Pragnęła obalić tę nierówność między ludźmi. Chciała, by każdy miał
równe prawa we wszystkim, ale wiedziała, że nie nastąpi to szybko. Na
ściennym zegarze w sypialni dziewczyny wybiła właśnie godzina 11.00, więc
podniosła się z materaca i udała się do maleńkiej kuchenki, do której
przechodziło się z jej pokoju. Najedzona wróciła do izby, zasiadła przy
okrągłym stole i chwyciła z jego końca starą książkę z lekko porwaną okładką. Znalazła
ją na ulicy gdy wracała pracy. Dziewczyna jako nieliczna ze swojej klasy
społecznej potrafiła czytać. Gdy miała 10 lat do jej rodzinnej miejscowości
przybył świecki misjonarz. Był prawdziwym miłośnikiem literatury. Chodził od
wioski do wioski i nauczał dzieci czytać, by i one miały kiedyś szansę poznać
magiczny świat książek. W jego oczach zawsze tańczyły iskierki radości.
Rozumiał i kochał ludzi jak nikt inny. To jemu Ivette zawdzięczała swoją
wiedzę. Otworzyła na pierwszej stronie swoją lekturę, kryminalną powieść „Zło
nigdy nie śpi”. Główną bohaterką powieści jest Panna Clarck, detektyw-amator
wykorzystujący metodę dedukcji i psychologii. Clark była dla niej wzorem do
naśladowania. Dziewczyna chciała być dokładnie taka jak ona. Sama miała
zwyczajne, rutynowe życie, ale kiedy czytała czuła się jakby znalazła się w wirze
książkowych zdarzeń. Pragnęła dokonać czegoś wielkiego, żeby każdy ją
zapamiętał. Wierzyła, że kiedyś tak się stanie. Ma jeszcze czas. Uniosła oczy
znad lektury i spojrzała za okno gdzie żółte światło latarni rozświetlało
ciemną ulicę. Uznała, że już najwyższa pora skończyć czytanie na dziś i położyć
się do łóżka, w końcu jutro musiała iść do pracy. Wzięła kąpiel, ubrała długą,
białą koszulę nocną i wygodnie ułożyła się na wąskim, ale miękkim łóżku. Nie
minęło wiele czasu gdy zmęczona zasnęła. Śnił jej się Luwr. Jak co dnia weszła
do środka, odłożyła torbę oraz płaszcz, a następnie wyjęła ze składziku
szczotkę i mokrą szmatkę niezbędne jej do pracy. Rutynowo przemierzała z
nimi korytarze muzeum robiąc to za co jej płacą. Nagle zauważyła, że jednego
obrazu brakuje. Nie miała pojęcia jakiego, gdyż tabliczka z jego nazwą zniknęła
wraz z dziełem. Na ścianie pozostało jedynie jasne odbarwienie w kształcie
prostokąta mówiące, że jeszcze niedawno coś tam wisiało. Ivette wstała bladym
świtem, by zdążyć przygotować się na czas. Ciepłą wodą umyła twarz, uczesała
swoje kruczoczarne włosy w ciasnego koka i ubrała długą, brązową suknie.
American Pharoah
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz