Strony

środa, 29 stycznia 2014

Siostrzana Miłość : W Pogoni Za Saneczkami


  Zbliżały się ferie zimowe na wsi Delintel. Dwie mieszkanki wioski uwielbiały spędzać wolny czas jeżdżąc na sankach, w parku na górce pełnej śniegu. Były to dwie małe siostry Lina i Karo. Lina była starsza od Kary o trzy lata, chodziła do klasy szóstej. Karo zaś chodziła do klasy trzeciej.

  Pierwszego dnia przerwy zimowej dziewczynki pobiegły na górkę. Mała Karo skakała w śniegu, robiła aniołki, czuła się jak Królowa Elsa z filmu ,, Kraina Lodu”. Lina nie cieszyła się aż tak bardzo jak jej siostra. Przeżyła zimę więcej razy niż siostra, więc reagowała na nią zupełnie normalnie. Kiedy dotarły na górkę nikogo nie było. Karo szybko weszła na górkę. Parę razy się poślizgnęła i upadła, ale nie poddając się biegła na górkę. Karo chciała zjechać pierwsza. Malutka usiadła na sanki i miała już zjechać, ale nagle saneczkom złamały się drewniane nóżki. Karo sturlała się z górki. Lina zbiegła jej na pomoc. Szóstoklasistka wzięła na plecy trzecioklasistkę, w jedną rękę cząstki saneczek i siostry poszły do domu. W domu mama zrobiła dziewczynkom ciepłą owocową herbatkę i przebrała Karę w suche ubranko. Rodzice postanowili kupić siostrom nowe lepsze saneczki. Nazajutrz rodzinka pojechała do sklepu. Siostry wybrały sobie sanki. Saneczki dwuosobowe, posiadały twarde, metalowe, pozłacane oparcia, były one koloru złotego, podnóżki zaś twarde i moce. Dziewczynki były zadowolone ze swojego zakupu. Po powrocie ze sklepu małe córeczki wybrały się ponownie na górkę. Tym razem siostry jednocześnie zjechały z górki. Bawiły się świetnie, rzucały się  śnieżkami i robiły aniołki w śniegu. Po godzinie postanowiły odpocząć.

- Karo, powinnyśmy się już iść do domu, robi się późno – oznajmiła ją Lina.

- Lina nie przesadzaj – zaprzeczyła Karo. Spojrzała na zegarek. – Jest dopiero trzynasta, po prostu jest Ci zimno, a może … ulepimy dziś bałwana ?

  Lina spojrzała na Karo z uśmiechem. Przyczepiły saneczki do ławki i pobiegły lepić bałwana. Nagle saneczki zaczęły się ruszać. Cichutko odczepiły się i wjechały na górkę. Saneczki były magiczne i umiały same się poruszać, jednak nie potrafiły mówić.

- Karo spójrz – Lina przerwała lepienie bałwana. Karo zaczęła się śmiać i podskakiwać.

- Lina one się ruszają, mamy żywe sanki – Karo cieszyła się, jednak Lina nie była z tego zadowolona. Nie bardzo wierzyła w to co widzi. Myślała, że oszukują ją własne oczy. Wiedziała jednak że jej siostra też to widzi. Nagle sanki zjechały z górki i rozpoczęły ucieczkę. – Linka, sanki nam uciekają ! – dziewczynki pobiegły za sankami, jednak one poruszały się szybciej.

– Lina pomyślałam, że jeżeli sanki są żywe, to trzeba je nazwać, najlepiej Bob – zaproponowała młodsza dziewczynka.

- Karo to nie pora na takie pogadanki. Właśnie uciekają nam sanki, które dzisiaj kupiliśmy, ale pasuje mi to imię – uśmiechnęła się. Dziewczynki biegły ile sił im w nogach, ale sanki były szybsze. Po chwili wjechały w las pełen drzew i siostry straciły je z widoku. Upadły na śnieg z przemęczenia. Płatki śnieżne spadały im na nosy. Karo wystawiła język, aby złapać kilka.

- No nie, uciekły nam, a bardzo je polubiłam – zasmuciła się Karo.

- No niestety, bardzo fajnie się na nich zjeżdżało. Mama się zdenerwuje, ponieważ saneczki były drogie. Chwileczkę – zamyśliła się Lina. Karo zorientowała się, że jej siostra ma pomysł. – Przecież sanki zostawiły ślad po sobie, więc dogonimy je jak pójdziemy po ich śladzie. Karo przytuliła swoją siostrę i pochwaliła ją za świetny pomysł. Po chwili siostry ruszyły po śladzie saneczek. Po drodze patrzyły, jak pięknie było w tym lesie. Na drzewach nie było ani jednego listka, ich gałęzie były obsypane śniegiem. Na niektórych z nich widać było twarde, przezroczyste sople. Siostry ulepiły kulki ze śniegu i rzucały w wiszące sople. Linie udało się strącić jeden, ale Karo, nie. Trzecioklasistce zrobiło się przykro. Lina nie lubiła, kiedy siostra była smutna ,więc oddała jej sopelka. Dziewczynki podążały za sankami około godziny był coraz dalej od domu, a robiło się już ciemno. Karo robiła się głodna, a dziewczynki powinny być już na obiedzie.

-  Linka wracajmy do domu jest mi zimno i robi się ciemno, co my zrobimy ? – zmartwiła się Karo. Lina objęła Karo, aby zrobiło jej się cieplej. – Powiemy mamie, że ktoś nam je ukradł, na pewno się o nas martwi – Karo coraz bardziej się bała i chciała wracać do domu.

- Karo zaraz je znajdziemy i wrócimy do domu. Pamiętaj jesteś tutaj ze mną i jesteś bezpieczna – pocieszała ją Lina. Dziewczynki naprawdę się kochały. Lina nie dopuściłaby, aby ktoś skrzywdził jej młodszą siostrę. Zawsze trzymały się razem. Nagle ktoś krzyknął do zmartwionych sióstr.

- O tej porze w lesie, gdzie czasem przychodzą wilki. Jednak dobrze, że mój tata jest tutaj nie daleko – dziewczynki odwróciły się. Zobaczyły dziewczynkę w wieku Liny. Obok niej stał duży pies. Nie wyglądał na groźnego, jednak był duży i to budziło w nim przerażenie. – Spokojnie nie jestem porywaczem, ani nikim z tej bajki. Jestem Vanessa, ale mówcie mi Nes. Dlaczego jesteście same w lesie o tej porze, jest przecież po dwudziestej.

- Ojej, dziękujemy, że nam o tym powiedziałaś. Hmmm nie wiesz może gdzie jest wioska Delintel ? Bo szukamy sanek, które nam uciekły i zgubiłyśmy się – zapytała Lina. – Ale po za tym jestem Lina, a to moja młodsza siostra Karo.

- Wioska Delintel jest 4 km stąd nie dojdziecie do niej do rana. Na pewno jesteście głodne i jest wam zimno. Możecie przenocować u nas. Moja mama się o was zatroszczy – uśmiechnęła się Nes. Dziewczyny niepewnie zgodziły się. Po kilku minutach były w domu. Karo bała się bardziej niż Lina, jednak starsza dziewczynka była zła, że podjęła decyzję odszukania sanek. W tym czasie sanki Bob obserwowały dziewczynki. Postanowił zaczekać do rana, aby pokazać się dziewczynkom i zaprowadzić je w niesamowite miejsce. W domu mama Nes zrobiła dziewczynkom kolację, przyszykowała łóżka oraz uspokoiła małą Karo, która płakała ze strachu, ponieważ tęskniła za mamą. Lina nie mogła patrzeć, jak jej mały skarb cierpi. Wzięła malucha na kolana i przytuliła ją z całej siły. O dwudziestej drugiej dziewczynki były już umyte i przebrane w kolorowe, bawełniane pidżamki Nes. Zagubione dziewczynki nie mogły zasnąć, jednak Karo zasnęła po godzinie marzeń o przytulnym jej własnym łóżku przy mamie, obok ciepłego kominka. Lina nie mogła zasnąć. Popełniła największy błąd w jej życiu. Naraziła jej małą siostrę na niebezpieczeństwo. Myślała o najgorszym, a gdyby natknęły się na wilki lub rozpętała się burza. Kiedy wybiła północ Lina zasnęła.

  Następnego dnia dziewczynki postanowiły wrócić do domu, domyślały się, że rodzice już na pewno  je szukają.

- Bardzo dziękujemy państwu za pomoc i gościnę – dziękowała Lina. -  Ale musimy już wracać, dotrzemy do domu pewnie za trzy godziny, pamiętamy drogę powrotną i poradzimy sobie.

- Dziewczynki, jednak nie mogę puścić was samych, może pójdzie z wami Nes z Fogiem. Wtedy na pewno nic wam się nie stanie – powiedziała mama Nes. Dziewczynki się zgodziły i ruszyły do domu. Nagle coś zastukało w drzewo i z niego spadł śnieg.

- Lina to on. To Bob nasze sanki ! – krzyknęła Karo. Trzy dziewczynki i pies pobiegły za saneczkami. Vanessa nie wierzyła własnym oczom, że sanki naprawdę się ruszają bez żadnej pomocy. – Linka musimy je złapać i dowiedzieć się o co mu chodzi – oznajmiła w biegu Karo. Dziewczynki biegły za sankami bardzo szybko, jednak po chwili zwolniły, ale sanki także zwolniły. Przyjaciółki razem z Fogiem skradały się po cichu aby złapać saneczki. Po kilku minutach zaczęły znikać drzewa i Bob zatrzymał się. Dziewczynki zobaczyły, że saneczki chciały dziewczynki doprowadzić do dziesięciometrowej górki, aby spędzić miło czas z jego właścicielkami. Lina i Karo cieszyły się ogromnie.

- Nes bardzo ci dziękujemy, ale musimy stąd iść zostałaś naszą nową przyjaciółką – powiedziała Lina. Dziewczynki przytuliły się i pożegnały. Pogłaskały pieska i usiadły na saneczki. Wtedy saneczki ruszyły niczym wicher. Starannie i bezpiecznie wjechały na ogromnie wysoką górkę. Lina i Karo nigdy nie były tak wysoko. Cieszyły się, że dzięki sankom mogły przeżyć taką niesamowitą przygodę. Nagle saneczki zaczęły zjeżdżać z górki. Siostrom włosy unosiły się do góry. Zjeżały z prędkością światła. Czuły motylki w brzuchu. Sanki na końcu górki odbiły się os zaokrąglenia górki, tak jak na skoczniach narciarskich i poszybowały w górę. Dzieci rozłożyły ręce i czuły się jak małe aniołki. Leciały kilka minut i nagle wylądowały na ziemi w zaspie śniegu przed domem.

- O jejciu Lina, Karo co wy tu robicie, szukaliśmy was całą noc, gdzie byłyście, martwiliśmy się – powitała ich przestraszona, a jednocześnie szczęśliwa mama.

- Mamo nie uwierzysz co przeżyłyśmy – dziewczynki wpadły w ramiona rodziców. – Te sanki ożyły !

- Jakie sanki ? – zdziwiła się mama. – Tutaj jesteśmy tylko my, dziewczynki – powiedziała. Dziewczynki zdziwiły się, bo sanek nie było.

- Ammmm…  zabłądziłyśmy w lesie, ale wtedy zaopiekowała się nami miła rodzinka i przespałyśmy tam noc. Teraz przyszłyśmy tutaj, a sanki, które kupiliśmy przedwczoraj rozpadły się na kawałki – skłamała Karo. Siostry dziwiły co się stało z saneczkami, jednak cieszyły się, że są już w domu.

  Saneczki tak naprawdę rozbiły się na kawałki przy lądowaniu. Jednak ich magiczna moc nadal istnieje i może zostać przerobiona w inne przedmioty. Siostry zrozumiały, że nie mogą się poddawać. Ich siostrzana miłość przetrwa wszystko, ponieważ jest ona najsilniejszą magią.
 
Moja praca dodatkowa na Polski :)
Toffi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz