplne .
Zamknięty układ krążenia.

Gatunki ryb


Ryby w liczbach


32000 gatunków, 129 w Polsce

Największy to megalodon osiągał długość 20m i występował 15.9-2,6 mln lat temu
 inne: 
rekin wielorybi 18,8m osiągał wagę ok. 13,6t; wstęgor królewski zwany również królem śledziowym osiągał długość 20m i wagę 207kg 














Najmniejsza ryba:babka malutka największy samiec osiąga do jednego centymetra. Można ją hodować w malutkim akwarium  o wielkości klocka lego. 



Najszybsza ryba to żaglica pływa 109 km/h

Płetwy 


Latające ryby mają płetwy w kształcie skrzydeł

Ubarwienie
Mimetyzm: homochofia i homomorfia barwy rozłamujące przeciwcieństwa
Aposematyzm: barwy ostrzegawcze barwy odstraszające

Wiek ryb


Obrona

Kolczatki
Najeżki  
/ potrawa z nich nazywa się fu gu/






Opieka
Tau to jedna z niewielu ryb która opiekuje się potomstwem



Autorzy: 
Konrad Caliński klasa 4c
Dawid Świderski klasa 4b

poniedziałek, 19 grudnia 2016

13 Warszawskie Spotkanie Wigilijne.

18 grudnia 2016 roku na Placu Teatralnym odbyło się 13 Warszawskie Spotkanie Wigilijne.
Zostałam jednym z ponad 30 elfów występujących razem z Kubą Jurzykiem i Jego zespołem. To takie święta na wesoło, gdzie kolędy śpiewa się w nietypowej aranżacji,  z towarzyszeniem stojącej obok perkusji i instrumentów klawiszowych. Było głośno i radośnie, wszystkim nam śmiały się buzie choć na początku było i troszkę tremy. Pani Ania z ”Kuźni Talentów” przygotowała dla nas stroje elfów, a Kuba przygotował nawet układ choreograficzny do jednego z utworów. Śpiewaliśmy o bosym pastuszku, narodzeniu Pana i świecącej gwiazdeczce lecącej do Jezusa. Pod sceną oklaskiwali nas nasi rodzice i inni warszawiacy, którzy na chwilę oderwali się od przedświątecznych przygotowań.  

W trakcie występu wszystkim zebranym życzenia złożyła pani Hanna Gronkiewicz – Waltz – prezydent Warszawy. Była szopka, życzenia, święty Mikołaj i szalony Bałwanek z nosem jak bocian. W Krainie świętego Mikołaja dzieci dekorowały pierniki, własnoręcznie przygotowywały bombki i przypinki, a na koniec każdy mógł zrobić sobie śmieszne zdjęcia.


Link do zdjęcia z Gazety Wyborczej.

Marysia Jakubowska z 4a

środa, 14 grudnia 2016

Spotkanie z Martyną Wojciechowską


3 grudnia 2016 r. byłam w Empiku na spotkaniu ze znaną podróżniczką, dziennikarką i autorką książek Martyną Wojciechowską.  Na spotkaniu tym opowiadała  ona, jak powstawała jej najnowsza książka „Zwierzaki świata 2”. Dowiedziałam się, że  historie w niej opowiadane, omawiała najpierw ze swoją córką Marysią. To ona wymyślała imiona dla zwierząt, robiła rysunki i zadając proste pytania tworzyła historię o tych zwierzętach. Okazało się, że informacje nieistotne dla dorosłych, są bardzo ważne dla dzieci. Książka jest tym bardziej ciekawa, że narratorem w niej są zwierzęta, które same opowiadają swoje historie.
Na koniec  spotkania można było zadawać pytania i otrzymać autograf do książek.  Ciekawostką była odpowiedź autorki na pytanie o najbardziej niebezpieczne zwierzę. Odpowiedziała, że według niej jest to komar. To było bardzo interesujące wydarzenie, którego nie zapomnę, a przypominać o nim mi będzie zdjęcie zrobione z Martyną Wojciechowską i oczywiście wpisy do książek.


Natalka Kirkiewicz z 4a

piątek, 25 listopada 2016

Kartka z dziennika

25.10.2016
Dzisiaj wraz z klasą, wybrałam się do miejsc pamięci
narodowej na Targówku, dzielnicy, w której mieszkamy i się uczymy, a która ma bogatą historię.
Gdy wychodziliśmy ze szkoły zaczął padać deszcz, jakby natura chciała dodać coś od siebie, by wprowadzić nas w odpowiedni nastrój smutku i zadumy.

Najpierw udaliśmy się na ulicę Stojanowską, gdzie w dawnym budynku naszej szkoły znajduje się tablica poświęcona pamięci ofiar hitlerowskiego terroru, którzy zginęli tu w latach 1939 – 1943. Zapaliłam razem z Olą znicz i ruszyliśmy dalej. 

Po drodze w kierunku ulicy Świętego Wincentego, pomimo coraz obfitszego deszczu, pani wychowawczyni zarządziła kilka postojów i opowiada nam o historii naszego osiedla. Dowiedzieliśmy się, jak okolice naszej szkoły wyglądały jeszcze kilka lat temu, zwróciliśmy też uwagę na to jak ten teren zmienia się na naszych oczach. Tam, gdzie do niedawna bawiliśmy się na placu zabaw, obecnie buduje się jedna ze stacji metra. Pani zwróciła też naszą uwagę na ulicę Piotra Skargi, gdzie kiedyś znajdował się jedyny murowany budynek w okolicy i jednocześnie pierwsza siedziba naszej 114.
Kolejny postój to miejsce pamięci narodowej na rogu ulic Św. Wincentego i Oszmiańskiej. Upamiętniające żołnierzy Armii Krajowej poległych 1 sierpnia 1944, kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie.


Dalej ruszyliśmy w kierunku Ronda Żaba, gdzie niedawno pojawiła się nowa tablica ku czci podporucznika Znicza – Jana Wójcika, który był dowódcą plutonu uczestniczącego w walkach powstańczych i poległ w tym właśnie miejscu.



Po przeciwnej stronie ronda, przy nasypie kolejowym widzieliśmy jeszcze jedną tablicę poświęconą pamięci ofiar terroru z okresu II wojny światowej.


Pani wspomniała też o zabytkach znajdujących się w tym miejscu – Cmentarzu Żydowskim, który po wojnie chciano przerobić na park rozrywki i drewnianym budynku, ostatniej takiej pamiątce z czasów, gdy na Targówku znajdowały się tylko budynki drewniane, bo był to teren forteczny.
Deszczowa pogoda nie przeszkodziła nam w tej niecodziennej lekcji historii i patriotyzmu. Zmoknięci i zadumani wróciliśmy na pozostałe lekcje.
                                                                                                                                 MartUla

poniedziałek, 21 listopada 2016

Wychowane dzieci sprzątają śmieci.














d 











Wycieczka do Grecji - część I

Grecja - kolebka kultury. Pasjonaci historii będą czuć się tu jak w raju, mogąc obejrzeć słynne budowle i rzeźby. Tutaj swój początek miały Igrzyska Olimpijskie.
Ateny-starożytny Akropol


Meteory to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc nie tylko w Grecji ale i na całym świecie. Na szczycie piaskowcowych skał, wznoszących się na ponad pół kilometra w niebo, umiejscowiony jest zespół prawosławnych klasztorów. Początkowo wszelkie materiały potrzebne do budowy i życia mnichów wciągane były na linach, również odwiedzający mogli dostać się do monastyrów jedynie na linach. Obecnie część z monastyrów udostępniona jest dla zwiedzających i dla ich wygody wybudowano schody i pomosty.

Meteory

Półwysep Chalkidiki słynie z niezwykłego kształtu oraz ze złocistych plaż omywanych przez niebieskie i przejrzyste morze.

Półwysep Halkidiki



Olimp nie jest pojedynczą górą, lecz sporym masywem.



Starożytne Delfy, uważane dawniej za pępek świata, należą do najpiękniejszych i najbardziej poruszających wyobraźnię wykopalisk archeologicznych Grecji.



Kanał Koryncki z pozoru wydaje się być wąskim pasem wody, jednak tak naprawdę jego wielkość jest imponująca. Kanał ten przecina Przesmyk Koryncki, oddzielając tym samym półwysep Peloponez od głównej części Grecji.
  


Poleca Kuba Siudak kl. 6c 

c.d.n.

środa, 16 listopada 2016

JESTEM SMART 2016




Zachęcamy do wejścia na kanał YouTube TIK w Edukacji, tam ukazał się nasz film, który wraz z innymi filmami przesłanymi na konkurs rywalizuje o nagrodę dodatkową - Nagrodę Publiczności. Prosimy o silne wsparcie i i oddanie na nas głosu.

Film znajduje się pod podanym adresem: 




Uczniowie klasy 2C
wraz z Wychowawczynią

środa, 9 listopada 2016

Dwaj nasi drugoklasiści wyprowadzali piłkarzy Realu na boisko przed sensacyjnym meczem na Łazienkowskiej

Od ponad roku trenujemy w jednej ze szkół piłkarskich Legii. Kiedyś trener mówił nam, że być może niektórzy z nas będą mieli okazję wyprowadzać piłkarzy na boisko przed ważnym meczem, ale żaden z nas nie spodziewał się, że stanie się tak przed meczem Legii z Realem Madryt! No i że w ogóle zostaniemy wybrani do grona wyprowadzających!  
W środę (2 listopada) najpierw całą grupą pojechaliśmy do Ząbek, żeby obejrzeć mecz juniorów obu klubów. Po powrocie na Łazienkowską przebraliśmy się w stroje UEFA Champions League, w których mieliśmy wyjść na murawę, a potem… Potem spotkaliśmy się z piłkarzami. Ja i Jasiek Szambelan mielismy zaszczyt wyprowadzać piłkarzy Realu Madryt na boisko.  Ja wyprowadziłem Daniela Carvajala Ramosa.

Kajtek Rudnicki z klasy 2g


czwartek, 27 października 2016

Sukces literacki Marcela

Praca została nagrodzona II miejscem w Dzielnicowym Konkursie organizowanym przez Gimnazjum Nr 145
„Jan Paweł II – Bądźcie świadkami miłosierdzia” 

Pięknie jest pomagać innym

W małej nadmorskiej wiosce zwanej Kłanino mieszkało małżeństwo Budziszów z synem Michałem. Budzisz był rybakiem i co świt wypływał w morze na połów fląder, a jego żona dbała o gospodarstwo. Już od rana krzątała się przed chałupą karmiąc kury i kaczki. Wyprowadzała krowy i konia na pole. Po południu pełła w ogródku warzywnym. Michał był ich ukochanym jedynym synem. Ponieważ rodzice nie byli już młodzi, często pomagał w gospodarstwie przy zwierzętach, chodził w pole i wypływał z ojcem w morze ucząc się zawodu rybaka. Mieszkali w małej drewnianej chacie krytej strzechą z dwiema izbami. Nie byli bogaci, ale starczało im na spokojne życie, a miłość i szacunek do siebie czyniła ich szczęśliwymi. Budziszowie byli skromnymi ludźmi, ale bardzo lubianymi przez sąsiadów. Zawsze można było liczyć na ich pomoc. Chętnie pożyczyli konia do pracy w polu, podzielili się zebranymi plonami, a rybak nie zawsze wziął pieniądze za złowione ryby. Wiedli spokojne, ale szczęśliwe życie. Michał zaprzyjaźnił się z sąsiadką, Zosią Kunkielową i planowali niedługo się pobrać.
To spokojne życie przerwał wybuch II wojny światowej.  Na terytorium Polski wkroczyły wojska niemieckie niszcząc wszystko co spotkali na swojej drodze. Wszyscy mężczyźni ze wsi zostali powołani do wojska, również Michał. Stary rybak ze względu na swój wiek i stan zdrowia pozostał we wsi jako jeden z nielicznych. Niestety połów ryb stał się bardzo niebezpieczny ze względu na trwające walki na morzu i w powietrzu. Budzisz stracił swoją pracę. Niemcy idąc przez wsie palili chałupy, zabijali lub wywozili ludzi, grabili wszystko co mogło przydać się wojsku: zwierzęta, żywność, ciepłe ubrania, koce. Budziszowie w pośpiechu zbierali plony i chowali przed nieprzyjacielem. W tym czasie przez wieś przetaczały się tłumy ludzi uciekających przed wojną z miast i miasteczek, szukających bezpiecznego miejsca we wsiach. Byli głodni, spragnienie, przestraszeni i bardzo zmęczeni wielokilometrową wędrówką. Budziszowie narażając swoje życie pomagali jak tylko potrafili. Dzieli się jedzeniem, które udało się ukryć, poili wodą ze studni, oddawali ubrania potrzebującym. Często ich dom był pełen zrozpaczonych, przestraszonych, często rannych ludzi. Dawali schronienie Żydom, Cyganom, wiedząc, że mogą stracić życie za swoją pomoc. Pod koniec wojny rybak otrzymał informacje, że jego ukochany syn Michał poległ na polu bitwy. Był to ogromna tragedia dla obojga rodziców, którzy coś dzień oczekiwali jego powrotu.
Zakończenie wojny przyniosło dużo radości, ale również żalu i tęsknoty za synem, za ludźmi którzy w niej zginęli i za życiem, które już nigdy nie będzie takie samo. Niełatwo było rozpocząć od nowa. Chałupa Budziszów jako jedna z nielicznych ocalała w całości. Niestety nie pozostało nic, czym można byłoby się wyżywić. Budziszowie byli już starzy i schorowani. Gospodyni zbierała grzyby i jagody, które później sprzedawała, a rybak wrócił na morze. Za niewielkie pieniądze które uzyskali ze sprzedaży kupili ziarno i nasiona. Żyli bardzo biednie, często głodni i zmarznięci, ponieważ nie było czym ogrzać chałupy. Któregoś dnia do ich drzwi zapukała wychudzona, blada kobieta z zawiniątkiem na ręku. Była to reemigrantką poszukującą swoje rodziny. Nie miała się gdzie zatrzymać, a sąsiedzi wskazali jej chałupę Budziszów. Małżeństwo było bardzo dobroduszne, nie potrafiło odmówić pomocy i gdy kobieta zapłaciła za rok z góry oddali jej jedną z dwóch izb. W zawiniątku była malutka dziewczynka, córka kobiety, Elżunia. Dziewczynka była niewidoma od urodzenia. Pomimo wątłego zdrowia kobieta pomagała gospodyni w domu, doglądała warzyw i dorabiała parę złotych szyciem. Mała Elżbietka cicho gaworzyła w pierzynach, wywołując uśmiech na zmęczonych twarzach gospodarzy. Po wsi szybko rozeszła się wieść, że u Budziszów zamieszkała mała dziewczynka. Sąsiedzi pamiętając dobra serca gospodarzy w czasie wojny pospieszyli z pomocą. Kunkielowa przyprowadziła krowę, która dawała mleko, Szymborki zapasy mąki do wypieku chleba, a drwal przywiózł drzewo na opał, żeby dziecku nie brakowało ciepła. Po kilku miesiącach wspólnego życia, mama dziewczynki ciężko zachorowała i zabrano ją do szpitala. Niestety już z niego nie powróciła. Umarła. Budziszowie zostali z małą Elżunią. Ponieważ nie wyobrażali sobie oddać jej nikomu obcemu postanowili zatrzymać ją dopóki nie zgłosi się po nią jakiś krewny. Latka leciały Elżunia zwana Elzą rosła. Dziadkowie uczyli ją prostych prac domowych. W ogrodzie pomagała swoim starym opiekunom pielić grządki, zbierać warzywa, owoce, karmiła zwierzęta. Czasem stary rybak zabierał ją na wyprawę łodzią. Babcia i dziadek kochali ją swoją prostą miłością najmocniej na świecie, a Elza wnosiła do domu radość i pogodę ducha, której tak bardzo brakowało od wielu lat. Elza, jak mówili ludzie we wsi, była dla Budziszów małym Aniołkiem wysłanym przez Boga w zamian za pomoc jaką obdarzyli wielu ludzi w czasie wojny i za stratę swojego syna.

