Strony

czwartek, 2 stycznia 2014

Ja i bezludna wyspa


Ja i bezludna wyspa


       Opowiem teraz co się zdarzyło po katastrofie na oceanie, w której uczestniczyłem.

 Trafiłem na jakąś  wyspę. Wydawało mi się, że jest ona bezludna, ponieważ nie widziałem ani nie słyszałem żadnego człowieka. Zrobiło mi się strasznie zimno, więc zbudowałem sobie szałas. W tym gąszczu drzew znalazłem i użyłem kilku patyków do budowy schronienia.  Poszedłem na plażę po kokosy, bym mógł się czegoś napić, a poza tym pozyskałem naczynia. Następnie wybrałem się daleko w głąb lasu. Bardzo się martwiłem, ponieważ nie wiedziałem jakie zwierzęta tu żyją. Mogły tu być jaguary i inne duże koty. Niestety nie udało mi się znaleźć strumyka. Wieczorem bałem się, ponieważ zrobiło się bardzo ciemno i nieprzyjemnie .Byłem tak zmęczony, że wreszcie zasnąłem . Obudziłem się gdy słońce zaczęło wschodzić  , ulżyło mi  że noc minęła w spokoju. Rano miałem chęć na rybę. Na szczęście znajdowałem się koło oceanu. Z puszczy wziąłem kilka lian. Te egzotyczne rośliny przekładałem przez siebie. W ten w sposób powstała naturalna sieć do łowienia ryb oraz drobiu. Na śniadanie zjadłem sobie rybę. Była ona jednak surowa, ponieważ nie miałem ognia. Na obiad wypiłem mleczko z kokosów. Po tym wyśmienitym obiedzie wziąłem się za szukanie wody pitnej (słodkiej).

- Znalazłem, znalazłem! – zawołałem uradowany.

Po dniu pełnym przygód przed snem pomodliłem się, abym wrócił do domu zdrowy i szczęśliwy. Gdy minęły dwa dni moja uniwersalna sieć popsuła się. Stworzyłem przedmiot do łowienia ryb. Składała  się z kości  zwierzęcej wykorzystanej  jako haczyk, patyka jako kijek do trzymania oraz liany jako żyłkę. Tak powstała prymitywna wędka. Następnie próbowałem wykrzesać ogień. Początkowo z patyków, a następnie z krzemieni. Próba z patykami nie była zbyt skuteczna. Zajmowała ona dużo czasy. Krzemień jest lepszym i szybszym sposobem do uzyskania ognia.

Jest udało mi się, wreszcie wykrzesałem ten ogień! – zawołałem uradowany.

(…)Gdy nadeszła noc czułem otuchę, ponieważ nie siedziałem w ciemnościach. Mogłem zasnąć bez obawy. Rankiem zabrałem się do pracy. Skonstruowałem spiżarnie zamieszczoną w ziemi. Musiałem wykopać dół, a później zamontować na ścianach i podłodze drewno. Tak powstała moja spiżarnia. Przechowywałem w niej naczynia, wodę, pożywienie i materiały (igła, nitka itp.). Bardzo mi się ona przydała. Na plaży ustawiłem stos gałęzi. Gdyby jakiś statek przepływał tędy to bym zapalił ją. Przypominała by mi pochodnie, która znajduje się na „Statua Wolności” w Nowym Jorku. Codziennie czekałem na plaży na uwolnienie. Czas mi mijał tam bardzo szybko. Nawet się nie spostrzegłem, a minęły trzy miesiące. Po dłuższym oczekiwaniu w południe przypływał niedaleko statek. Moim zdaniem wyglądał na handlowy. Zacząłem krzyczeć, a następnie zapaliłem stos drewna. Załoga statku zauważyła mnie. Z ciągnęli jedną z szalupę i przypłynęli w moją stronę. Gdy się zjawili na wyspie zapytali mnie czy jestem rozbitkiem, a ja odpowiedziałem:

- tak jestem. Znalazłem się na niej gdy rozbił się mój statek .

- Chodź do nas na okręt płyniemy do Waszyngtonu – powiedzieli przybysze.

       Tak właśnie wyglądało moje życie na wyspie. Trwało one 1 rok. Po przypłynięciu do U.S.A. obiecałem sobie, że już nigdy nie popłynę statkiem.

Darek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz