Strony

środa, 28 października 2015

Przyjaciel to osoba, której twarz rozjaśnia ciemność

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać"
Myślę, że to zdanie powinien pamiętać każdy, kto ma koło siebie osobę, którą można nazwać takim mianem. Nie tak łatwo stać się dla drugiego człowieka przyjacielem. Opowiem historię pewnej dziewczynki. Wydawało się jej, że ma mnóstwo przyjaciół...
Pewnego, jediennego dnia, tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, Zosia wybrała się po zakupy. Tak niefortunnie stanęła, że skręciła sobie lewą nogę. Z bólem wróciła do domu. Po wizycie u lekarz, okazałe się, że czeka ją unieruchomienie nogi w gipsie na kilka tygodni. Dziewczynka nie chciała stracić długiego czasu w szkole, więc rodzice kupili jej kule i pozwolili chodzić do szkoły. Wydarzyło się to na kilka dni przed klasową dyskoteką. Zosia była jedną z osób, organizujących przygotowania do niej, więc w szkole otaczała ją wianuszek zainteresowanych uczniów, prawiących komplementy:
- Zosiu, jak promiennie dzisiaj wyglądasz - mówiła Ania - porozmawiaj proszę z panią od matematyki, aby zgodziła się na lekki makijaż dziewcząt na dyskotekę. Zosia naiwnie cieszyła się ogromną popularnością wśród rówieśników. Ale niestety bardzo krótko.
Gdy przyszła do szkoły o kulach, z nogą w gipsie i oznajmiła, że nie będzie już uczestniczyć w organizacji zabawy, tłum wielbicieli rozproszył się. Zosi było bardzo przykro. Na szczęście nie opuściła jej jedna z koleżanek. Agatka była zawsze gdzieś blisko. Dziewczynki nie stanowiły wprawdzie jeszcze zgranego zespołu, ale lubiły się i darzyły się zaufaniem. To właśnie Agata zaproponowała Zosi pomoc, w tym trudnym czasie. Koleżanka zaoferowała, iż może nosić do szkoły podręczniki, a nawet część zeszytów Zosi. Było to bardzo korzystne, bo jak się okazało, przemieszczanie się z nogą w ipsie i kulą wcale nie jest łatwe. Tak o to przekonała się Zosia na kogo możesz liczyć i kto jest naprawdę przyjacielem, a kto tylko sprawia dobre wrażenie we własnym interesie. Agata bezinteresownie przyszła jej z pomocą, nie oczekując niczego w zamian. I na tym właśnie polega prawdziwa przyjaźń. 
Życzyłabym sobie i wszystkim innym, jak najwięcej takich cichych aniołów wokół, na których zawsze można liczyć. Gdy nasze skrzydła zapomną, jak latać, bardzo potrzebny jest ktoś, kto pomoże nam się podnieść, doda otuchy i wiary, abyśmy mogli szybować wysoko razem z nim. 
Koralik 

Halloween

HISTORIA HALLOWEEN
Dokładna geneza Halloween nie jest znana. Może nią być rzymskie święto na cześć bóstwa owoców i nasion (Pomony) albo z celtyckiego święta na powitanie zimy. Według tej drugiej teorii Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w Anglii, Walii, Szkocji oraz Irlandii i północnej Francji w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych.
Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci. Symbolem święta Halloween były noszone przez druidów czarne stroje oraz duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek.
HALLOWEENOWE PRZYSMAKI
Na przyjęcia halloweenowe można przygotować różne przysmaki, ale królową na stołach tego dnia jest dynia. Oto kilka prostych przepisów, które można wykonać na to święto:
Czarny makaron z dynią
  • 2 szkl. pokrojonej dyni
  • 800 ml mleczka kokosowego
  • skórka z 1 cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 papryczka chili
  • 4 łyżki tartego parmezanu 
  • 2 łyżki oliwy
  • 250 g czarnego makaronu
  • tymianek do dekoracji
  • przyprawy: sól morska , pieprz mielony

