środa, 22 czerwca 2016

Akrobacje



Na ulicy Remiszewskiej
Stoi sobie 114 – sta
I gdy tylko się obudzi,
Pytaniami dręczy ludzi.
Odpowiadaj szybko Jula!
Jak jest duża ziemska kula?
Maja mówi: „Ślicznie tańczę”,
Zamiast liczyć pomarańcze.
Pani Basia i Marysia
Już nie mogą z nami dzisiaj!
Tu ktoś skacze, tam ktoś fika,
Cała klasa gdzieś pomyka.
Igor z Kubą ściągi piszą,
Ola i Maks na trzepaku wiszą.
Bartek krzyczy: „Podaj piłkę!”,
Robert robi niezłą zmyłkę.
Pełno krzyków, wrzasków, wrzawy,
Wszyscy skorzy do zabawy.
Monia z Alą coś śpiewają.
Chłopcy na grzebieniach grają.
Lecą gumki i ołówki,
Iza czyta do klasówki.
A ja jestem Karolinka,
Miły uśmiech, słodka minka.
Czasem godzę różne waśnie
Albo piszę sobie baśnie.
Teraz właśnie wierszyk tworzę
I nauczę się go.
Może…
Ot i całe akrobacje,

Bo już zaraz są wakacje!

Koralik

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jestem ogniem

Jestem ogniem, wybuchowa, niebezpieczna. Jestem  wodą, porywcza, rwąca. Jestem kamieniem, twarda, niedostępna. Czym są słowa? Czym są myśli? Gdzie ja jestem? Cisza. Czas owinął jej się wokół nadgarstków, wrósł w jej żyły. Płynie razem z jej krwią. jej świat to szum morza, śpiew strumieni. Jej świat to białe szczyty gór. Jej świat to złoty zachód słońca, gdy dzień idzie spać. Jej świat to szepty bliskich. Czemu odeszła? Chciała niezależności, wolności, odpowiedzi na pytania. I co teraz? Co dzień chłód otoczenia otula ją z każdej strony. Nie ma swojego miejsca na ziemi. Czy się opłacało? Nie. Samotność napiera na nią codziennie. Budzi się, wkłada swoje niezawodne, skórzane buty i rusza w kolejny etap swojej wiecznej wędrówki. Bez skutku przemierza doliny, szczyty i pola Skandynawii. Pylistymi ścieżkami, w żarze południa idzie cały czas prosto.  Dlaczego? Żeby odnaleźć siebie. Podobno mamy przed sobą całe życie, czyli kilometry nieznanych dróg. Gdy się przysłuchasz usłyszysz słowa wiatru, potoków i drzew, mówiący, że w miejscu, do którego nie dochodzi blask księżyca, na krawędzi jawy mieszka Vindpust. Jedynie ona zna odpowiedzi na dręczące ją pytania. Jej celem jest odnalezienie kobiety. Zdaje jej się, że każdego dnia jest coraz bliżej tego czego pragnie. Żyjemy wyłącznie raz, dlatego musimy zdążyć ze wszystkim. Tylko jak odnaleźć coś co znajduje się poza światem, który zna? Jest jedynie człowiekiem. Samotną jednostką na tle całego wszechświata. Kolejny świt, kolejna podróż. Kiedy to się skończy? Kiedy odnajdzie Vindpust, a wraz z nią swoje przeznaczenie? Usiadła na krańcu urwiska i spojrzała w dół gdzie rwący potok nacierał na skalne ściany. Ściemnia się. Wstała z zimnego kamienia i pokierowała swoje kroki ku zejściu ze wzniesienia. Na dole było już całkowicie ciemno. Idąc przed siebie poczuła, że jej stopy są mokre. Skierowała na nie wzrok i spostrzegła, iż brodzą po kostki w jeziorze. Cofnęła się na ląd. Usiadła na niewielkim skrawku trawy podejmując próbę osuszenia butów. Woda była chłodna. Czuła zimno. Znów cisza. Ona stała się nie do zniesienia. Znów spojrzała na jezioro. Odbijało się w nim niebo. Piękne, granatowe niebo usiane gwiazdami. Kiedy pojmiesz potęgę gwiazd, zrozumiesz jak nasz świat jest mało warty. Długo obserwowała jak w jeziorze gwiazdy rozpadają się w złoty pył. Te z ludzkiej perspektywy niewielkie punkty na firmamencie widziały największe błędy i sukcesy ludzkości. Zanurzyła rękę w wodzie i cały nieziemski obraz się rozmył jakby nigdy go nie było. Słyszę kroki. Słyszę śmiech. Słyszę głosy. Czy ktoś tam jest? Wyciągnęła dłoń i wszystko ustało. Włożyła ją z powrotem. Nic. Nagle poczuła ciepło. Dotyk. Jakby ktoś złapał ją za rękę. Nachyliła się nad taflą wody. Wdzięcznie opadło na nią śnieżnobiałe gęsie pióro. W momencie gdy dotknęło tafli jeziora, palce oplatające pod wodą jej rękę zacisnęły się mocniej i pociągnęły dziewczynę w dół. Poczuła jak tysiące małych ostrzy wbijają się w jej skórę. Woda była lodowata. Coś ciągnęło Athalie coraz bardziej w dół. Gdy dotarła do piaszczystego dna zamiast się zatrzymać, gładko przez nie przeleciała. Spadała. Spadała z ciemnego, nocnego nieba. Zamknęła oczy. Otworzyła je dopiero gdy przestała czuć podmuchy wiatru. Klęczała na suchej ziemi. Podniosła wzrok i ujrzała przed sobą czyjąś wyciągniętą rękę. Chwyciła ją i podciągnęła się do góry. Ujrzała niską kobietę w podeszłym wieku, odzianą w długą suknię z liści i korzeni. To Vindpust. Ciepło spojrzała na dziewczynę i rzekła łagodnym szeptem:
- Atchalie Lindberg. Jest jeden sposób żebyś ukończyła swą wędrówkę i doznała ostatecznego dopełnienia.
-Vindupist. Zdradź mi go. – odpowiedziała równie cicho.
- Vindupist? Czyli znasz moje imię. Potrafisz słuchać przyrody, dziecko.
- Mogę poznać ten sposób?
- Jesteś niecierpliwa.
-Całe życie poświęciłam, żeby go znaleźć. Teraz, gdy mam szansę poznać odpowiedź, chcę ją dostać jak najszybciej.
- Twoją odpowiedzią są gwiazdy
- Gwiazdy?
- Gwiazdy. Staniesz się częścią wszechświata.
- Nie rozumiem.
- Każda gwiazda to jedna strapiona dusza, która znalazła ukojenie. Jeśli tylko chcesz możesz do nich dołączyć.
- Chcę tego.
- A więc daj mi rękę. – powiedziała kobieta.
Athalie podała jej swoją drobną dłoń. Zdążyła jeszcze ostatni raz spojrzeć na gęsty, zielony las, a chwilę później na niebie zalśniła nowa gwiazda.

 American Pharoah

wtorek, 31 maja 2016

Martwy Ogród

W średniowieczu wśród mieszkańców angielskiej wsi Castle Combe krążyła legenda. Zrodziła się wśród tamtejszych łowców, polujących w dzikiej puszczy zwanej Stone Forest. W gęstwinie lasu znajdował się niechciany przez nikogo ogród, otoczony kamiennym murem. Nikt nie wie skąd się tam wziął. Uważano go za twór nieczystych sił. Myśliwi, którzy odważyli zbliżyć się w tamto miejsce opowiadali, że słyszeli głosy i widzieli twarze ludzi zastygłe w bólu i cierpieniu. Z czasem pragnący wyjaśnienia tajemnicy ludzie postanowili wymyślić własne rozwiązanie. Głosili, iż ciekawych wnętrza ogrodu czeka kara za wścibskość. Po przekroczeniu bramy mieli zamieniać się w kamienne posągi. Jedynie czysta osoba bez żadnej wewnętrznej skazy mogła bezkarnie wejść do środka i odwrócić działanie magii uwalniając tym samym skamieniałych ludzi. Z czasem martwy ogród przestał fascynować okolicznych mieszkańców. Mur oplótł gęsty bluszcz. Biała jak wodne lilie farba pokrywająca furtkę zaczęła żółknąć i odchodzić, starły się ostre czubki sztachet, a całość owinął chmiel. Wokół skweru utworzyła się barykada z pokrzyw i jaśminu. Już nikt nie zwracał uwagi na dziki zieleniec. Z czasem przyjęto, że ów ogród jest miejscem wymyślonym. Jego historia dziesiątki lat przekazywana była z pokolenia na pokolenie, lecz jedynie jako bajka usypiająca najmłodszych mieszkańców Castle Combe. Audrey Griffiths jak każdy w niewielkiej wsi znała opowieść o ogrodzie. Należała do osób myślących nieszablonowo. Martwy skwer pochłonął jej myśli całkowicie odkąd usłyszała o nim od matki. Co noc zabierała z drewnianego ganku dużą świeczkę i wyruszała na poszukiwania. Ogród ukrywał się przed nią. Mimo niepowodzeń dziewczyna wierzyła, że uda jej się go znaleźć. Sądziła, iż magia skrywająca się w zieleńcu czeka jedynie na odpowiedni moment, by się ujawnić. Dobre siły naszego świata toczące odwieczną walkę ze złymi miały wobec Audrey własne plany. Długo przed jej urodzeniem wybrały ją sobie jako wybrańca mającego pokonać cząstkę zła osiadającą w Stone Forest. Jednej z chłodnych, grudniowych nocy dziewczynę wyrwał ze sny donośny trzask. Nie mogąc namierzyć jego źródła podniosła głowę i spojrzała gwiazdy. Jasno płonące kule odbijały się w jej błękitnych oczach, a długie, złote loki rozwiewał wiatr dostający się do środka szparami w ścianach.  W takich chwilach jak ta, patrząc w bezkresne, atramentowe niebo usiane błyszczącymi punktami zastanawiała się co jest dalej. Co jest poza Castle Combe? Co jest poza wyspami brytyjskimi? Co jest poza naszą planetą? Według dziewczyny niebo było możliwe najbardziej fascynującym obiektem we wszechświecie. Było nieskończonym oceanem snów, marzeń i niewypowiedzianych słów, który mogli przepłynąć tylko ludzie potrafiący żyć w zgodzie ze wszystkim i samym sobą. Wzrok Audrey z gwiazd przeniósł się na parapet. Na jego zewnętrznej stronie siedział kruk. Nie był zwyczajnym ptakiem. Jego pióra, nogi i dziób zakańczały się srebrnym akcentem, poza tym był znacznie większy od przeciętnego kruka. Dziewczyna spojrzała na zwierzę, poruszające się w taki sposób, jakby chciało, by za nim poszła. Wstała z posłania i wybiegła na dwór. Śnieg i chłodny wiatr otuliły ją z każdej strony. Ptak głośno i zakrakał poleciał przed siebie, a ona ruszyła za nim. Prowadził ją przez brukowane ulice, aż dotarli na skraj wsi. Kruk nie zatrzymał się, tylko leciał dalej. Musiała teraz wybrać czy wrócić do domu czy ryzykować nocną wędrówkę po lesie w taką pogodę. Po chwili wahania, znów popędziła prosto.  Ostre gałęzie drzew rozdzierały jej skórę, a gruba warstwa śniegu przeszkadzała biec. Kiedy chciała się już tylko zatrzymać, przerwać to wszystko, kruk zniżył lot i usiadł na jej ramieniu i wskazał zakrzywionym dziobem na miejsce po prawej stronie Audrey. Zobaczyła potężny, wysoki mur. Wiele kamieni już dawno z niego wypadło. Drewniana furtka była lekko uchylona. Wszystko pokrywały dzikie pnącza. Zbliżyła się kawałek. Poznawała to miejsce. Martwy ogród. Nareszcie go odnalazła. Zmarznięta, powolnym krokiem ruszyła ku wejściu. Otworzyła skrzypiącą furtkę, która zatrzasnęła się zaraz po tym jak dziewczyna weszła do środka. W momencie zamknięcia furtki śnieg przestał padać. Ogród nie przypominał tego z bajek. Był znacznie piękniejszy, ale zarazem dużo straszniejszy. Całą jego powierzchnię pokrywały uschnięte drzewa i krzewy oraz mnóstwo kamiennych posągów. Widząc je Audrey przypomniała sobie słowa matki, gdy ta opowiadała jej legendę o martwym ogrodzie: „Zieleniec ukarze każdego grzesznika ośmielającego wtargnąć na jego teren, tylko osoba o całkiem czystym sercu będzie mogła bez konsekwencji wejść do środka i uratować wszystkich dotkniętych klątwą.” Czyli, że to właśnie ona uratuje ludzi od trwającego setki lat snu w kamieniu, tylko jak? Usiadła na wzniesieniu usypanym ze śniegu, zastanawiając  się w jaki sposób może pokonać mieszkające tu od wieków zło. Jak na życzenie z nieba sfrunął ten sam kruk, który ją tu sprowadził, w połowie lotu przeistaczając się w białego gołębia o złotych skrzydłach i przysiadł na kamiennej tablicy. Dziewczyna przyklęknęła obok i postrzępionym rękawem wytarła z niej grubą warstwę kurzu. Wyryta w skale inskrypcja głosiła „ Żeby wykupić życia intruzów, wybraniec czystych mocy, czyli osoba o nieskalanej duszy musi dobrowolnie oddać swój los w ręce ciemności i na zawsze stać się częścią puszczy.” Czyli jeśli chce uwolnić tych biednych ludzi i cały Stone Forest od magii ogrodu musi złożyć się w ofierze? Została wybrana do tej misji przez dobro i musi ją wypełnić bez względu na wszystko. Nie wycofa się teraz. Usiadła na chłodnej, twardej ziemi i wykrzyknęła: Oddaję siebie w zamian za tych ludzi! Niebo przecieły pioruny, rozpętała się burza śnieżna i zadął wiatr wyrywający drzewa z korzeniami. Wszystko trwało chwilę, a potem była już tylko cisza. Martwy ogród zniknął, a zamiast niego pojawiła się zalana porannym słońcem polana, usiana kwiatami. W miejscu, gdzie jeszcze niedawno siedziała Audrey wyrósł potężny, wysoki dąb, a uwolnieni ludzie próbowali przypomnieć sobie wszystko, co wydarzyło się przed zamienieniem ich w posągi. Drzewo, w które przeistoczyła się dziewczyna stało się symbolem pojednania, odwagi i uwolnienia się od martwego ogrodu dla mieszkańców Castle Combe. Na cześć bohaterskiej Audrey Griffiths dąb nazwano Heroic Liberationist. Pod drzewem kolejne pokolenia dzieci może usłyszeć historię o martwym ogrodzie. 
American Pharoah

wtorek, 17 maja 2016

WYCIECZKA ŚLADAMI ŚW. JANA PAWŁA II

Dzień 1

O godz. 16.00 przyszłam z moją siostrą Kasią na zbiórkę przed kościołem św. Marka. Po zapakowaniu bagaży i czułych pożegnaniach z bliskimi nasz autokar ruszył w drogę. Siedziałam z moją siostrą, a za nami były moje koleżanki: Weronika i Ala. Na początku podróży wszyscy rozmawiali z przyjaciółmi. Na pierwszym postoju kupiłam pyszną, gorącą czekoladę. Podczas dalszej podróży s. Monika włączyła nam film pt.: "Artur i Minimki", który nam się podobał. Potem trochę poczytałam, a kiedy to mnie zmęczyło, postanowiłam się zdrzemnąć. Obudziłam się, gdy byliśmy już w Wadowicach. Siostra Monika właśnie ustalała, kto z kim będzie w pokoju(ja byłam z Kasią, Alą, Weroniką, Anią, Agnieszką). W pewnym momencie poczułam, że mi niedobrze i powiedziałam o tym siostrze, jednak po chwili mi przeszło. Mieliśmy mieszkać w domu rekolekcyjnym księży Pallotynów. Na miejscu wzięliśmy swoje walizki i wjechaliśmy na 2 piętro. Gdy obejrzeliśmy swoje pokoje, poszliśmy na kolację. Następnie po wspólnej modlitwie opiekunowie kazali nam się myć i spać, ponieważ było już po 23.00. Przez jakiś cas jeszcze rozmawiałam z dziewczynami, lecz w końcu zmorzył mnie sen.

                                                                                            Kriss - Silver_lemon12
                                                                                      (postanowiłam zmienić swoją nazwę :))

sobota, 14 maja 2016

Droga ku tajemnicy XI

- Szybko docierają do pana informacje.
- Zalety pracy w policji. Wiesz nawet to, czego wiedzieć nie chcesz. Mówią ci wszystko.
- Rozumiem. W pana pracy nie ma miejsca na nudę. – rzekła dziewczyna i wymownie spojrzała na plik kart i pusty kieliszek przed komisarzem.
- W istocie. Brak zajęć mi nie doskwiera. Karty potrafią być świetną rozrywką, panno Bonnet. – odpowiedział mężczyzna widząc wzrok Ivette.
- Sądziłam, że za tak duże pieniądze robi pan nieco więcej.
- Ja już przegrałem swoje życie. Nie muszę robić niczego ponad stan.
- Nie obawia się pan utraty stanowiska? Mnóstwo młodych pomysłowych i chętnych do pracy mężczyzn marzy o tak wysokiej i świetnie płatnej pozycji.
- Fascynuje panią temat finansów. Dla mnie pieniądze stały się zbyt pospolite.
- Doprawdy? W takim razie czym płacą panu za przebywanie w pańskim towarzystwie? Zapewne wielu łaknie pana bliskości. W końcu pociąga pan za sznurki w całym Paryżu.
- Tajemnicami. Lubię mieć przewagę nad ludźmi, a znając ich sekrety jestem zawsze krok przed nimi. Mogę z nich czytać jak z otwartej księgi. A czy pani ma jakieś sekrety?
- Każdy je ma, ale nie każdy jest na tyle zdesperowany, by oddać je panu. Wróćmy może do przyczyny mojej wizyty.
- Jaka ona jest, panno Bonnet?
- Noel Vigier.
- To było do przewidzenia. Uroiła sobie pani, że znajdzie sposób Na ułaskawienie przestępcy. Więc słucham.
- Mam dowody. W biurze Noela znaleziono wycinki z gazet o Mona Lisie. Gdy przyszłam do niego w odwiedziny spytałam go o notatki. Powiedział wtedy, że to nie jego zapiski, więc skoro nie znał formy zbierania informacji nie mógł być winny.
- Przykro mi, ale nie ma pani świadka. Bez niego nikt nie uwierzy w te słowa.
- Mam świadka. To Adrien Boirgues. Dziś siedzi na recepcji, ale tamtego dnia pilnował celi Noela i na pewno słyszał naszą rozmowę.
- No proszę. Jeśli tylko Boirgues potwierdzi to co pani mówi sprawa pójdzie dalej panno Ivette.
- I co teraz? Za każdym razem gdy tu przychodziłam brano mnie za wariatkę wmawiającą sobie, że jest detektywem.
- Odruch. Kobiety nieczęsto mają rację.
- Czy gdybym była mężczyzną uwierzylibyście mi?
- Panno Bonnet, proszę nie robić przedstawienia. To komisariat.

