Strony

wtorek, 4 listopada 2014

Niecodzienna rozmowa

Dialog
 - Witaj, słoneczniku! Widzę, że masz łodygę taką jak promień.
- Dzień dobry, słońce! Podoba Ci się?
- O tak! Widziałem, jak obsiadły Cię wróble, gdy stałeś w zenicie.
- Aha. Ja ostatnio podziwiałem, jak dźwigasz kulę słonecznika, a później zanikasz o zachodzie.
 - Tak, robię to codziennie po to, aby było jasno, ciepło, ale również dlatego, że gdy jestem na niebie, Ty zwracasz ku mnie swój środek! 
- Masz racje, mój przyjacielu! Stąd pochodzi właśnie moja nazwa. Czy masz jeszcze jakieś inne zajęcia?
- Tak, czasem  na przykład gubię nasiona, czyli promyki wschodząc o świcie.
- Aha, dopiero teraz zrozumiałem, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni!
- Tak. Są dwa słońca- słoneczniki, lecz tylko jednego z nich można zerwać, chwycić do ręki i wynieść jak lampę na drogę.
 - Wiem, ze mówisz o mnie, lecz to Ty będziesz większą lampą oświetlającą całą drogę!
- Chyba masz rację. A teraz żegnam Cię, ponieważ pora, abym już zachodziło.
- Do zobaczenia jutro!
Kriss    

poniedziałek, 3 listopada 2014

Tajemniczy ogród

                                           Tajemniczy ogród
"Tajemniczy ogród" to lektura klas 5 . Powieść  ta opowiada o 3-dzieci  Colinie , Diku oraz o Mary- głównej bohaterce . Marry urodziła się w Indiach . Jej  motka zajmowała się tylko życiem towarzyskim, więc po urodzeniu dziecka oddała je pod opiekę hinduskiej opiekunce . Dziewczynka miała ojca . Pewnego razu Mary dowiedziała się, że kraj opanowała choroba "cholera " . Wszyscy  umarli . Mary była straszną kapryśnicą . Nagle dowiedziała się ,że wyjeżdża do wuja Cravena . W domu, który miał  ok. 100 pokoi Mary przeżyła  niesamowite przygody . Poznała  służącą wuja  Cravena ,panią Medlock , Martę pokojówkę , Dika brata Marty , Colina syna pana Cravena , Bena ogrodnika oraz lorda Cravena . Troje dzieci odnajduje ogród zmarłej pani Craven zamknięty przez 10 lat . Sprawdzian z  lektury na pewno zaliczę,  ponieważ ta książka była świetna .
                          
                                                                                                           molka18

Porady odpowiedzialnej opiekunki psa

Witajcie, opowiem wam o moim psie.
Mój pupil nazywa się FIDO, ale mówię na niego fidus , piesu albo po prostu fid.
Piesek jest rasy yorkshire terier. Ma on 6 lat i zna wiele sztuczek na przykład hop, siad, daj łapę, paf (ponieważ „zdechł pies” było za długie) i kilka innych. Jest to pies niewielkiej rasy. ma on 6 lat, ale cały czas zachowuje się jak szczeniak. Z posiadaniem psa wiąże się wiele odpowiedzialności. Opiekun powinien wychodzić  z nim na spacery, myć, tresować, dawać jedzenie i dolewać wodę. Dzielę się tymi obowiązkami z moja siostrą i rodzicami. Posiadanie psa sprawia mi wielką  przyjemność.
Taki pupil jest dobrym rozwiązaniem  dla osób, które mało się ruszają, ponieważ z takim psem żal się nie pobawić. Pies nie jest dobrym rozwiązaniem dla osób , które wyjeżdżają w wakacje, a nie mają gdzie go zostawić. Każdy. kto zdecyduje się na taką rasę, musi się pogodzić z tym, że będzie próbował złapać każdego gryzonia, którego wyczuje ,ponieważ kiedyś były tak tresowane. Kocham wszystkie zwierzęta i podejrzewam, że będę  miała jakieś w przyszłości. 

Hanuta





Wędkarstwo

  Istnieją trzy odmiany wędkarstwa: spławikowe, spiningowe i morskie. Polacy najczęściej wędkują w sposób spławikowy i spiningowy. Naszym ulubionym jest spławikowy. Największymi polskimi rybami są szczupak i sum a najmniejsze to ukleja i płotka. Rekord wielkości suma to 251 cm i 107 kg. Ten wynik robi wrażenie nawet na zawodowych wędkarzach. Rekord szczupaka to 142 cm i 25 kg. Naszą ulubioną rybą jest sandacz od pseudonimu Sandacz007. Jest to bardzo interesująca ryba.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         Sharko i Sandacz007

Recenzja gry ,,Flappy Bird’’.



 Gra pt. ,,Flappy Bird‘’ zajmuje 2 miejsce z najbardziej denerwujących gier na świecie. W samej grze skacze się żółtym ptakiem, który  odbija się od powietrza pomiędzy dwoma zielonymi rurami, którymi przechodził Mario z gry ,,Super Mario Bros’’ i innych wersji tej gry. Na tle rur i ptaka jest miasto. Mój rekord to 16, a grałem 30 minut.


Łatwość gry: 4/10                                  
                                                                                        Ogólnie: 8/10



2004diablO$

Bródnowski Uniwersytet Dzieci



Cześć!
W tym roku będziemy pisać o wykładach na Bródnowskim Uniwersytecie Dzieci. 
                                                                                                              Nutka i Kicia Kocia

niedziela, 2 listopada 2014

Kraina Eola


W tegoroczne wakacje odwiedziłam mojego wujka Krzyśka, który mieszka w Holandii, niedaleko od Amsterdamu. Wszystkie walizki były już dawno spakowane, więc wsiadłam do samolotu ze starszą siostrą Kasią, dziadkami i polecieliśmy. Miła pani stewardesa przyniosła ciepłą herbatkę. Zrobiło mi się bardzo przyjemnie i tylko na chwilę zamknęłam oczy...
Za szybą płynęły pierzaste chmurki. Pomyślałam, że wyjdę przez okno i spróbuję ich, czy są tak samo słodkie, jak wata cukrowa. Gdy tylko wzięłam kawałek do buzi, podszedł do mnie starszy pan z siwą brodą i powiedział:
- Dzień dobry dziewczynko, nazywam się Eol, władca krainy wiatrów. A Ty, jak masz na imię?
- Jestem Karolina - odpowiedziałam zdziwiona.
- Witaj Karolinko. Nie zjadaj moich chmurek, to dla mnie bardzo ważne - poprosił.
- Dobrze, ale dlaczego to takie istotne? - zapytałam.
- Służą m i one do ochrony przed psotami moich podopiecznych - rzekł starzec.
- Jakimi psotami? A kim są w ogóle Twoi podopieczni?
- Mam ich czterech: Boreasz, bóg północnego wiatru, Notos - południowego, Zefir - wschodniego i      Euros-zachodniego. Najgorszy jest Boreasz, ciągle mam przez niego zachlapane ludtra w zamku.
- Jak to możliwe? - spytałam.
- Ten bóg północnego wiatru, wywołuje tak silne burze na morzu, że gdyby nie moje obłoczki, to      wszystkie krople wody wpadałyby do salonu. Na szczęście, są tylko na lustrach w holu.
- Ojejku! Rzeczywiście, masz z nim utrapienie. Już nie będę zjadała twoich chmur, chociaż  wyglądają pysznie - obiecałam.
- Dziękuję, grzeczna dziewczynko! Jak dotrzesz do celu, na pewno dostaniesz w nagrodę prawdziwą watę cukrową - zapowiedział.
- Do widzenia i miłej podróży - odparł i uśmiechnął się władca.
Wróciłam do samolotu, usiadłam na swoim fotelu i otworzyłam oczy. Babcia powiedziała mi, że jesteśmy już niedaleko. Dziadek poczęstował mnie cukierkiem, a Kasia dodała, iż jak dotrzemy na miejsce, to Krzysiek kupi nam ogromne waty cukrowe. i puściła do mnie oczko.

Koralik

sobota, 1 listopada 2014

Halloweenowa historia

W małym miasteczku nieopodal Krakowa żyła sobie 11 letnia Ola. Był koniec października więc Halloween zbliżało się dużymi krokami. To było chyba ulubione święto Oli. Można to było poznać między innymi dlatego, że już od dawna miała strój czarownicy, dynię oraz wszystkie inne rzecz potrzebne do niezapomnianego przyjęcia. Już jutro wypadał 31 października, więc Ola wraz z zaproszonymi koleżankami omawiały przebieg imprezy. Nadszedł halloweenowy wieczór. Ola była już przebrana i czekała na przyjaciółki, które stopniowo się pojawiały. Po trzech godzinach tańca i zabaw, zmęczone dziewczynki przysiadły na dywanie i w tym momencie w kominku pojawił się zielony ogień, który  pochłonął Olę i jej koleżanki. Wszystkie znalazły się w miejscu pełnym halloweenowego nastroju. Wszyscy byli przebrani w zaskakująco realistyczne stroje, wszędzie latały nietoperze, a przerażające dynie zdawały się szeptać między sobą. Ola zaczepiła przechodzącego obok mężczyznę przebranego za wilkołaka i zagadnęła:
-Czy wie Pan może co to za dziwaczne miejsce?
-Ale z Was zabawne młode wiedźmy-odpowiedział wilk śmiejąc się ochryple.

Z tej krótkiej rozmowy wszystkie dowiedziały się, że ci ludzie wcale nie są przebrani i myślą,  iż one również należą do tego świata. Chodziły bardzo długo, a po drodze zapytały o swój pobyt jeszcze wiele osób, lecz każda z nich zareagowała tak samo jak wilkołak. Wreszcie spotkały bardzo tajemniczego ducha i on jedyny udzielił odpowiedzi na ich pytanie. Trafiły one do świata Halloween-  gdzie to święto trwa cały rok. Dzieci chciały go jeszcze spytać o to, jak powrócić do domu,  ale on zniknął tak szybko jak się pojawił. Po raz pierwszy w życiu Ola zaczęła się bardzo bać i myśleć, że już nigdy nie wróci do domu. Z resztą jej koleżanki miały podobne odczucia. Gdy tak siedziały pod zeschniętym dębem pojawił się znany im duch, który wcześniej powiedział gdzie się znajdują. Patrzył na nie, widocznie  nad czymś się zastanawiając. Kiedy dziewczynki zauważyły jego obecność zaczęły nieprzerwanie patrzeć na niego zapłakanymi oczami. W końcu duch powiedział zimnym lecz wesołym jak na ducha głosem, że  zabierze je do domu. Nie minęła minuta a wszystkie znów siedziały na  dywanie w domu Oli, sądząc iż to był tylko sen. Natomiast duch, który pomógł dziewczynkom już na zawsze pozostał w tym domu.
Tosia

środa, 29 października 2014

Początki sportu

  Sport narodził się razem z pierwszymi zajęciami takimi jak polowanie czy łowienie ryb. W całym starożytnym świecie aktywność fizyczną była rozwijana w formie gier. Po inwazji barbarzyńców w IV wieku sport nie przestał istnieć, ale przybrał formę treningów wojennych: gier, turniejów, strzelania z łuku, aż do XV wieku gry w piłkę były źle widziane, a czasami wręcz zabraniane. Później wszystko się zmieniło. W epoce odrodzenia sport rozkwitł i stał się zabawą. Słowo ,,sport" pochodzi od francuskiego słowa ,,desport" oznaczającego rozrywkę. Aztekowie (żyjący na obszarach dzisiejszego Meksyku między IX a XV wiekiem) lubili grać w tlachtli - grę z piłką, rozgrywaną przez dwie drużyny na terenie w kształcie litery 1. Celem gry było umieszczenie piłki w polu przeciwnika. Piłka musiała przelecieć przez zawieszoną na pewnej wysokości nad ziemią obręcz. Gracze mogli uderzać piłkę jedynie łokciami, biodrami i kolanami. Mecz musiał wyglądać śmiesznie.

PS. W grze tlachtli, jak tylko  gracz wrzucił piłkę do obręczy, miał prawo zażądać ubrań i biżuterii od kibiców.
                                                                                                                                                   Sharko

sobota, 25 października 2014

Symfonia Planet






Moi Kochani Blogerzy,
wiem, że kochacie tajemnicze opowieści, a Wasza wyobraźnia jest nieograniczona. Dziś zabieram Was do świata MUZYKI i KOSMOSU. 

"W 1977 roku wystartowały z Ziemi dwa statki kosmiczne Voyager, których zadaniem było zbadanie Jowisza, Saturna (Voyager1) a także Urana i Plutona (Voyager2). Voyager 1 po zbadaniu obu planet opuścił nasz układ słoneczny, by zająć się badaniem przestrzeni międzygwiezdnej. Oba statki miały na pokładzie instrumenty umożliwiające przeprowadzenie różnych badań naukowych, m.in były to magnetometry, detektory plazmowe i detektory nisko-energetycznych cząstek naładowanych. To te urządzenia zarejestrowały Symfonię Planet.
Dźwięki nagrane w Symfonii były przenoszone przez elektromagnetyczne drgania, a ich źródłem były m.in.:
- szumy radiowe o częstotliwościach w obrębie pasma akustycznego(20-20 000Hz) wywoływane obecnością strumieni naładowanych cząstek powstających w wyniku oddziaływania wiatru słonecznego z magnetosferami planet
- szumy powstające w obrębie magnetosfer planetarnych
- fale radiowe pochwycone wewnątrz magnetosfer oraz jonosfer planet
- własne szumy elektromagnetyczne przestrzeni międzyplanetarnej
- szumy wytworzone przez wiązki naładowanych cząstek w sąsiedztwie planet, ich księżyców jak i w samym wietrze słonecznym
- szumy obserwowane w pobliżu pierścieni planet wywołane zderzeniami naładowanych cząstek pyłu z korpusem Voyagera oraz z antenami odbiornika." Zródło Onet

POniżej link . Wystarczy kliknąć.
Może te kosmiczne dźwięki zainspirują Was do pisania niesamowitych prac dodatkowych, których zapewne jesteście spragnieni. Czekają  szóstki  i sława na blogu.  Maria Lech




Cześć, to znowu ja molka18. Ten wpis  będzie o moich pasjach , czyli o tańcu . Jestem tancerką od 5 lat . Moja mama kiedyś dawno prowadziła szkołę tańca . Od zawsze siedziałam na sali i patrzyłam na to, jak tańczą. Tak właśnie narodziła się we mnie moja pasja tańca . Moja ciocia i wujek są tancerzami . Kiedy skończyłam 6 lat, zapisałam się do klubu na zajęcia . Na  tych zajęciach poznałam wiele fajnych osób . W wieku 7 lat pojechałam na pierwszy konkurs . Tam niestety nie zdobyliśmy żadnego miejsca, lecz później było tylko lepiej. Tak skończyłam 10 lat, poszłam do 5 klasy.
W 4 klasie w parku przy szkole zorganizowano coś w stylu pokazu talentów . Ja z moja koleżanką, która też interesuje się tańcem, wystąpiłyśmy . Potem występowałam na wielu pokazach i tak mi się uzbierały 4 puchary oraz 8 medali . Jestem dumna z siebie , że osiągnęłam taki poziom . Moim marzeniem jest stanąć na prawdziwej drodze sławy .
 molka18

środa, 22 października 2014

Hej!
Tu Karol. Na blogu będę nadawał pod pseudonimem Verniqr.
Moją pasją jest skating i będę chciał o nim opowiedzieć. Może uda mi się kogoś jeszcze zaciekawić tym niezwykłym sportem wyczynowym.
Pierwszy odcinek - już wkrótce !
Niech moc dwóch kółek będzie z Wami !

poniedziałek, 20 października 2014

40 urodziny Kinder niespodzianki

W sobotę 18 października na Stadionie Narodowym odbyły się 40 urodziny Kinder niespodzianki. Było wiele atrakcji w tym jazdy kolejką, dmuchane zabawki, zabawy plastyczne, gry zręcznościowe i oczywiście wiele innych. Po środku Sali stał wielki styropianowy tort z wizerunkiem jubilata na którym można było siadać i obserwować scenę na której występowali iluzjoniści oraz dzieci z Warsztatowej Akademii Musicalowej. Po obiekcie spacerowali ludzie na szczudłach, a na niewielkich podiach stali żonglerzy. Bardzo mi się tam podobało.

Tosia

czwartek, 16 października 2014

Klątwa Dajmona - część pierwsza

Ewelina pełna mieszanych uczuć szła do nowej szkoły. Ze stresu bolał ją brzuch, pomimo że przed chwilą widziała się ze swoją przyjaciółką. Justyna dojeżdżała do swojej szkoły, wybrała taką  na wysokim poziomie. Evi nie przyjęliby do żadnej innej szkoły niż do rejonowej. W ogóle się nie uczyła, już raz powtarzała klasę, a teraz cudem udało jej się zdać. Żałowała jednak tego, bo przez to nie chodziła ze swoją przyjaciółką do szkoły i postanowiła się uczyć.
- Evi, nie martw się – przytulała przyjaciółkę Justyna. – Będziemy się codziennie widywać po lekcjach.
- Już ja znam to twoje po lekcjach – zaśmiała się Ewelina. – Ciągłe prace dodatkowe, konkursy, referaty. A w weekend to samo.
- A kto powiedział, że lekcje będziemy odrabiać oddzielnie?- Justi zrobiła niewinną minę.
- Oj, Tyśka!
- Jak inaczej mam cię przypilnować, co? Jeśli chcemy razem chodzić do liceum, musisz się dobrze uczyć.
- Tak, bez twojej pomocy nie dam rady – westchnęła Ewelina.
Teraz znajdowała się przed wejściem do swojej nowej szkoły. Ponuro spojrzała na tablicę nad drzwiami. Przeczytała napis po raz kolejny. Gimnazjum im. Alberdiego Kaltena nr 666*. Jak zwykle przeklęta liczba przyprawiła ją o dreszcze. Na dodatek poranek był mglisty i zimny. Evi specjalnie przyszła wcześniej – chciała się oswoić z klimatem i dziwnym uczuciem przeszywającym każdego kto tędy przechodził lub, co gorsza, wchodził tam. To miejsce było uważane za najbardziej ponure i straszne w całej stolicy Tenii. Każdy twierdził, że te cyfry przywołałyby samego Dajmona.
Niektórzy przesądni uważali, że fałszywy Mag już opanowuje szkołę, ponieważ chodzi do niej uczeń o nazwisku Diamon, czyta się je tak samo jak imię złego z braci.
Ewelina z wahaniem weszła po stopniach i pociągnęła za klamkę. Bez skutku. Szarpnęła raz jeszcze. Nic. Wściekła usiadła na schodach. Nie miała żadnej bluzy, a było zimno, godzina: szósta trzydzieści. Mogłaby wrócić do domu, ale nie miała ochoty. Dlaczego rozpoczęcia roku są tak wcześnie? Z nudów zaczęła przypominać sobie wzory z geometrii - już dzisiaj miała sprawdzian umiejętności z matematyki.               
Wtem poczuła przeszywający ból, jakby tysiące małych zimnych ostrzy dźgało ją po całym ciele. Podniosła pełen rozpaczy wzrok i ujrzała chłopaka na oko w  jej wieku, może trochę starszego. Miał na sobie ciasne dżinsy, czarną skórzaną kurtkę i bluzkę z napisem „KOCHAM SZKOŁĘ (i drobnym druczkiem) ale tylko w wakacje” Spojrzał na Evi i uśmiechnął się promienie, ale dziewczynę przeszył jeszcze większy ból, czuła, jakby krwawiące serce wyrywało jej się z piersi z jękiem rozpaczy. Jednak jednocześnie odczuwała przyjemne łaskotanie i miała wrażenie, że małe istotki w jej głowie grają na harfie, a uczucia jakby gryzły się ze sobą, zaś świadomość była zamglona.
Chłopak przeszedł obok niej a ból i przyjemność nasiliły się. Ewelina miała wrażenie, że krzyczy, choć nie wydał się z niej żaden dźwięk. Wtem usłyszała w głowie jeden wyraz: Dajmon. Był wypowiedziany nieokreślonym głosem, bez jakichkolwiek uczuć lub interpretacji. Evi była jednak pewna,  że odnosi się to do chłopaka, który skrzywił się, a ona poczuła w nim jakieś oparcie, jakby on mógł zrozumieć co ona odczuwa. On wyciągnął rękę z rozczapierzonymi palcami przed siebie i wszystko się skończyło.
Ewelina obudziła się z uczuciem bijącego, wręcz walącego serca. Dobrze słyszała jego łomot, który powoli cichł, aż nastał zupełnie. Podniosła się powoli i oparła na łokciach. Drzwi były szeroko otwarte, a pani woźna właśnie przekroczyła próg budynku. Evi wstała i otrzepała sukienkę z brudu. Weszła powoli do szkoły i rozejrzała się. Kręciło jej się w głowie. Usiadła na ławce w szatni i przymknęła oczy. Tylko do połowy, żeby nie zasnąć. Wpatrywała się w ścianę i zastanawiała nad tym co się stało. To musiał być sen, wstała dziś wcześnie, zapewne przysnęła…
Teraz znowu straciła świadomość , siedziała jednak prosto i patrzyła przed siebie pustym wzrokiem. Ludzie przechodzili obok obojętnie, szli do wyznaczonych im sal, a gdyby któryś z nich przyjrzał się jej oczom, zauważyłby, że zniknęły jej źrenice.
Wokół gwar, dziki tłum. Początkowo zdziwiła się z tej ilości osób, przed chwilą była tu całkiem sama… W dodatku bolała ją głowa, a oczy jakoś nie chciały się przyzwyczaić do światła. Evi zerknęła na zegarek i poderwała się z ławki, prawie się przewracając. Za dwie minuty zebranie w klasie! Czy to możliwe, żeby film jej się urwał na prawie godzinę? Podbiegła do tablicy z numerami sal. W swoim pędzie potrąciła kilka osób. Pod nieprzychylnymi spojrzeniami zlustrowała kartkę wzrokiem i zawróciła na schody. Sala 16, sala 16, powtarzała w myślach. Przechodząc przez korytarz pierwszego piętra poczuła, że wypełnia ją ból, jakiego doświadczyła przy wejściu do szkoły. Intuicyjnie zerknęła w stronę drzwi, obok których przechodziła. Sala 13. Nie wierzyła w przesądy, ale teraz ta liczba wywołała u niej strach. Przyśpieszyła kroku i nie oglądając się, wparowała do szesnastki. Zajęła ostatnie wolne miejsce obok wysokiej gotki o długich kruczoczarnych włosach. Dziewczyna miała bladą twarz i mocny makijaż. Ewelina odwróciła od niej wzrok i zerknęła na tablicę. Była pusta, ale właśnie podszedł do niej nauczyciel i rysował tabelę. Mruknął pod nosem, żeby wyciągnęli kartki i zapisali plan lekcji. Evi nareszcie mogła zapomnieć o dziwnych zdarzeniach, bo pochłonęło ją pisanie.
***
 Rozległ się dudniący w uszach dzwonek. Gotka dawno oddała swój sprawdzian z matematyki. Ewelina szybko nabazgrała odpowiedź do ostatniego zadania i podeszła do biurka nauczyciela. Rzuciła kartki na stertę, po czym wyszła z klasy wraz z tłumem obcych jej ludzi. Przyjaciół miała tylko w podstawówce, od której daleko mieszkała, więc teraz nawet w rejonówce nikogo nie znała.
Gdy tylko wyszła na korytarz, przypomniała sobie o dziwnych wydarzeniach dzisiejszego dnia. Wydało jej się, że widzi chłopaka i przeszył ją chłód. Światła na korytarzu migotały, aż całkiem zgasły. Rozległ się jęk zawodu, a uczucie bólu zniknęło. Światła zapaliły się ponownie, zaś uczniowie rozmawiali między sobą o awarii.

Tajemniczy chłopak znikł Evi z oczu wtapiając się w tłum, jeśli oczywiście dziewczynie się nie przewidziało. Z mieszanymi uczuciami ruszyła w kierunku wyjścia ze szkoły.

*liczba 666 w świecie tej historii jest liczbą Dajmona, złego brata z rodzeństwa zła i dobra. Odpowiednik naszego diabła.

To jest opowiadanie, które pisałam do gazetki szkolnej. Za miesiąc ukaże się część druga, zaraz po premierze w "Trybunie Budy"
Meveline

Arrasy wawelskie

  Arrasy wawelskie powstały w XVI wieku w Brukseli. Zamówił je król Zygmunt II August, który był miłośnikiem sztuki, a szczególnie tkanin dekoracyjnych. Królewskie tkaniny pochodzą z najlepszych warsztatów tkackich. Są unikatowe, gdyż nie ma w Europie tak wspaniałych arrasów jak te z Wawelu.
   Arras pt. Rozmowa z Bogiem przedstawia scenę jak Noe rozmawia z Bogiem i dowiaduje się, że ziemia zostanie zatopiona. Noemu powiedział jeszcze Bóg, że ma zbudować arkę ,do której się zmieści po dwa gatunki zwierząt. Rozmowa została przeprowadzona w lesie. Bóg na arrasie był ubrany w piękną jasno czerwoną szatę i miał długą brązową brodę. Noe był ubrany w podobną szatę i miał krótką brodę. Las, w którym jest  przedstawiona scena jest liściasty  i ma dużo roślin oraz wygląda jak wąwóz. Chciałem jeszcze dodać, że Noe ma niebieskie getry.
  Arras, który opisuje, jest dla mnie przepiękny a jednym z moich marzeń jest zobaczyć ten arras na żywo. Podam wam jeszcze 4 pytania związane z tym arrasem.
1. Kto stworzył arras?
2. Jak długo tworzono ten arras?
3. Kto wymyślił arras?
4. Z jakiego powodu król Zygmunt II August był miłośnikiem arrasów i bardzo je lubił (dlaczego mu się podobały)?

                                                                                                                                        sharko