Na patelni rozgrzej oliwę. Dodaj pokrojony w kostkę czosnek i smaż chwilkę. Dodaj pokrojoną w drobną kostkę i pozbawioną pestek papryczkę chili. Dodaj dynię i mleczko. Zetrzyj skórkę z cytryny (tylko żółtą część). Gotuj do momentu, aż sos zyska odpowiednią gęstość, a dynia stanie się miękka. Często mieszaj sos, ponieważ mleczko kokosowe łatwo przywiera do dna patelni. Dodaj parmezan oraz przypraw solą i pieprzem. W międzyczasie ugotuj makaron według opisu na opakowaniu. Makaron podawaj z sosem. Danie udekoruj startym serem i świeżym tymiankiem.

Słodkie gałki oczne

  • 300 g mleka kondensowanego słodkiego
  • 400 g kokosu
  • szczypta barwnika spożywczego czerwonego
  • 50 g czekolady
  • 1 op. cukru waniliowego
  • 1 kropla olejku migdałowego

Puszkę mleka kondensowanego włóż do garnka z wodą i gotuj powoli przez ok. 30–40 minut. Następnie mleko wstaw do ostudzenia pod zimną wodę. Otwórz puszkę i przelej mleko do miski. Następnie wsyp wiórki kokosowe i cukier waniliowy. Dodaj kroplę olejku migdałowego do smaku. Wszystko zagnieć w zwartą lekko lepiącą masę. W razie potrzeby dosyp wiórki lub dodaj mleka.

Odłożyć 3-4 łyżki masy wiórkowej i dodać do czerwony barwnik. Za pomocą łyżki lub gałkownicy uformuj z białej masy kulki. Na każdą kulkę nałóż odrobinę czerwonej masy, aby sprawić wrażenie oka. Rozłóż kulki na blasze z piekarnika wyłożonej pergaminem. Rozgrzej piekarnik do temp 150° i wstaw do pieczenia na ok. 30–40 minut. Kulki nie powinny się zrumienić, a tylko wysuszyć. Upieczone „oczy” wyjmij z piekarnika i ostaw do ostygnięcia. Rozpuść czekoladę i na każde oko nałóż jeszcze kropeczkę jako źrenicę. Gotowe „oczy” przełóż na półmisek.

Krwawy koktajl

  • 500 g mrożonych truskawek 
  • 500 g mrożonych malin 
  • 1/4 szkl. liści mięty 
  • 100 ml jogurtu naturalnego 
  • 300 ml zimnej wody
  • 40 g cukru brązowego

Napój: Do blendera wrzuć mrożone owoce, świeżą miętę i brązowy cukier. Następnie dodaj jogurt wraz z wodą źródlaną. Całość zmiksuj i przelej do wcześniej ozdobionych szklanek.

Przepisy zaczerpnięte są ze strony: https://www.tesco.pl/smaczna-strona/przepisy/halloween-4991/
Tosia


Dlaczego jesienią liście zmieniają kolor?

Jesienią liście na drzewach przybierają najróżniejsze kolory. Dzieje się tak, ponieważ za sprawą spadku temperatury i małej ilości światła zanika w nich chlorofil, czyli zielony barwnik. Kiedy w liściu znajduje się go dostatecznie dużo zakrywa on inne barwniki. Karotenoid nadaje żółtą i pomarańczową barwę, natomiast antocyjan czerwoną. Po co liście zmieniają kolor? Istnieje na ten temat kilka teorii. Jedna mówi o stosowaniu odstraszających szkodniki barw, a inna, że  barwniki mają zabezpieczyć przed wycofaniem się z liści substancji zapasowych.
Tosia
j

niedziela, 25 października 2015

"Tajemnicze zniknięcie" cz. 2

Nazajutrz zgodnie z umową podjętą na naradzie, bohaterowie spotkali się w Miociarni
- Do mnie!-krzyknęli jednocześnie, po czym trzy miotły przyleciały do nich jednocześnie. gdy wylecieli już ze szkoły na miotłach skierowali się w stronę twierdzy Lupina.
-Jesteście pewni, że chcemy tam być i uwolnić tą dziewczynę?- spytał niepewnie Lukas.
-Tak-odpowiedział skupiony Mateusz.
Powoli zbliżali się do czarnej chmury, w której był zamek Lupina. Z każdym pokonanym odcinkiem Lukas robił się coraz bardziej przerażony. Po dotarciu do celu dzieci zeszły z mioteł, którepo chwili wzięły pod pachę.
-Honoroma!-krzyknął Mateusz. Po czym otworzyły się wrota siedziby czarodzieja. Dzieci szły w ciszy, bo przecież nie na co dzień chodzi się po tak mrocznym miejscu samemu. Po wczorajszej naradzie  bohaterowie wiedzieli, gdzie iść, a gdy już znaleźli się na miejscu, Lukas zaczął głośno przełykać ślinę.
-Przymknij się!-szepnęła Łucja przed ogromnymi drzwiami.-Honoroma!
W zamku zaskrzypiało, a po chwili dzieci mogły już wejść do środka. Mateusz wiedział, że zaraz spotka ich coś przykrego, bo przejście przez taką twierdzę było niemożliwe. Wtem, jak na zawołanie w kierunku dzieci zaczęły tryskać iskry, przed którymi ledwo co się obronili. W rogu pokoju siedziała skulona Jane. Dzieci dostrzegły ją od razu w tych ciemniościach.
-Chodź, uciekamy!-krzyknął Mateusz, po czym złapał dziewczynką za rękę. Przestraszona dwunastolatka  od razu wstała i zaczęła biec w stronę wyjścia. Nagle wyłonił się Lupin.
-Nie tak szybko panienko! Steven! Martin! Łapcie ich!
Wtem zza ściany wybiegło dwóch mężczyzn podobnych do Lupina. Dzieciom ciężko było się obronić przed mocnymi zaklęciami, ale przebiegli przez całą twierdzę czarodzieja. Połorzyli swoje miotły na ziemię.
-Do mnie!-krzyknęła trójka bohaterów  i oczywiście na to hasło miotły poderwały sie z miejsca.
-Jane, ty lecisz ze mną.- odparł Mateusz.
Drogę powrotną pokonali pięć razy szybciej, przez co nawet pomocnicy Lupina nie mogli ich dogonić. W Pranie zastali wszystkich mauczycieli i dzieci, którzy wiwatowali podczas, gdy Mateusz, Jane, Łucja i Lukas zsiedli z mioteł.
          Na powitanie uczniów została urządzona uczta, na której wszyscy wychwalali tę trójkę dzieci. Na zakończenie uroczystości nad Pranem zawisła wielka wstęga z napisem: "Dobro zawsze wygrywa ze złem". Bohaterowie myśleli tylko o jednym."Taki mały wyczyn,a taka duża uroczystość'
Tonia

Fryzura Emily

Fryzura Emily
 Emily Dumble była dwunastoletnią dziewczyną. Dobrze sie uczyła. Mówiono do niej w zdrobnieniu Em. Przeszkadzał jej najmniejszy nieporządek. Miała ciemne oczy i długie, brązowe włosy, o które szalenie dbała.Jej najlepszym przyjacielem był czarnowłosy Jason Fracon. Chodzili razem do klasy. Humanistka i matematyk, ale dogadywali się idealnie, Często odwiedzali się i zdradzali sobie nawzajem najskrytsze tajemnice. 
Pewnego dnia, mama Emily, pani Dumble, poprosiła ją, by po szkole poszła do sklepu "Mirror". Rodzina planowała kupić duże lustro. Emily wybrała się tam z Jason’em. Na miejscu, chłopak zajął się jakimiś zabaweczkami dla młodszych dzieci. Dziewczyna weszła do jednego z korytarzy, w którym wisiały duże lustra ze skromnymi ramami. Jedno z nich przykuło jej uwagę. Zawołała kolegę:
- Spójrz, Jason. Czy to lustro Ci się podoba?
- Hm… Nie jest złe, a Tobie? – odparł zamyślony.
- Mnie także, ale jeszcze obejrzę inne.
Gdy Jason odszedł, Emily poprawiła sobie włosy, mówiąc: „Och te moje długie włosy”. Po chwili dotknęła lustra, by zetrzeć małą plamkę. Jej palec został, jakby ucięty. „Nie było go widać, więc może znalazł się po drugiej stronie lustra”, pomyślała. Dwunastolatka zdumiała się, widząc swoje odbicie, Była dziwnie ubrana. Miała suknię do ziemi, a na głowie kapelusz z dużym rondem. Szybko zabrała rękę i trochę nią potrząsnęła. Uznała, że coś się jej przewidziało. Ponownie zawołała kolegę i wyszli ze sklepu. Trafili do Emily. Odrabiali lekcje i rozmawiali z panią Dumble.
Nastolatka długo zastanawiała się, co ma powiedzieć Jason’owi. Uznała, jednak, że wyzna mu, co jej się dzisiaj przytrafiło. Zdała sobie sprawę, iż jest jej przyjacielem, a przysięga, którą sobie złożyli brzmi: „Będę mówić Ci całą prawdę. Nie istnieje między nami coś takiego, jak tajemnica.”.
Następnego dnia, Emily poprosiła Jason’a, żeby po raz kolejny poszli do „Mirror”. Wtedy przyjaciółka od razu pokierowała ich w stronę tamtego korytarza. Starała się odtworzyć, co się wtedy zdarzyło. Próbowała przypomnieć sobie wszystkie szczegóły: plamka na szybce, która jej przeszkadzała, poprawiała włosy. Ostatecznie nie dała rady nic wymyśleć. Jason chyba czuł się rozczarowany. Dzieci pochodziły jeszcze po sklepie i nagle Emily olśniło. Przecież, stojąc przed lustrem, nim go dotknęła, powiedziała coś o swoich włosach, może to przyniesie oczekiwany efekt… Szybciutko wrócili do lustra i Emily powtórzyła te słowa. Ponownie dotknęła lustra. Okazało się, że to działa, a zdanie jest hasłem. Zdziwiony Jason wymówił: „długie włosy”. Przyłożył rękę do lustra, co także poskutkowało. Przyjaciele podjęli decyzję, że muszą je kupić.
Po powrocie do domu od razu przytwierdzili ten zakup do ściany. Krzyknęli razem hasło, a następnie oboje, dotykając jego tafli, przeszli na drugą stronę. Z początku umiejscowieni byli w czymś, co przypominało windę, ale nie poruszało się. Na jednej ze ścian tego miejsca były cyferki: od 1, do 9. Zgodnie wcisnęli kod 60, ponieważ to ich ulubiona liczba. Przenieśli się do lat 60 – tych..
Poznali tam dziadków i pradziadków. Byli kolegami swoich babć. Spędzili cały dzień  w ówczesnej szkole – zupełnie odmiennej niż dzisiejsza. Na brązowych ławkach z zielonymi blatami i dziurą na kałamarz, stały drewniane piórniki. Nietypowo wyglądały biurka połączone z krzesłami. Uczniowie nosili granatowe mundurki z białymi kołnierzykami. Na rękawach przyszytą mieli tarczę szkoły. Większość dziewczynek, na zajęcia, wiązała włosy w warkoczyki zakończone białymi kokardami. Po lekcjach wyszli na podwórko z innymi dziećmi, żeby się pobawić. Skakali na skakankach, grali w piłkę, gumę i klasy. Spodobały im się tamte czasy. Atmosfera pomiędzy nieznajomymi była przyjemna, a ludzie uprzejmie się do siebie odzywali. Kompletnie różnił się ten świat od współczesnego. Modele samochodów interesowały Jason’a. Emily zaciekawiła się ubiorem i sukniami noszonymi przez kobiety. Zwróciła uwagę na fryzury. Gdy zbliżała się godzina piętnasta, dzieci oznajmiły rówieśnikom, że muszą już iść do swoich domów.
Wracając nie przeszli już przez windę, Jason wymyślił, że spróbują wymówić przeciwieństwo pierwszego hasło, by dotrzeć do teraźniejszości. Chórem powiedzieli: „krótkie włosy”, a po chwili znaleźli się przed inspirującym lustrem u Emily. Dziewczyna wpadła na pomysł, iż troszeczkę przekształci wydarzenia i napisze na ten temat pracę.
Emily i Jaspn byli pod ogromnym wrażeniem całej tej podróży w czasie. Nie wyobrażali sobie, że kiedyś może zdarzyć im się coś takiego. Lubili słuchać opowiadań swoich dziadków, jak byli w ich wieku, ale nie sądzili, iż będą mogli sami to zobaczyć! Postanowili, że ta przygoda zostanie ich małą, słodką tajemnicą.
Zdecydowali, że następna wycieczka będzie miała wyznaczony termin. Wcześniej się do niej przygotują. Dopiero, gdy znajdą już wystarczająco dużo informacji przeniosą się do określonych lat.  