 American Pharoah

poniedziałek, 9 maja 2016

Bohater

          Bohaterstwo jest pojęciem względnym i może oznaczać co innego dla każdej osoby. Sądzę , że bohaterem można nazwać kogoś, kto staje w obronie czegoś, co kocha i co jest  słuszne. Moim zdanie właśnie na tym polega bohaterstwo.
          Gdy ktoś porusza ten temat, do głowy przychodzą mi na myśl różne postacie, ale najważniejszą wydaje mi się Piotr Konieczka. Był on kapralem Wojska Polskiego podczas II wojny światowej oraz został uznany za jej pierwszą ofiarę.  Sam fakt, że pełnił służbę dla Ojczyzny i walczył za nią, pozwala nam nazwać go bohaterem. O godzinie 1 w nocy 1 września 1939 roku placówka w Jeziorkach, gdzie kapral pełnił służbę, została zaatakowana przez Niemców. Po krótkiej wymianie ognia obrońcy wycofali się, ale na miejscu pozostał Konieczka. Około 1:40 żołnierz został zastrzelony i zatłuczony kolbami. Według mnie jego postawa była naprawdę niesamowita, gdyż kiedy wszyscy opuścili pole bitwy, on został i walczył do końca. Bronił on nie tylko swojej rodziny, ale i całego kraju, zupełnie nieznanych mu ludzi, za których oddał swoje życie. Był to naprawdę niezwykły czyn.
          Bohaterem jest zostać bardzo łatwo, znacznie trudniej jest nim być. Bohater musi dawać przykład swoją postawą w każdej sytuacji. Moim zdaniem najlepszym przykładem jest kapral Piotr Konieczka, którego bez wahania mogę nazwać nie tylko moim  bohaterem, ale i całej Polski.
Julia Adamowicz 6c

niedziela, 8 maja 2016

Historia tajemniczej krainy


Ola poczuła szarpnięcie w okolicy brzucha. O nie, znowu mnie tam przeniesie – pomyślała. Nie chciała znowu oglądać ich niewyraźnych twarzy, z których nic nie dało się wyczytać.


Zaczęło się kilka dni wcześniej, kiedy w nocy zaczęły pojawiać się jej jakieś straszne oblicza. Nie miała pojęcia, że została wybrana by uratować odległy świat, który mimo odległości był powiązane ze światem ludzi – Ziemią. Miała się o tym dowiedzieć znacznie później.
 

Pierwszej nocy pojawiły się tylko samotne części ciała i jakieś nie zrozumiałe słowa. Ola nie przejęła się tym zbytnio, kiedyś miała podobne sny. Jednak z dnia na dzień było coraz gorzej. Po czterech dniach po raz pierwszy została przeniesiona do tej dziwnej krainy. Wszystko zdawało się być
normalne, poza ludźmi, a właściwie nie ludźmi. Posiadali ciało – idealnie takie jak człowiek, lecz ich twarze były odmienne. Rozmyte, niewyraźne i przerażające. Ola podczas tej wyprawy marzyła tylko o jednym, by wrócić do domu.

niedziela, 1 maja 2016

Konstytucja 3 maja

Konstytucja 3 maja, a właściwie Ustawa Rządowa z dnia 3 maja, została uchwalona po I rozbiorze Polski w 1791r podczas obrad Sejmu Wielkiego. Podpisali ją:  księża Hugo Kołłątaj i Scypion Piattole, marszałek Stanisław Małachowski oraz król Stanisław August Poniatowski. Ustanowiono ją, by zapobiec kolejnym rozbiorom. Jest ona drugą na świecie i pierwszą w Europie ustawą zasadniczą. Powyższy, najważniejszy akt prawny, określający ustrój polityczny Polski, doprowadził m. in. do trójpodziału władzy (ustawodawcza – sejm; wykonawcza – król, straż praw; sądownicza – sądy). Od momentu jej ustanowienia zniesiono także wolną elekcję i liberum veto oraz wprowadzono tron dziedziczny.


W setną rocznicę uchwalenia konstytucji, Jan Matejko uwiecznił to wydarzenie na płótnie. Dzieło przedstawia uroczysty pochód mieszkańców Warszawy. Przybywają z Zamku Królewskiego – miejsca sejmowych obrad – do katedry św. Jana w celu ponownego zaprzysiężenia aktu. 


Koralik

niedziela, 24 kwietnia 2016

Bohaterstwo

      Słowo "bohaterstwo" jest trochę nadużywane. Moim zdaniem pasuje do niewielu sytuacji.
Sadzę, że oznacza coś wyjątkowego. Mówi nam o nadzwyczajnym czynie. Rzadko można spotkać kogoś, kto zasługuje na takie miano.
      Bohater to osoba, która robi czy zrobiła coś dla innych. Trzeba naprawdę się postarać, aby być kimś takim. Można nazwać w ten sposób ludzi, którzy uczynili dobro dla narodu, pomogli komuś, ich rola stała się szczególna. Przykładem jest Irena Sendlerowa.
      Dla mnie bohaterem jest mój pradziadek. Uważam, że była to niezwykła postać. Co prawda, nie zdążyłam go poznać, ale dokonał niecodziennych rzeczy. W czasie okupacji hitlerowskiej prowadził w swoim domu tajną drukarnię, narażając własne życie. Umożliwiało to rozpowszechnianie wiedzy o obecnej sytuacji w kraju. Działanie na rzecz dobra narodu było cenniejsze niż własne bezpieczeństwo. Podczas wojny trafił do obozu pracy wraz z młodszym bratem i szwagrem. Czuł się za nich odpowiedzialny, więc pomimo ryzyka opiekował się nimi i troszczył. Dzielił się nawet swoją porcją jedzenia. Dzięki temu całej trójce udało się przetrwać obóz.
      Według mnie jego postępowanie było wzorowe. Zdecydowanie zasługuje na miano bohatera.
Bardzo sie cieszę, ze mam takiego przodka, którego życie może być przykładem dla wielu ludzi.

Koralik

sobota, 23 kwietnia 2016

Droga ku tajemnicy X

. Wybiegła z kamienicy i popędziła ku ogromnemu gmachowi komendy policji. Przed mosiężnymi drzwiami tym razem stał inny mężczyzna. Był znacznie większy, bardziej umięśniony i groźniej wyglądający od poprzedniego stróża. Mimo tego Ivette nie zamierzała się wycofać. Za dużo trudu sobie zadała, by teraz uciekać.
- Chcę przejść. Byłby pan tak łaskawy i przesunął się nieco?- rzekła wynosłym, dumnym tonem. Jako dziecko nieraz widywała jak matka używa tego sposobu. Mawiała wówczas „Jeśli masz władzę inni są ci posłuszni, ale czasami wystarczy żeby ludzie po prostu uwierzyli ci, że ją masz.”
- Nie wpuszczam tu byle kogo.- odpowiedział dziewczynie nawet nie uraczając jej spojrzeniem. Najwidoczniej musi jeszcze dużo ćwiczyć, by przejść do takiej perfekcji jak mama.
- Ja nie jestem byle kim, ale ważnym świadkiem w sprawie Noela Vigiera.
- Ważnym świadkiem? W takim wypadku zapewne bym o tobie wiedział. Twoje imię?
- Ivette Bonnet. Byłam tu już kilka razy. Jeśli mnie pan wpuści policjanci na pewno mnie rozpoznają!
- Marnujesz mój czas kobieto. W swoim życiu widziałem mnóstwo oszustek twojego pokroju.
- Mojego pokroju. Czyli jakiego jeśli można wiedzieć?
- Pokroju wieśniaków. Biedni i nieokrzesani. Wszyscy jesteście z tej samej gliny.
- Wieśniaków? Biedni i nieokrzesani? Jest pan strasznym osłem! Burak zawładnięty wstrętną znieczulicą!
Rosły strażnik zrobił taki gest jakby miał zamiar uderzyć ją w twarz, ale dziewczyna w porę się odsunęła. Wykorzystując dezorientacje mężczyzny przepchnęła go w bok i wkroczyła do komisariatu.
- Panna Ivette? Niech zgadnę znów ma pani jakieś arcyważne dowody? – zaśmiał się policjant siedzący tego dnia na recepcji komisariatu.
- Tym razem są naprawdę istotne. Mogę porozmawiać z prowadzącym sprawę Noela?- odrzekła z determinacją dziewczyna.
- Czy nadejdzie kiedyś dzień, w którym odpuści pani sobie to śledztwo na własne kopyto?
- Kiedy tylko dowiodę swego i mój przyjaciel będzie wolny.
- W takim razie komisarz Jean Barboue jest w swoim biurze. Korytarzem prosto i piąte drzwi na lewo. Powodzenia.
Policyjny recepcjonista był jedyną osobą, która okazywała jej choć odrobinę ciepła. Pałała do niego naprawdę sporą sympatią i mimo, że go prawie nie znała ufała mu. Delikatnie uśmiechnęła się do mężczyzny i pokierowała się do biura pana Barboue. Otworzyła drzwi numer 13 i cicho weszła do środka. Pokój zalewał mrok. Wokół unosił się zapach alkoholu i tytoniu. Za wielkim drewnianym biurkiem zawalonym stertą papierów w skórzanym fotelu siedział komisarz. Zauważając dziewczynę zgasił w brudnej popielniczce cygaro i włożył na poplamioną koszulę pogniecioną marynarkę.
- Słyszałem, że ma pani dla mnie coś ciekawego.
American Pharoah




czwartek, 21 kwietnia 2016

Bohater

Witajcie
Nawał obowiązków i nauki ( Sprawdzian Szóstoklasisty !) spowodowały, że daaawno nie pisałem na Szkolnym Ćwierkaczu. Na powrót namówiła mnie Moja Pani od polskiego - Pani Maria Lech. Może jest to jeden z ostatnich moich wpisów. Poniżej wklejam moje poglądy na zadany nam na języku polskim temat " Jak rozumiesz słowo bohater ". Jeśli chcecie porozmawiać na ten temat - wpiszcie komentarz. Może ktoś myśli podobnie jak ja ?

Bohater moim zdaniem, to Człowiek Wielki poprzez swoje czyny.
Musi nie tylko działać, ale swoją postawą powinien być wzorem dla innych.
Wydaje  mi się, że jeden czyn bohaterski w przypadku osoby, która na co 
dzień postępuje źle - nie stanowi o tym, że można ja nazwać bohaterem.
Dzisiaj słowo "bohater" jest nadużywane.
Wiele osób jest zdolnych do bohaterskich czynów, ale tylko na chwilę 
stają się bohaterami.
Jednak na to miano według mnie zasługują wszyscy Ci, którzy poświęcili 
za kogoś lub za coś swoje życie .
Dla mnie bohaterem jest np. Św. Maksymilian Kolbe oraz św. Jerzy 
Popiełuszko.
Jeden oddał życie za drugiego człowieka, a drugi walczył o wolność dla 
Polaków - i za to został zabity.
Karol 6c

czwartek, 14 kwietnia 2016

Droga ku tajemnicy IX


Wyszła z celi ogarnięta niepokojem, ale za to z dowodami na niewinność Noela. Jutro sobota, czyli jedyny dzień w tygodniu, w którym Ivette mogła odetchnąć od problemów świata codziennego. Dziewczyna postanowiła poświęcić go na dowiedzenie niewinności przyjaciela. Powiedziała sobie, że uwolni go od ucisku niesprawiedliwej władzy. Nie zamierzała zerwać przysięgi, którą złożyła własnemu sumieniu. Leżąc na twardym łóżku, patrzyła w atramentowe niebo za oknem i przegrzebywała swój umysł w celu odszukania najbardziej przekonujących argumentów za wypuszczeniem strażnika. Intensywnie rozmyślała skupiając wzrok na jednej z miliarda gwiazd widniejących na nieboskłonie, aż wreszcie pod hipnotyzującym wpływem firmamentu wpadła w objęcia morfeusza. We śnie widziała siebie, ale nie była to umorusana kurzem, ubrana w poszarpaną suknię sprzątaczka z najniższej warstwy. Oczy wyobraźni ukazały jej piękną damę, odzianą w ubrania, których koszt był identyczny jak jej roczna pensja. Stała obok Mona Lisy, który wisiała znów na swoim miejscu. Z tłumu przeciskała się masa dziennikarzy pragnących zamienić z nią chociaż kilka słów. Każdy kto znalazł się choćby na długość ręki od Ivette gratulował jej niebywałego intelektu i sprytu. Ze wspaniałego snu wyrwał dziewczynę odgłos deszczu donośnie stukającego o szybę. Czas zadziałać. Niewinny Noel już za długo uważany jest za złodzieja dziedzictwa narodowego.
American Pharoah

poniedziałek, 21 marca 2016

Czy do świetlicy przybyła Wiosna?

Drogie Dzieci!
Nie mogę już doczekać się spotkania z Wami.  Chcę przylecieć z ptakami i okryć ziemię zielenią i kolorowym kwieciem. Niestety,  "zła zima " zamknęła wrota pieczary, w której przebywałam podczas letnich upałów, jesiennych chłodów i zimowych mrozów. Otworzy je dopiero wówczas, gdy udowodnicie, że jesteście gotowi na moje przyjście. Do wykonania czekają na Was zadania. Jeśli sprawnie, dokładnie i poprawnie poradzicie sobie z nimi - na pewno się spotkamy.

P.S. Bądźcie grzeczni!

Życzę powodzenia.

Wiosna

sobota, 19 marca 2016

Sprawozdanie z wycieczki do Łazienek Królewskich



W dniu piętnastym marca 2016 roku klasa 6c o godz. 1000 zebrała się przed szkołą, razem z naszą wychowawczynią i panem Arturem Krysiakiem. Gdy wszyscy już przyszliśmy, ruszyliśmy na przystanek. Wyjechaliśmy około godziny 1030.
                Na miejscy docelowym, czyli w Łazienkach Królewskich, byliśmy około 1100. Przez 15 minut mogliśmy oglądać Pałac na wyspie z zewnątrz, jeść, pić lub robić zdjęcia. W końcu przyszedł pan Artur, który miał nas oprowadzać. Weszliśmy do środka, gdzie zdjęliśmy kurtki i założyliśmy ochraniacze na buty. Na początku pan zaprowadził nas do przedsionka, w którym opowiadał historię Stanisława Poniatowskiego. Potem poszliśmy do „pokoju kąpielowego”, gdzie ściany pomalowane były na niebiesko i widniały na nich malowidła z tematyką wody. Następnie odwiedziliśmy „salę balową”, która według mnie, podobała się większości klasy. Była ona ogromna z dużą ilością luster i rysunkami greckich Bogów na ścianach. Pan zaproponował nam grę, w której rysowaliśmy na kartce jakiś mit, a potem szukaliśmy go po całej Sali. Było naprawdę ciekawie. Kolejnym miejscem zwiedzania była Sala Salomona, która okazała się małym pomieszczeniem z fotelami, stolikiem oraz portretami. Potem weszliśmy do ogromnego pokoju pełnego obrazów, na co wskazuje nazwa „Galeria Obrazów”. Musieliśmy odszukać portret króla, co okazało się dość łatwe. Następnie skierowaliśmy się do  sypialni i garderoby króla. Bardzo nam się podobało, a w szczególności łóżko, na którym ku naszemu zaskoczeniu, spało się na siedząco! Następnie odwiedziliśmy gabinet króla, gdzie król Poniatowski pracował. Ostatnim miejscem okazała się jadalnia, do której król zapraszał gości na czwartkowe obiady. Gdy zmierzaliśmy do wyjścia, minęliśmy mały pokój „Grotę”. W każdym rogu ustawiona była figura przedstawiająca króla: Zygmunta Starego, Kazimerza Wielkiego, Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego. Około godz 1300 wróciliśmy autobusem do szkoły.
                Sądzę, że wycieczka była interesująca i dużo z niej wynieśliśmy. Ja byłam bardzo zadowolona.
Jula Adamowicz 6c
 

wtorek, 1 marca 2016

CAVALIADA TOUR 2016

Cavaliada Tour to międzynarodowe zawody jeździeckie organizowane na terenie Polski. W tym roku odbyły się one po raz czwarty. Na początku w skład Cavaliady wchodziły jedynie konkursy skokowe, a z czasem dodano do nich ujeżdżenie, powożenie oraz WKKW. Ponadto w dniach jej przeprowadzania odbywają się targi jeździeckie. Tego roku urządzano ją w Poznaniu gdzie rozpoczęła swoją trasę, Lublinie i Warszawie, gdzie miał miejsce finał tegorocznych zawodów. W finałowych rozgrywkach najlepsi zawodnicy pokonywali najtrudniejszy parkur ze względu na wysokość przeszkód oraz krótki czas, w którym pary musiały się zmieścić. Ostatecznie zwyciężył go polak Jarosław Skrzyczyński na koniu Crazy Quick natomiast konkurs ujeżdżenia wygrała Gabriela Jaworska - Mazur. Sądzę, że Cavaliada jest naprawdę wspaniałym widowiskiem i chętnie wybiorę się na nią za rok. 
American Pharoah