Dzięki dobrym sercom dziewczynka znalazła swoje miejsce na ziemi w domu pełnym miłości, a Budziszowie zyskali kochającą ich i zawsze chętną nieść jak jej dziadkowie pomoc, wnuczkę.
Marcel Książek 4b


poniedziałek, 24 października 2016

Drugi wykład na Uniwersytecie Bródnowskim

8 października 2016r. w ramach Bródnowskiego Uniwersytetu Dzieci odbył się wykład
pt. ,,Barwy jesieni'' prowadzony przez dr Agnieszkę Podlaską. W trakcie wykładu braliśmy udział w wielu eksperymentach. Za pomocą metody chemicznej zwanej chromatografią odkrywaliśmy jak różne barwniki wpływają na kolor liści jesienią. Okazało się, że zieloną barwę liście zawdzięczają nie tylko zielonemu chlorofilowi, ale też żółtemu ksenofilowi. Jesienią  drzewa przygotowują się na zimę i miejsce chlorofilu zajmują pomarańczowy karoten i żółty ksentofil. Czerwoną barwę liście zawdzięczają antocyjanom. Oznacza to, że liście są martwe i opadają, bo drzewo przygotowując się na zimę skierowało składniki odżywcze do korzeni.
Pani doktor wyjaśniła również za pomocą eksperymentu, co to jest katalaza i jak działa. Katalaza występuje u wszystkich żywych organizmów. Rana u człowieka polana wodą utlenioną zaczyna się pienić, co jest wynikiem działania katalazy, która wypycha nadmiar tlenu z rany przez co ją oczyszcza. Sprawdziliśmy to na przykładzie żywych, rozgniecionych  igieł sosny, które polane wodą utlenioną zaczynały się pienić, co jest dowodem, że zawierają katalazę. Natomiast martwe, suche igły polane wodą utlenioną nie dawały żadnego efektu. Stąd wniosek, że katalaza występuje tylko w żywych organizmach. Dowiedzieliśmy się ,że antocyjany występujące w jesiennych liściach są stosowane jako znacznik kwasowości i zasadowości w chemii.
Wykład jest wart polecenia, był bardzo interesujący, ponieważ wykonaliśmy wiele ciekawych eksperymentów.
Po odbytych wykładach opowiadałam koleżankom i kolegom na godzinie wychowawczej o tym, co się tam działo i rozmawiamy na ich temat.

Aleksandra Zaręba 5a