Koralik

sobota, 24 października 2015

"Tajemnicze zniknięcie" cz. 1

          Szkoła w Pranie, zwaną potocznie Pranem, to miejsce nauki czarodziejów. Trwa sześć lat i kształci uczniów od dwunastego do siedemnastego roku życia. Prowadzi ją George, który jest także uznawany za najlepszego nauczyciela. Mówi, że pamięta jeszcze czasy, gdy do tego budynku chodził mały Lupin- teraz jeden z najgrożniejszych magów. Obecnie do tej szkoły uczęszcza kilka set dzieci, w tym trójka szesnastolatków, która szanuje wszystkich i o nich dba.
          Był 23 listopada. Czwarty dzień, w którym Jane siedziała w domu. Za dwa dni miała jechać do Pranu. Nuda jej bardzo przeszkadzała, więc postanowiła wyjść na chwilę na balkon. Nie spodziewała się jeszcze wtedy, że te pół minuty zmieni jej kilka tygodni. Zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi, po czym znalazła się na płytkach tarasu. Nagle zaczęło się ściemniać. Przerażona Jane nie mogła niczym ruszyć. Gdy zapanowała całkowita ciemność, z gęstej, czarnej mgły można było usłyszeć tylko stłumiony krzyk dziewczynki.
          Nasępnego dnia Łucja, Mateusz i Lukas siedzieli przy okrągłym stole. Ich zamyślania przerwał jakiś głos.
-Słuchajcie!- zza rogu wyłonił się George. - Porwali Jane! Musicie ją uratować! Patrzcie!
Spojrzeli na "Tygodnik czarodziejów". Na pierwszej stronie widniało zdjęcie dwunastolatki z podpisem:
"Jane została porwana rano
23 listopada z balkonu swojego domu. 
Wszyscy przeczuwają, że to sprawka Lupina."
Po chwili namysłu Łucja  spytała nauczyciela:
- A czemu pan nie może jej uratować?
- Jestem już na to za stary. Do tego potrzeba młodych osób. Przeczuwam, że wy jesteście do tego najlepsi.- odparł z nadzieją George.
- Dobrze panie dyrektorze, uwolnimy Jane.-powiedział z odwagą Mateusz.
- Zwariowałeś?! Mamy lecieć do Lupina tylko po to, żeby uratować jakąś dziewczynę?! Wiesz, że Lupin może nas zabić?! - krzyczał Lukas.
- Właśnie dla tego wybrałem waszą trójkę. Jedna osoba nie poradziłaby sobie z nim.-przerwał wrzaski George.
-  Łucja, Lukas, spotykamy się tu dzisiaj o 16.00. Jutro ją uwolnimy-rozkazał Mateusz.-Musimy opracować plan.
Tonia

piątek, 16 października 2015

Inauguracja tygodnia kodowania w Polsce

W sobotę, 10 października, w Narodowym Instytucie Audiowizualnym odbył się dzień oficjalnego rozpoczęcia tygodnia kodowania w Polsce. Na czym polega kodowanie? Niektórzy z was , którzy to czytają na pewno wiedzą, że istnieje taki program jak scratch. Służy on do tworzenia własnych gier, animacji lub animacji interaktywnych. W tym programie zadaniem programisty (tak nazywamy osobę, która układa wszystkie skrypty i polecenia w jedną całość) jest dobrać odpowiednie klocki z fragmentami poleceń tak, by powstało jedno, dość konkretne zdanie (oczywiście bez przecinków i bez zasad gramatyki). W zależności od tego, jaka będzie treść zdania, postać pokazana na polu animacji/gry wykona inną czynność. Scratch jest dość popularny, zwłaszcza wśród młodych, ale jestem pewna, że dorośli też go używają. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, wejdźcie na stronę scratch.mit.edu .
Wracając do tematu tygodnia kodowania, to całe uroczyste otwarcie odbyło się o godzinie 9:30 i trwało do około godziny 13:00. Przez ten czas głównym wydarzeniem były uroczyste przemowy zgromadzonych tam premierów i byłych premierów oraz ambasadorów i różnych innych osób. Uczniowie z dwóch szkół, w tym przypadku naszej i szkoły numer 238 mieli szanse zaprezentować, czego nauczyli się o scratch, a także pokazać projekty przygotowane na te okazje. Projektów było wiele a każdy inny. Niektóre rozmieszały, a takich chwilach w całej sali aż szumiało od chichotów i tłumionych śmiechów. Po całej serii przemów i oczywiście prezentacji dzieci odbył się krótki poczęstunek w kafejce. Na drobnych stolikach stały tacki z koreczkami, a na niższych i większych stały talerze z kanapkami i różnymi innymi przysmakami kuszącymi kolorami. Impreza była super i do teraz, czyli do godziny 22:23 2 dni po całym zdarzeniu świetnie pamiętam jak przyjemnie było wyjść na scenę i zaprezentować, co ma się do powiedzenia. Zamieszczam także kilka zdjęć, które mam nadzieję trochę rozjaśnią wszystkie niejasności.



Oto logo tegorocznej imprezy:



A to ten Narodowy Instytut Audiowizualny.


Tytułowy kotek scratch. Sweet, prawda?
I
\/

scratch.mit.edu


Joanna Jóśko klasa 5d

Udzielanie pierwszej pomocy.

Bardzo  podobała mi się lekcja o udzielaniu pierwszej pomocy.

Dowiedziałem się, że kiedy tchawica jest zablokowana, staramy się ją odblokować. Możemy to zrobić różnymi sposobami. Na przykład klepiąc mocno w plecy lub naciskając mostek. Nieważne czy ratowanej osobie uszkodzimy mostek. Ważne, aby odblokować tchawicę.

Jakub Kujawski    klasa 2d

sobota, 10 października 2015

Lody

Lody
Niedawno moi rówieśnicy opowiadali mi o pewnej sytuacji, która im się wydarzyła. Kilka dni temu pięcioosobową grupką wyszli sobie na spacer. Weszli do pobliskiego marketu, by zrobić zakupy. Gdy stali już w kolejce, Ania odezwała się:
- Może poszłabym jeszcze po lody, chceci?
- Tak, ale niestety nie wystarczy nam pieniążków - powiedział Piotrek.
Od kas odchodziła właśnie pani i okazało się, że zostawiła coś na ladzie. Staś zasugerował:
- Patrzcie, portfel! Może jednak kupimy sobie te lody. Ja mogę nawet zapłacić.
- To wspaniale. Jest tak gorąco! - ucieszyła się Agatka. 
- Jak to Stasiu? Przecież nie mamy czym - zdziwił się Piotrek, który nie zauważył znaleziska.
- Dysponuję pieniędzmi, znajdującymi się w tym portfelu. To jak? - odparł. 
- Nie możesz! Ten portfel należy do kogoś innego. Wprawdzie mogą być tam pieniądze, ale prawdopodobnie są też dokumenty. To pewnie tej pani, która stała przed nami w kolejce - zwrócił uwagę Piotruś. 
- Byłoby niesprawiedliwie zostawić go sobie. Nie wyobrażasz sobie, jak jego właściciel może się martwić, prawda? - zapytał Janek.
- Muszę zapłacić za zakupy, ale Ty Aniu pobiegnij, by go oddać, a my się pospieszymy i Cię dogonimy - mądrze zaproponował Piotrek. 
Ania bez żadnych przeszkód zgodziła się i ruszyła w kierunku odchodzącej kobiety, głośno wołając: ,,Proszę Pani, proszę zaczekać!". Kobieta zareagowała i zatrzymała się. Do Ani dołączyli przyjaciele. Po chwili dziewczynka wręczyła portfel właścicielce. W odpowiedzi usłyszała:
 - Ogromnie wam dziękuję, Jesteście bardzo odpowiedzialnymi dziećmi i dobrze by było, gdyby każdy inny człowiek zachował się równie uczciwie, jak wy, wobec mnie. Wiecie, do taj portmonetki, włożyłąm bilet na samolot, którym lecę dzisiaj do Franci. Jest to dla mnie szalenie istotne. W związku z waszą postawą, w nagrodę przyjmijcie tę małą kwotę na lody. Spieszę się, więc jeszcze raz dziękuję i życzę wam szczęścia. Do widzenia - uprzejmie podziękowała kobieta i pożegnała się. 
- Do widzenia i miłej podróży - pozdrowiły dzieci.
Wydarzenie to bardzo wpłynęło na Stasia, który nauczył się, jak następnym razem postąpić w podobnej sytuacji. Pomimo chęci przywłaszczenia sobie portfela, na skutek namowy Piotrka, potrafił zrezygnować z przyjemności i zachować się uczciwie, Oddanie zguby było odpowiedzialnym zachowaniem, chociaż wcale nie łatwym. Dzieci zachowały się honorowo. Uważam, iż zarówno Piotrek, jak i Ania wykazali się rozsądkiem i dojrzałością. Ich postawa była godna uznania i szacunku.
Koralik

piątek, 9 października 2015

Krótkie opowiadanie o przyjaźni

Historia ta opowiada o zdarzeniu jakie mogło mieć miejsce w każdej warszawskiej szkole. Jest to opowieść  o Wojtku i Pawle -dwóch chłopcach, którzy najpierw ze sobą walczyli, a na koniec zostali najlepszymi przyjaciółmi.
     Paweł Krajewski i Wojtek Bąbala mieli po dwanaście  lat i od sześciu lat chodzili razem do klasy. Można więc było powiedzieć, że byli kolegami - ale wcale nie zachowywali się jak koledzy.  Od początku szkoły nieustannie ze sobą walczyli. Podbierali sobie z piórników ołówki, wiązali na supły sznurówki przy butach, a nawet skarżyli na siebie do nauczycieli. Działo się tak bez przerwy, aż do pewnego dnia.
Był słoneczny czwartek, kiedy to zachorował nauczyciel od angielskego i cała klasa 6c musiała spędzić tę godzinę na boisku szkolnym. Wszyscy uczniowie biegali, grali w piłkę i wesoło się bawili. Wszyscy oprócz dwóch chłopców. Paweł siedział w jednym kącie boiska, a Wojtek w drugim i obserwowali siebie nawzajem rozmyślając, jaki to "numer" można zrobić koledze. W pewnej chwili do Pawła podeszła grupa największych i najsilniejszych chuliganów w szkole. Przewodził im Kryspin, który odezwał się do chłopca:
-Ty mały, masz 10 zeta ?
-Nie mam, a bo co ? - odpowiedział przestraszony Paweł.
-A bo nic! A w ucho chcesz ? - zapytał Kryspin.
-Odczep się ode mnie!!! - powiedział Paweł i odwrócił się aby przejść na bok.
W tej samej chwili Kryspin wyciągnął nogę do przodu i mocno kopnął chłopca. Paweł, który był dwa razy mniejszy od osiłka - wylądował na trawie. Kryspin chciał ponowić cios, ale nagle przed nim stanął Wojtek.
-Chcesz się bić ? To bij się z równym! - wykrzyknął (trzeba tu dodać, że Wojtek był wysokim i dobrze zbudowanym chłopakiem, a w dodatku trenował karate).
-Ha! Ha! Ha! - zaśmiał się Kryspin. Dawaj!
I ruszył w stronę Wojtka, ale ten był szybszy. Wykonał cios karate, którym łatwo powalił Kryspina na glebę, a ten przestraszony i zdziwiony podniósł się i zaczął uciekać.
Paweł przez cały czas patrzył na Wojtka i oczom nie wierzył. Potem podszedł do kolegi i zapytał:
-Wojtek, czemu mnie obroniłeś?
-Nie mogę patrzeć jak silniejszy bije słabszego - odpowiedział
-Ale przecież ty mnie wcale nie lubisz ?
-Kiedy Kryspin cię uderzył poczułem, że muszę ci pomóc, a to znaczy, że chyba cię lubię! - odpowiedział chłopiec.
Potem obaj podali sobie  ręce na zgodę i odtąd zostali najlepszymi przyjaciółmi.
     Był to najlepszy dowód na to, że nawet najgorszy wróg może zostać najlepszym przyjacielem.  Trzeba tylko chcieć !

                                                                                                                             
Autor: Karol Wierzbicki 6c          

środa, 7 października 2015

Zajęcia z ratownikiem medycznym


Najpierw z panem ratownikiem opowiadaliśmy sobie o różnych niebezpiecznych zdarzeniach. Potem uczyliśmy się, jak pomóc małemu dziecku, kiedy coś mu utknęło w gardle. Potem robiliśmy masaż serca. Poznaliśmy też sposób trzymania głowy podczas ratowania.

                              LENA ZIEMSKA  2d

Zaćmienie Księżyca

W dniu 28.09.2015 miałem okazję obserwować całkowite zaćmienie Księżyca.
Było to niezwykłe zjawisko, gdyż Księżyc znajdował się w perygeum, czyli najbliżej Ziemi.
Superksiężyc stawał się coraz bardziej czerwony, ponieważ rozświetlona ziemska atmosfera oświetlała go.
Następne takie zjawisko będziemy mieli okazję obserwować za 18 lat.



Albert Wróblewski 6b

piątek, 2 października 2015

Jeszcze o warsztatach przyrodniczo - chemicznych

W poniedziałek, 28.09.2015, odbyły się zajęcia chemiczne.
Na tych zajęciach robiliśmy doświadczenie z balonem i drożdżami.
Do plastikowej butelki wrzuciliśmy drożdże, cukier i wlaliśmy trochę wody. Na szyjkę butelki założyliśmy balon. Butelkę podgrzaliśmy w gorącej wodzie. Drożdże zaczęły rosnąć i wydzielać gaz, który nazywa się dwutlenek węgla. Ten gaz wypełnił balon.
Zajęcia były bardzo ciekawe i fajne. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.


Kasia Serafin, klasa 2 d

Zajęcia chemiczne
Pan Bartek opowiadał nam o mikroorganizmach. Pokazywał różne konstrukcje wybuchowe i jak podnosi się balonik. Było to bardzo ciekawe.                                
PS.
Wąchaliśmy  drożdże i dużo się o nich dowiedzieliśmy.

                              Lena Ziemska 2d